Znaleźć ludzi w USA

W USA już 60 proc. płatności jest dokonywane za pośrednictwem kart kredytowych, a transakcje za pośrednictwem komórek wkrótce przekroczą 1 mld dol. W Polsce w 2013 r. przeprowadzono 1,4 ... Często otrzymujemy zapytania, jak odnaleźć w Stanach znajomych lub krewnych. Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, ale Internet oferuje pewne opcje, które mogą nam to zadanie ułatwić. Poniżej podajemy kilka z nich. Wyszukiwarki internetowe Przy korzystaniu z internetowych wyszukiwarek genealogicznych czy książek telefonicznych pamiętać należy o tym, że nie jest to ... 428 wyświetleń16 kwietnia 2020Społeczeństwo i pracajak znaleźć pracę praca usa praca w usa stany zjednoczone usa 0 dadan (gość) 11 maja 2019 0 Komentarzy Jak znaleźć pracę w USA? Ktoś z was szukał już Huragan Fay uderzy w USA. Zagraża nawet 35 milionom ludzi. 12. 12. ... Mniej więcej w tym czasie burza, szalejąca obecnie nad Karoliną Północną, powinna znaleźć się w okolicach Nowego Jorku i okalających go miast. Poważnie zagrożonych może być nawet 35 milionów osób. Randki i ogłoszenia towarzyskie w Stanach Zjednoczonych (USA), bezpłatnie dla wszystkich Polaków w Stanach Zjednoczonych (USA)! Spróbuj już dziś! Ludzie muszą dziś pogodzić wiele obowiązków, jak praca, szkoła i rodzina. Wiele singli zdaje sobie sprawę, że po prostu nie mają czasu, aby spotkać ludzi i randkować w staromodny sposób. Niektóre z nich działają najlepiej w USA, a niektóre działają globalnie, więc możesz wybrać odpowiednio. Ponadto jesteśmy przekonani, że będziesz w stanie znaleźć osobę, której szukasz, korzystając z jednej z tych witryn, biorąc pod uwagę, że wszystkie z nich są w pełni zdolne i oferują zaawansowane funkcje. USA: W Teksas może uderzyć huragan o niespotykanej sile. Na jego drodze może się znaleźć kilkumilionowe Houston. ... Ćwierć miliona ludzi w Polsce, a ponad 200 mln na świecie będzie ...

Systemic Racism in the USA: Origins, Perpetuation and Solutions by Peter Joseph - Polish translation Part 1/2 Rasizm Systemowy w USA: Pochodzenie, utrwalenie i rozwiązania autorstwa Peter Joseph

2020.09.24 21:10 luke_osterdam Systemic Racism in the USA: Origins, Perpetuation and Solutions by Peter Joseph - Polish translation Part 1/2 Rasizm Systemowy w USA: Pochodzenie, utrwalenie i rozwiązania autorstwa Peter Joseph

Rasizm Systemowy w USA:

Pochodzenie, utrwalenie i rozwiązania

autorstwa Peter Joseph

(part 1/2)
„Przez lata pracowałem nad pomysłem zreformowania istniejących instytucji społecznych… mała zmiana tu i mała zmiana tam, ale teraz mam inne odczucia. Trzeba przebudowy całego społeczeństwa, rewolucji wartości ”¹
DR MARTIN LUTHER KING JR.

Jeśli jest coś, czego nauczyliśmy się o naturze rzeczywistości, to to, że wszystko od czegoś pochodzi. Wszystkie dziedziny nauki zajmują się przyczynowością, tworząc modele próbujące lepiej zrozumieć różne zjawiska. Obejmuje to śledzenie wpływów systemowych, które przejawiają się w powtarzających się obserwacjach, umożliwiając tworzenie modeli predykcyjnych. Jednak ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że nasze najbardziej podstawowe postrzeganie często jest sprzeczne z takim myśleniem, ponieważ to, co widzimy i czujemy na własne oczy i uszy, jest zasadniczo powierzchowne. Sama ewolucja wiedzy pokazuje ten trend. Na przykład dawno temu ludzie myśleli, że ziemia jest płaska. Czemu? Ponieważ po prostu tak wyglądała.
W związku z tym ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że my, ludzie, mamy naturalne zahamowania, jeśli chodzi o myślenie systemowe lub naukowe, a większość zamieszania, które widzisz wokół siebie, jest tego wynikiem.
Biorąc to pod uwagę, dzisiejsze stale rozwijające się nauki społeczne, w szczególności dziedzina epidemiologii (badanie zdrowia publicznego), coraz bardziej kwestionują naszą powierzchowną percepcję. Analiza dzisiejszych dominujących instytucji i przekonań kulturowych ujawnia głęboką pustkę w naukowym myśleniu dotyczącym społeczeństwa. W rzeczywistości nie ma innego obszaru badań intelektualnych, który wydawałby się być tak dalece w tyle. Powodów ku temu istnieje wiele i wykraczają one poza zakres tego artykułu.
Jednakże należy stwierdzić, że gdyby prawdziwie przyczynowa, socjologiczna perspektywa została przyjęta na poważnie w celu odniesienia się do współczesnych wzorców i problemów - zakwestionowałoby to cały stan normalności, jaki znamy. Ujawniłoby, jak nieudolne są nasze tradycyjne instytucje i związane z nimi przekonania filozoficzne. Innymi słowy, podważałoby to samą tożsamość większości populacji.
To powiedziawszy, o czym pisałem obszernie w mojej książce ‘’The New Human Rights Movement’’ (z której częściowo pochodzi ten artykuł), po prostu nie można zrozumieć cywilizacji bez zrozumienia nauki o systemach (teorii systemów). Największym błędem, który nadal nęka naszą integralność intelektualną, wynikającym z naszej powierzchowności, jak wspomniano powyżej, jest pojedyncza przyczynowość. Wszędzie, gdzie spojrzysz w dzisiejszym świecie, wina jest umieszczana w najwęższy możliwy sposób.
Ekstremalne nierówności społeczno-ekonomiczne? Obwiniajmy ludzką „chciwość”. Niszczenie naszego ekosystemu przy upadku wszystkich systemów podtrzymywania życia? Obwiniajmy amoralne korporacje lub nieudaną politykę regulacyjną. Szalona przestępczość w centrach miast? Obwiniajmy nieuczciwy „umysł przestępcy” i zamykajmy ludzi. Polityczni wyborcy wykupieni przez lobbystów? Wymyślmy jakąś bezsensowną abstrakcję i zracjonalizujmy ją, na przykład pustym zwrotem: „kapitalizm kumoterski”. Szalona bieda? Obwiniajmy lenistwo klasy niższej i udawajmy, że nasza gospodarka daje „równe szanse” wszystkim i każdy dostaje to, na co zasługuje.
Tego rodzaju powierzchowne, niesystemowe wymówki są ciągłe i bez wątpienia szeroko rozpowszechniane. Słyszysz to w opartym na sloganach języku większości („Popełnij zbrodnię - odsiedź czas!”), Wraz z niekończącymi się frazesami i deklaracjami środowiska aktywistów („Wyciągnij pieniądze z polityki!”).
Jednym z krytycznych przykładów tego, o czym warto wspomnieć, jest sam wymiar sprawiedliwości. Sam pogląd, że należy po prostu być ukaranym za złamanie prawa, tak jakby jakiekolwiek ludzkie działanie było jednym jedynym wynikiem samej „wolnej woli” człowieka, dobrze to potwierdzało. Faktem jest, że na poziomie populacji, powtarzającemu się zjawisku, takiemu jak przemoc kryminalna, to wzorce tych zachowań można statystycznie powiązać z warunkami społecznymi takimi jak ubóstwo, nierówność, doświadczenie z dzieciństwa itp., W takiej sytuacji argument o wolnej woli nigdy nie jest wystarczający by wyjaśnić przyczynowość behawioralną.
Aby nad wyraz uprościć ten argument, abstrakcyjnie, wyobraźmy sobie dwie wyspy, na każdej z nich po 10 000 ludzi. Ze względu na tę abstrakcję te dwie grupy są całkowicie identyczne, tak jakby jedna grupa została sklonowana z drugiej. Na jednej wyspie ludność wyraża radosną, prospołeczną kulturę bez przestępstw. Na drugiej wyspie dzieje się coś innego. Podczas gdy 90% zachowuje się jak dawna, prospołeczna kultura wyspy, 10% z nich ucieka się do zachowań antyspołecznych, tworząc przestępczość i sięga po przemoc.
Ponieważ te dwie grupy są wzajemnymi klonami, a jedyną różnicą jest charakter każdego stanu wyspy, należy wywnioskować, że to nie same osoby w tej 10% grupie są problemem, ale raczej musi być coś nie tak z samym stanem wyspy. Coś w tym stanie musi powodować antyspołeczne zachowanie w tej 10% mniejszości populacji. W takim przypadku rozwiązanie problemu mogłoby nastąpić jedynie poprzez wyszukanie, które cechy tego stanu wyspy są przyczynowe. Nie byłoby celu w długoterminowej walce z indywidualnymi zachowaniami poprzez zamykanie ludzi w zamknięciu czy robieniu innych podobnych rzeczy, ponieważ to, co doprowadza do tych zachowan, nadal istnieje. Te zachowania będą ciągle się pojawiać, pokolenie po pokoleniu. Nie można dokładnie przewidzieć, które osoby popełniłyby przestępstwo, ale ogólnie możnaby spodziewać się takich wyników statystycznych.
Jako przykład z życia, tę samą logikę można zastosować do masowych strzelanin w USA. Przed Covid19, który radykalnie zmienił normalność, Stany Zjednoczone były świadkami średnio jednej masowej strzelaniny dziennie, trwającej od lat. Ponownie, nie wiesz, kim dokładnie będą strzelcy, ale ogólna statystyczna spójność i ogólna przewidywalność pozostaje. W ten sposób działa podejście epidemiologiczne, tak samo jak w każdym sezonie grypowym będzie statystycznie spójna średnia zakażonych osób, chociaż trudno jest określić, kim dokładnie będą te osoby.
Otóż, nie oznacza to, że ludzie po prostu nie mają woli i dlatego daremne będzie próbowanie odwoływania się do ich własnej moralności ani argumentowanie, że na ludzi nie ma wpływu ich wykształcenie i doświadczenie. Ale jeśli, w połączeniu z groźbą karną, są to jedyne możliwości by zmienić te odbiegające od normy zachowania to będzie to nieskuteczne, jak zostało to empirycznie udowodnione. Gdyby nasz system edukacyjny opierał się na krytycznej i systemowej myśli, jak powinno się uczyć na najwcześniejszych etapach dzieciństwa, ten redukcjonistyczny pogląd na przestępczość i zachowanie, oparty na „wolnej woli”, byłby śmieszny i obrazą naszej inteligencji. Dobrze poinformowana ludność i jej rząd nie mieliby logicznego wyboru, jak tylko pracować nad znalezieniem i usunięciem podstawowych społecznych warunków wstępnych dla takich antyspołecznych aktów, zamiast karać te symptomy, które pojawiają się bez końca.

Stwierdzam to wszystko, ponieważ aby zrozumieć utrwalanie się rasizmu w Stanach Zjednoczonych, należy porzucić pogląd, że osoby, które mają uprzedzenia rasowe, świadomie lub podświadomie, są wyłącznie odpowiedzialne za te perspektywy i wynikające z nich działania. Z naukowego punktu widzenia jest niemożliwe, aby osoba wymyśliła taką społeczną perspektywę bez zbiegu wpływów informacyjnych, kształtujących ten system wierzeń w czasie.
Wraz ze współczesną kontynuacją amerykańskiego ruchu na rzecz praw obywatelskich z lat 60 XX wieku w postaci Black Lives Matter i innych inicjatyw, opinia publiczna nauczyła się dziś nowego terminu: systemowy rasizm. Jednak istnieje wielkie zamieszanie co do tego, co oznacza ten termin, ponieważ po raz kolejny jego systemowa natura zawodzi naszą intuicję. Do tego stopnia, że wielu konserwatywnych wyborców nie wierzy nawet w istnienie systemowego rasizmu, wykazując wysoki poziom analfabetyzmu.
Prawda jest taka, że każdy rasizm ma charakter systemowy, co zaraz wyjaśnię.
Część 1: Pochodzenie
Kiedy byłem dzieckiem dorastającym w latach 80. i 90., opowiadano mi w szkole o początkach niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych, o tym, że powodem uprzedzeń rasowych, było to, że biali uważali się za lepszych od czarnych, Afrykanie byli porywani i ładowani na łodzie i sprowadzani do Ameryk przez coś, co obecnie nazywa się transatlantyckim handlem niewolnikami. Podczas gdy do zniewalania tych ludzi niezaprzeczalnie dochodziło ze względów ekonomicznych, to jednak nigdy nie kwestionowano samego motywu niewolnictwa do tego stopnia, by uznać, że być może - tylko może - sam kapitalistyczny system ekonomiczny powinien być obwiniony.
W rzeczywistości, chociaż porywanie ludzi w Afryce było z pewnością częścią ''całego równania'' w tamtym czasie, to nie stało się tak w większości z winy samych Europejczyków. To raczej królowie w Afryce nie tylko porywali i zniewalali własnych ludzi, ale sprzedawali miliony rdzennych mieszkańców Afryki białym przedsiębiorcom. „To sami Afrykanie zniewalali innych Afrykanów, wysyłając ich na wybrzeże w celu wysłania na zewnątrz” - mówi badacz Akosua Perbi z Uniwersytetu Ghany².
Nie jest to wskazywane w celu rozproszenia winy, ale w celu podkreślenia zakorzenionej motywacji biznesowej. Ci królowie zajmowali się kupiectwem i handlem. Chociaż powszechnie przyjmuje się moralne oburzenie z powodu tego rodzaju praktyk i nadużyć, obwiniając handlowców, irracjonalne jest ignorowanie struktury, według której wszystkie strony były zorientowane i nagradzane. Obecnie przeważa pogląd, który nadal nie widzi problemu w kupowaniu i sprzedawaniu towarów na wolnym rynku, argumentując, że ekonomia rynkowa nie powinna być winna nieludzkich decyzji zainteresowanych, tak jakby wszelkie takie „niemoralne” decyzje były całkowicie niezależne od struktury systemu gospodarczego i tego do czego nas zachęca. System ekonomiczny jest powierzchownie postrzegany jako zwykłe arbitralne narzędzie bez uprzedzeń, wykorzystywane i definiowane wyłącznie przez ludzkie działanie. Ten sam rodzaj irracjonalnych argumentów moralnych widzimy, gdy mówimy o współczesnym niewolnictwie, gdzie obecnie istnieje więcej prawnie zdefiniowanych niewolników niż kiedykolwiek w historii ludzkości. ³
Ten ściśle moralny, oparty na indywidualnym działaniu pogląd utrwala niebezpieczny mit, po raz kolejny podsycając błędne przekonanie o pojedynczej przyczynowości. Przywołuje roszczenie do moralnej nieudolności w imieniu wszystkich tych bogobojnych chrześcijańskich panów niewolników, we wczesnych koloniach Stanów Zjednoczonych i później, którzy nie mieli problemu z brutalnym przymuszaniem i wykorzystywaniem ludzi do pracy, aby zaoszczędzić pieniądze.
To stwierdziwszy i jak większość wie, pierwotna praktyka niewolnictwa w mniejszym lub większym stopniu sięga tysięcy lat wstecz do starożytności. Jednak niewielu zastanawiało się, nad tym, dlaczego w ogóle powtarza się ten wzorzec, a nawet jeśli już się zastanawiają, to zazwyczaj mają tendencję do odwoływania się do niejasnych idei, takich jak „natura ludzka”, wraz z przeinaczonymi darwinowskimi teoriami o naszej rzekomo nieodłącznej grawitacji w kierunku „dominacji społecznej”.
Cofnijmy się więc i ponownie rozważmy naszą ewolucję społeczną.
Największą zmianą społeczną w historii ludzkości była rewolucja neolityczna i jeśli chcemy naprawdę zrozumieć fenomen grupowego ucisku i wyzysku, musimy uwzględnić to dramatyczne przejście do rolniczych, osiadłych społeczeństw, które rozpoczęło się 12 000 lat temu. Wcześniej, przez ponad 99% historii ludzkości, ludzie żyli jako łowcy-zbieracze, plemiona koczujące i polujące bez umiejętności rolniczych.
Różne cechy charakterystyczne dla zachowań społecznych między społeczeństwami łowców-zbieraczy a współczesnymi społeczeństwami osiadłymi są dość pouczające. Oprócz tego, że byli generalnie egalitarni i nie mieli w zasadzie hierarchii dominacji, to również jak doskonale zostało to udokumentowane przez antropologów, mieli znacznie mniej przemocy. ” Ogólnie rzecz biorąc, prosperowali na obszarach obfitujących w ziarna zbóż i dzikie zwierzęta. Na poziomie przetrwania ich sposób życia, tworzył unikalny rodzaj minimalistycznego dobrobytu, w którym niedostatek nie był nadrzędną presją socjologiczną. Takie wnioski wyciągnięto częściowo z dowodów archeologicznych z okresu przedneolitycznego, ale głównie z analizy kilku plemion łowców-zbieraczy które istniały w odległych regionach świata w ciągu ostatnich kilku stuleci. ⁶
Z ekonomicznego punktu widzenia mieli to, co dziś nazywamy „ekonomią darów/kultura-darów”, gdzie dzielili się bez oczekiwania wzajemności. Faktycznie, istnieją historie o outsiderach, którzy otrzymywali rękodzieło od napotkanych współczesnych plemion, i jak zwykło się we współczesnej kulturze czuli potrzebę oddania czegoś w zamian. To odwzajemnione zachowanie zostało uznane przez plemię za obraźliwe, ponieważ czuli, że „wymiana” była odmową przyjaźni. Brytyjski antropolog Tim Ingold podkreśla ideę, że różnica między „dawaniem” a „wymianą” ma związek z percepcją społeczną opartą na samoistnej towarzyskości kontra mimowolne zobowiązanie.
Stwierdza:
„Jest oczywiste, że zarówno łowcy-zbieracze, jak i [rolniczy] kultywujący uzależnieni są od swojego środowiska. Ale podczas gdy dla kultywujących osadników zależność ta jest ujęta w strukturze wzajemnego zobowiązania, dla łowców-zbieraczy opiera się ona na uznaniu osobistej spójności… to kontrast między relacjami opartymi na zaufaniu a relacjami opartymi na dominacji.” ⁷
Podobnie, aktywnie podtrzymywali oni kulturę egalitaryzmu. Byli świadomi zainteresowania równością i gdyby inni próbowali „powstać” lub przejąć kontrolę, plemię jako całość korygowałoby to zachowanie za pomocą różnych strategii, co antropolog Christopher Boehm nazwał hierarchią odwrotnej dominacji. ⁸ Wszystko to jest omawiane by wskazać kontrast w zachowaniu i wartościach tych wczesnych kultur, których ekonomiczny tryb bardzo różnił się od tego, co znamy dzisiaj. Ujawnia to to, że istnieje determinacja w ukierunkowaniu kultury, w oparciu o jej środowisko i środki ekonomiczne.
Jednej rzeczy z pewnością nie mieli – niewolnictwa.
Niewolnictwo, niezależnie od formy (dług / praca niewolnicza, nędza, podbój militarny itp.) jest zjawiskiem, które rozpoczęło się po rewolucji neolitycznej, kiedy zmieniły się środki produkcji. Powstające, ustabilizowane społeczeństwa agrarne stworzyły nowe bodźce, wartości i praktyki, w tym wyspecjalizowaną pracę, handel, potrzebę ochrony, wynalezienie „własności” i inne wspólne cechy dzisiejszego społeczeństwa.
W konsekwencji ukształtowała się struktura i etyka tego, co nazywamy „biznesem”. Kapitalizm, jaki znamy, nie jest systemem wymyślonym przez filozofów takich jak Adam Smith. Ewoluował naturalnie w swoich cechach z powodu determinizmu środowiskowego i produkcyjnego, zrodzonego z rewolucji neolitycznej, modulowanej przez technologię i inne czynniki przez długi czas.
Jako tako, tak jak można użyć muła do orania pola bez konieczności płacenia mułowi, nie zajęło długo producentowi, aby dostrzec wartość w zmniejszeniu kosztów pracy ludzkiej w celu zwiększenia zysku. Podczas gdy główne pisma historyczne nadal mają tendencję do maskowania tej rynkowej tendencji do zniewalania i wykorzystywania ludzi poprzez tworzenie ideologicznych lub religijnych wymówek, techniczny cel pozostaje: maksymalizacja dochodów poprzez redukcję kosztów.
To zrozumiawszy, przesuńmy się w czasie po tej post neolitycznej trajektorii do świtu Stanów Zjednoczonych i ich podłych instytucji, opartych na niewolnictwie na tle rasowym.
Być może najbardziej nieoczywistą dziś historią dotyczącą rzeczywistości niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych jest to, że niewolnictwo „rasowe”, kiedy się zaczęło, tak naprawdę nie było oparte na rasie. Mało znaną prawdą jest to, że idea rasy została dosłownie stworzona jako konstrukt prawny(legislacyjny) długo po rozpoczęciu niewolnictwa w Afryce. Dominującym mitem, jakiego uczono mnie w szkole, było to, że Europejczycy czuli się lepsi od Afrykanów i dlatego czuli ze ci są naturalnymi niewolnikami. Prawda jest taka, że niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych zaczęło się od decyzji rynkowej mającej na celu zapewnienie taniej siły roboczej i dochodowych inwestycji, a kolor skóry miał niewielkie lub żadne znaczenie.
Jak stwierdził w tej kwestii socjolog Robin M. Williams Jr.:
„W bardzo podstawowym sensie stosunki rasowe są bezpośrednim następstwem długiej fali ekspansji europejskiej, począwszy od odkrycia Ameryki. Wynikające z tego tak zwane relacje rasowe miały bardzo niewiele wspólnego z rasą. Początkowo był to historyczny przypadek, że narody napotykane w ekspansji europejskiej różniły się pod względem wspólnych cech fizycznych oczywistego rodzaju, ale kiedy ideologie rasowe zostały ukształtowane i szeroko rozpowszechnione, stanowiły potężny środek uzasadniający hegemonię polityczną i kontrolę ekonomiczną. ” ⁹
Podczas gdy nieustające niewolnictwo było powszechne w postaci wojen, podbojów lub długów, jego uzasadnienie na podstawie samego wyglądu fizycznego było rzadko praktykowane aż do czasów kolonii amerykańskich. Po osiedleniu się posługiwano się białymi europejskimi służącymi. Jednakże, mieli oni dość krótkie, kilkuletnie kadencje i z biegiem czasu ich liczba się zmniejszała. W końcu zaczęto poszukiwać afrykańskich niewolników, gdyż było oczywiste, że są lepszymi inwestycjami biznesowymi niż Europejczycy z umową.
Jak wyjaśnił profesor socjologii William Julius Wilson:
„Przejście na niewolnictwo było spowodowane nie tylko zwiększonym zaniepokojeniem spowodowanym niedoborem taniej siły roboczej w obliczu szybko rozwijającego się przedsięwzięcia komercyjnego jakim była uprawa tytoniu oraz malejącej liczby białych służących napływających do kolonii, ale także faktem, że niewolnik stał się lepszą inwestycją niż sługa. Wraz ze wzrostem średniej długości życia, wynikającym ze znacznego spadku śmiertelności z powodu chorób, plantatorzy byli gotowi sfinansować dodatkowy koszt niewolników. Rzeczywiście, w pierwszej połowie XVII wieku praca najemna była w rzeczywistości korzystniejsza niż niewolnicza”. ¹⁰
W początkowych etapach afrykańskiego niewolnictwa w koloniach uprzedzenia rasowe nie stanowiły większego problemu. Czarni niewolnicy pracowali na równi z białymi służącymi na kontraktach. Pobierali się nawet między sobą i mieli podobne statusy społeczne. Działo się to przed legalnym stworzeniem sztucznego konstruktu „rasy”.
Jak szczegółowo przedstawił profesor praw obywatelskich Carter A. Wilson:
„Uprzedzenia kolorystyczne wobec Afrykanów były rzadkością w pierwszych dwóch trzecich XVII wieku. Prawne rozróżnienie między czarnymi niewolnikami a białymi służącymi pojawiło się dopiero w latach sześćdziesiątych XVII wieku. Początkowo właściciele plantacji bardziej polegali na europejskich służących na zlecenie niż na niewolnikach afrykańskich… Początkowo postawy i zachowanie wobec afrykańskiego niewolnika różniły się niewiele od tych wobec europejskiego sługi, z wyjątkiem tego, że służący służył tylko przez krótki okres, zwykle siedem lat, a niewolnik generalnie, choć nie zawsze, służył dożywotnio… Małżeństwa międzyrasowe były powszechne w pierwszej połowie XVII wieku i wówczas wywoływały niewielką lub żadną reakcję. Status chrześcijański i moralność chrześcijańska były ważne. Rasa nie była. ” ¹¹
Prawdziwym początkiem amerykańskiego rasizmu nie było samo niewolnictwo, ale to, w jaki sposób ramy niewolnictwa zostały ostatecznie poparte i uzasadnione. Pełne przejście od tymczasowych białych sług do czarnych niewolników na całe życie rozpoczęło się mniej więcej w drugiej połowie XVII wieku, wraz z ogromnym wzrostem populacji w wyniku globalnego afrykańskiego handlu niewolnikami. Rozszerzone komercyjne rolnictwo w stanach południowych stworzyło popyt. ¹² W tym czasie polityka publiczna zaczęła się zmieniać, ze szczególnym nastawieniem na stworzenie podziału pomiędzy istniejących białymi służącymi czy też biednymi białymi a czarnymi niewolnikami.
Historyk Edmund S. Morgan zauważa, że Indianie byli również zniewoleni i wyobcowani w ten sam sposób, odnosząc się do działań zgromadzenia rządowego w Wirginii.
Stwierdza:
… Zgromadzenie celowo zrobiło, co było w jego mocy, aby wzmocnić pogardę białych dla czarnych i Indian… W 1680 roku zalecił 30 batów… „jeśli jakiś Negro lub inny niewolnik ośmieli się podnieść rękę w opozycji do jakiegokolwiek chrześcijanina”. Było to szczególnie skuteczne postanowienie, które pozwalało sługom na znęcanie się nad niewolnikami bez obawy przed odwetem, stawiając ich w ten sposób psychicznie na równi z panami” ¹³
To właśnie ta taktyka podziału społecznego, oddzielająca czarnych niewolników od biednych białych, służyła jako forma bezpieczeństwa poprzez hierarchiczną dominację, stabilizując praktykę ekonomiczną. Z biegiem czasu wymyślono różne wymówki dla niższości Czarnych. Od nazywania ich niechrześcijańskimi poganami, czy też „zwierzętami jucznymi”. Dało to również zachętę do ostatecznego przekręcenia teorii darwinowskich, generując dziesięciolecia naukowego rasizmu, w tym umieszczania afrykańskich i innych rdzennych ludów w klatkach i wystawiania ich w amerykańskim zoo wraz z małpami i innymi zwierzętami¹⁴.
Ogólnie rzecz biorąc, ta reorientacja stworzyła kulturę bigoterii i dominacji, która odbija się echem po dziś dzień.
CZĘŚĆ 2: Utrwalenie
Zrozumiawszy ta historie, rozważmy teraz okres po niewolnictwie, zadając pytanie: dlaczego ten rodzaj rasizmu nadal utrzymuje się w Stanach Zjednoczonych z pokolenia na pokolenie?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, rozważmy najpierw ważne epistemologiczne odkrycie zrodzone z ruchu na rzecz praw obywatelskich lat 60 XX wieku, którego kontynuacją są bez wątpienia nowoczesne organizacje, takie jak Black Lives Matter.
W 1967 roku opublikowano książkę pod tytułem Black Power: The Politics of Liberation autorstwa Charlesa V. Hamiltona i Stokely'ego Carmichaela. W tym tekście wprowadzono bardzo ważne pojęcie, nowe jak na tamte czasy: „rasizm instytucjonalny”.
W książce czytamy:
„Rasizm jest zarówno jawny, jak i ukryty. Przyjmuje dwie ściśle ze sobą powiązane formy, indywidualni biali, działający przeciwko pojedynczym czarnym oraz w działaniu ustawodawczych i szanowanych sił w społeczeństwie, które spotykają się ze znacznie mniejszym potępieniem niż ta pierwsza forma. Nie oznacza to, że każdy Amerykanin świadomie uciska Czarnych, nie musi tego robić, instytucjonalny rasizm był celowo podtrzymywany przez strukturę władzy i przez obojętność, bezwładność i brak odwagi ze strony białych mas, a także drobnych. urzędników. ” ¹⁵
Kontynuuje:
„Kiedy biali terroryści zbombardują czarny kościół i zabijają pięcioro czarnych dzieci, jest to akt indywidualnego rasizmu, powszechnie ubolewany przez większość grup społecznych. W tym samym mieście, Birmingham w Alabamie, 500 czarnych dzieci umiera każdego roku z powodu braku odpowiedniego pożywienia, schronienia i opieki medycznej, a tysiące kolejnych jest niszczonych i okaleczanych fizycznie, emocjonalnie i intelektualnie z powodu ubóstwa i dyskryminacji w stosunku do czarnej społeczności. Jest to funkcja rasizmu instytucjonalnego ”¹⁶
Jest trochę niejasności w używaniu terminu „rasizm instytucjonalny” w tej pracy i w innych definicjach, które pojawiły się w późniejszych czasach. Racialequitytools.org definiuje „rasizm instytucjonalny” jako „systematyczną dystrybucję zasobów, władzy i możliwości w naszym społeczeństwie z korzyścią dla osób białych i wykluczeniem osób kolorowych”. ¹⁷ Problem polega na tym, że zamiary uczestników w żadnej instytucji nie zostały wyjaśnione. Należy tu dokonać rozróżnienia między oczywistymi uprzedzeniami ze strony osoby lub grupy (tj. Ku Klux Klan) a niezamierzonymi lub nieświadomymi sytuacjami, które prowadzą do wyników na korzyść jednej grupy kosztem innej.
Mówiąc zwięźle w tym sensie, rasizm systemowy najlepiej definiuje się jako „rasistowskie skutki występujące bez rasistowskich zamiarów”.
W rzeczywistości, linia pomiędzy nimi jest bardzo zamazana. Jak stwierdzono wcześniej w tym artykule, wszelki rasizm ma charakter systemowy. Członkowie KKK nie obudzili się pewnego dnia, bez wcześniejszych wpływów i zdecydowali się nienawidzić czarnych. Rodzinne zachowania i kulturowe doświadczenie, które przejawia takie uprzedzenia, jest procesem systemowym. Gdzieś jest ten łańcuch przyczynowości, stojący za systemowym rasizmem będzie bez wątpienia rasizmem jawnym. Ważne jest również, aby wyjaśnić, w jaki sposób używane jest słowo „rasizm”, ponieważ kontekst systemowy zmienia sposób, w jaki większość ludzi je rozumie. Chodzi o nieproporcjonalną szkodę dla pewnej grupy etnicznej, którą można zaobserwować konsekwentnie, wynikającą z reakcji łańcuchowych w społeczeństwie, których nie można powiązać tylko z wyraźnym, złośliwym nastawieniem.
Zrozumienie, jak to możliwe, że instytucje społeczne mogą systematycznie wywoływać ucisk i przemoc na czarnej społeczności, bez złych zamiarów, jest krytycznym rozróżnieniem, ponieważ rzuca światło na to, jak ukształtowało się społeczeństwo.
Weźmy na przykład kryzys Covid19 i nieproporcjonalne szkody, jakie wyrządził społeczności czarnej i mniejszościowej w przeciwieństwie do społeczności białej.
W niedawnym sondażu przeprowadzonym przez Robert Wood Johnson Foundation, dysproporcje w czterech największych amerykańskich miastach wykazały wysoki poziom nieproporcjonalnych szkód w społecznościach czarnych i mniejszościowych.
W Houston 81% czarnych gospodarstw domowych zgłosiło poważne problemy finansowe; 69% w Chicago; 62% w Nowym Jorku i 52% w Los Angeles¹⁸ W Houston, podczas gdy 63% ogółu gospodarstw domowych zgłosiło poważne problemy finansowe podczas pandemii, 34% było białych, a 81% czarnych - to wyraźna różnica. Ten wzorzec jest ogólnie spójny, włącznie z tym, że więcej chorób i śmierci dotyka czarną społeczność w całym kraju, w przeciwieństwie do białej społeczności. Raport z mają odnotował, że prawie 23% zgłoszonych zgonów Covid19 w USA to Afroamerykanie, mimo że czarnoskórzy stanowią w przybliżeniu tylko 13% populacji Stanów Zjednoczonych. ¹⁹ Same przypadki infekcji, jak odnotowano w lipcu, pokazują 23 na 100 tys. białych zostało zarażonych, w przeciwieństwie do 62 na 100 tys. czarnych - prawie 3 razy więcej. ²⁰
To nazywa się „przemocą strukturalną”, a przemoc strukturalna jest integralną częścią zrozumienia natury rasizmu systemowego, jeśli chodzi o rozbieżności w zdrowiu publicznym. Jak wspomniał wcześniej Carmichael, gdy mówi: „… 500 czarnych dzieci umiera każdego roku z powodu braku odpowiedniego schronienia i placówek medycznych, a tysiące kolejnych jest niszczonych i okaleczanych fizycznie…” to, o czym właściwie mówi, to przemoc strukturalna, która oznacza „przemoc, której można uniknąć, wynikającą z instytucji i struktur stworzonych przez człowieka”. Jest to wszechogarniająca szkoda pośrednia. Z punktu patrzenia jednostki mamy tendencję do myślenia o przemocy jako o bezpośrednim związku międzyludzkim, a nie o wyniku systemowym, który maskuje jej pierwotne źródło.
Norweski socjolog i matematyk Johan Galtung, na którego duży wpływ wywarł Gandhi, formalnie wprowadził termin „przemoc strukturalna” w 1969 roku i od tego czasu obszernie o nim pisał. ²¹ W swojej pracy określił Gandhiego jako „strukturalistę”, stwierdzając:
„[Gandhi widział] konflikt w głębszym sensie jako coś, co zostało wbudowane w struktury społeczne, a nie w osoby… Kolonializm był strukturą, i kasta była strukturą; obie struktury wypełnione osobami wykonującymi swoje obowiązki zgodnie z ich rolą lub statusem… Zło tkwiło w strukturze, a nie w osobie, która wykonywała swoje obowiązki… Wyzysk to przemoc, ale jest całkiem jasne, że Gandhi postrzega to jako relację strukturalną bardziej niż zamierzone zło wyrządzone niewinnym ofiarom przez złych ludzi. ” ²
Jest to sposób myślenia, dzięki któremu można zrozumieć pełny obraz tego, co nazywamy „rasizmem systemowym”. Gdybyśmy spróbowali nakreślić złożone synergie, które utrzymują wzorce ucisku czarnych grup i krzywd, czy to bezpośrednich, czy pośrednich od czasów niewolnictwa, moglibyśmy ogólnie dojść do czterech podstawowych, krzyżujących się czynników: ekonomicznych; historycznych; prawnych i kulturowych. Jednak trzeba pamiętać, że faktycznie, jest to synergia, czyli wzajemne współdziałanie tych czynników. Czynniki ekonomiczne, historyczne, kulturowe i prawne łączą się w dynamiczny rozwijający twór, którego kulminacją jest system ucisku, który widzisz dzisiaj.
Jak już wspomniałem, początki podziałów rasowych i uprzedzeń w USA tak naprawdę zaczęły się od legalnej(prawnej) konstrukcji rasy, służącej usprawiedliwieniu istniejącego niewolnictwa pod pozorem niższości Czarnych. To z kolei przejawiało pewien rodzaj systemu kastowego, w którym biała społeczność, szczególnie biedna biała społeczność, mogła czuć się lepsza od czarnych, gdy walczyli o pracę w okresie po niewolnictwie, ponieważ prawo uważało ich za bardziej godnych niż czarnych.
Nie jest trudno, na podstawie samego kontekstu wpływu kulturowego, zrozumieć, w jaki sposób przenoszenie uprzedzeń z rodziny na rodzinę i ze społeczności na społeczność mogła nastąpić na przestrzeni pokoleń, wraz z rozwojem mitu. Ponadto wiele dziesięcioleci segregacji prawnej w czasach Jima Crowa dodatkowo potęgowało problem z powodu braku integracji na rzecz białej wyższości i preferencyjnej białej siły roboczej. Kiedy połączysz te czynniki kulturowe, które są konsekwencją czynników prawnych, które są konsekwencją czynników ekonomicznych, patrząc na połączoną trajektorię w czasie historycznym, zaczynasz zdawać sobie sprawę z dynamiki systemowej i jej siły.
Co więcej, głównym powodem, dla którego systemowy ucisk Czarnych i antagonizm rasowy trwają do dziś w Stanach Zjednoczonych, jest to, że silnik, który go stworzył i pcha naprzód, jest nadal na swoim miejscu. Jako analogię wyobraźmy sobie pociąg, który symbolizuje amerykański rasizm, zbudowany w okresie skrajnego niewolnictwa i wprawiony w ruch po torze. Paliwem, które utrzymuje ten pociąg w ruchu, są nierówności społeczno-ekonomiczne. Pociąg mógł odjechać daleko od swoich początków, ale mechanizmy, które go napędzają, pozostają. Po raz kolejny odnosi się to tak samo do stosunków społecznych w USA, jak do innych krajów o podobnej historii.
Wpływ ekonomiczny ma kluczowe znaczenie.
Inną cechą, która dodatkowo podkreśla ekonomiczny kontekst współczesnych uprzedzeń, jest sposób, w jaki system władzy w USA przyjął to napięcie, aby odwrócić uwagę od innych problemów społecznych, takich jak sama bieda. Zamierzony czy nie, antagonizm między białymi a czarnymi służy zachowaniu wojny klasowej, w której bogaci dominują nad biednymi, jak wspomniano wcześniej.
Cytując dr Martina Luthera Kinga w odniesieniu do okresu powojennego:
„Segregacja rasowa jako sposób na życie nie powstała jako naturalny skutek nienawiści między rasami bezpośrednio po wojnie domowej. Nie było wtedy żadnych praw segregujących rasy… segregacja ras była w rzeczywistości strategią polityczną zastosowaną przez… Południe, aby utrzymać masy Południa Ameryki podzielonymi, a południową siłę roboczą najtańszą w kraju. Widzicie, łatwo było utrzymać biedne białe masy pracujące w latach, które nastąpiły po wojnie secesyjnej, za płace bliskie głodu. Przecież gdyby biedny biały robotnik z plantacji lub młyna był niezadowolony ze swoich niskich zarobków, właściciel plantacji lub młyna tylko zagroziłby, że go zwolni, zatrudni byłych czarnych niewolników i zapłaci mu jeszcze mniej. Tym samym płace na południu utrzymywały się na niemal nieznośnie niskim poziomie. ²³
Jak to jest dziś powszechne, z ksenofobią i uprzedzeniami międzygrupowymi obecnymi nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie, utrzymywanie biednych ludzi w walce między sobą o zachowanie systemu władzy i rządzących jest zawsze obecne.
Zamiast dostrzec powód, w kwestionowaniu samego systemu władzy, i szukaniu zmian na najwyższym poziomie, po to, aby zmniejszyć destrukcyjną nierówność ekonomiczną, to powierzchowne postrzeganie wywołuje w nas strach przed obcymi lub obcokrajowcami. Te walki wewnętrzne odwracają uwagę od rzeczywistych problemów systemowych i strukturalnych. Jest to nadal powszechne w dzisiejszych czasach. Prezydent Donald J. Trump uczynił tę taktykę częścią swojej platformy, z ksenofobicznymi i grupowymi inicjatywami, takimi jak budowanie murów, zakazy dla muzułmanów i tak dalej.
Teraz, wracając do stosunku prawnego, zainteresowanie kontrolowaniem czarnej populacji w warunkach odejścia od niewolnictwa było oczywiste. Do czasu wprowadzenia praw Jima Crowa pod koniec XIX wieku, segregacja służyła temu środkowi, zamykając czarne społeczeństwo na pewnych obszarach, skazanym na miażdżącą biedę i konsekwentny ucisk polityczny i ekonomiczny.
Takie społeczności były łatwo i rutynowo prześladowane przez system sądowy kontrolowany przez białych, który przyznał bardzo niewielu czarnym naprawdę znaczących praw. Zanim aktywiści zdołali wymusić złagodzenie bezpośredniego prześladowania prawnego do połowy XX wieku, usuwając wszelkie bariery prawne na papierze, już wyrządzone szkody socjologiczne były znaczne. Tutaj masz dużą, dotkniętą biedą mniejszość, odizolowaną w biednych regionach o ograniczonych możliwościach ekonomicznych. Nie tylko utrzymywał się bagaż kulturowy z pokoleń białego ucisku, ale także społeczność czarnoskórych musiała stawić czoła wewnętrznej destabilizacji z powodu braku podstawowych środków.
W latach siedemdziesiątych doszło do silnego oburzenia i ogólnego zamieszania. Wyczuwając to, paranoiczny establishment polityczny skierował się ku polityce dalszej kontroli czarnej społeczności. Szef sztabu Richarda Nixona, H. R. Haldeman, zauważył w swoim dzienniku, że Nixon ma wysoce rasistowskie poglądy. Napisał, że Nixon „podkreślał, że trzeba zmierzyć się z faktem, że cały problem to tak naprawdę czarni. Kluczem do sukcesu jest opracowanie systemu, który to rozpoznaje, jednocześnie nie ujawniając tego. ”²⁴
Nixon słynie z rozpoczęcia wojny z narkotykami w 1971 r., Która została ostatecznie eskalowana przez Ronalda Reagana w latach 80., a następnie przez Billa Clintona w latach 90., co spowodowało ogromny, nieproporcjonalny wzrost aresztowań Czarnych i ogólnie uwięzionych mniejszości z niższych klas.
Obecnie większości poważnych badaczy trudno postrzegać początki amerykańskiej wojny narkotykowej jako coś innego niż wojna, potajemnie zakorzeniona w polityce, walcząca z czarną społecznością, klasą niższą i ogólnie z wywrotową młodzieżą kontrkulturową. Nie oznacza to, że wojna narkotykowa była całkowicie I celowo ukierunkowana. Ale łatwo jest zobaczyć, jak decydenci polityczni mogliby znaleźć sposoby na usprawiedliwienie takich działań w sposób eufemistyczny, z myślą o kontroli społecznej i systemowym ucisku wyraźnie tkwiącym w ich głowach.
Podsumowując, system prawny przekształcił się z bezpośredniego ucisku rasowego w bardziej pośredni, skupiając się na skutkach historycznych i obecnych nierówności społeczno-ekonomicznych, a nie na konkretnej grupie. Pomiędzy drakońskimi przepisami dotyczącymi narkotyków I efektami destabilizacji ubóstwa i deprywacji w czarnej społeczności, organy ścigania mogły z łatwością wypełnić swoje przyjęte normy aresztowań. Profilowanie rasowe nie musi być polityką policyjną, kiedy wszyscy policjanci każdego dnia widzą, że jest to przestępstwo mniejszości.
Policjanci uwarunkowani są tak, aby kojarzyć czarnoskórych ludzi z zachowaniami przestępczymi. To powierzchowne skojarzenie może być w dużej mierze nieświadome, w ten sam sposób, w jaki biała społeczność zaczęła kojarzyć młodego czarnego mężczyznę z przestępczością z powodu dziesięcioleci stronniczych portretów w mediach. Pamiętam to z pierwszej ręki jako dziecko, oglądając wiadomości telewizyjne w latach 90., z powtarzającym się obrazem młodego czarnego mężczyzny aresztowanego pod wpływem narkotyków lub za kratkami. Faktycznie, dzisiaj doszedłbym do wniosku, że najbardziej stygmatyzowanym i wrażliwym podmiotem w Stanach Zjednoczonych jest młody czarny mężczyzna w wyniku tego systemowego procesu rasizmu.

(koniec czesci 1/2)
submitted by luke_osterdam to u/luke_osterdam [link] [comments]


2020.08.17 00:41 Sdameczek Krótkie podsumowanie marszu antycovidowego + odpowiedzi na Wasze pytania!

Właśnie wróciłem do domu z marszu przeciwko covidowym obostrzeniom, i jak się okazało, samemu wirusowi. Fotorelacja będzie gotowa najwcześniej w środę, a nie chcę żebyście tyle czekali na odpowiedzi na Wasze pytania zadane w moim poprzednim wpisie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jeszcze wracając do maseczek. Pojawiały się głosy, że i tak nie obronią przed mikro wirusami, które przedostaną sie przez maseczki, a dłuższe ich noszenie powoduje wdychanie, wydychanego CO2, co może doprowadzić do chorób płuc.
 
Podsumowując przynajmniej tak z głowy, świeżo po wydarzeniu. Pojawiały się od czasu do czasu racjonalne i w miare merytoryczne wypowiedzi, jednak czułem się troszkę jak na konwencie płaskoziemców. Youtube i facebook oraz tajemniczy amerykańscy eksperci i lekarze jako źródło wiedzy, Alex Jones i Infowars, masońsko-billogejtowskie spiski, New World Order, WHO to ZŁO, nieścisłości w teoriach, różne odłamy, różne wersje tych spisków.
Jak coś to pytajcie w komentarzach o więcej szczegółów. Nie jest to 100% relacja, ale chciałem jak najszybciej się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami. Bo pewnie za 2 czy 3 dni już zapomnimy o tym marszu. I w sumie dobrze.
 
Dobranoc
submitted by Sdameczek to Polska [link] [comments]


2020.08.16 12:12 leBuska Dlaczego przestępcy są karani?

Istnieją dwa podstawowe tłumaczenia dla karania ludzi za popełnione przestępstwa. Retrybutywizm zakłada, że każdy, kto złamał prawo zasłużył na to, by zostać ukarany. Głównym myślicielem związanym z retrybutywizmem jest Immanuel Kant, który uważał, że wszystkie dzieci rodzą się białe, a jeżeli grzeszą, to zaczynają czarnieć, co oczywiście w żaden sposób nie wpłynie na moją ocenę jego poglądów. Zdaniem Kanta i jemu podobnych jeżeli zadało się komuś cierpienie, to zasługuje się na proporcjonalne cierpienie w formie kary. Kara jest rodzajem zapłaty za popełnione zło. To takie oko za oko Hammurabiego, tylko opisane dłuższymi słowami - “Accordingly, whatever undeserved evil you inflict upon another within the people, that you inflict upon yourself” Tu pojawia się problem z retrybutywizmem – jaki rodzaj cierpienia można zadać, by kara była proporcjonalna do popełnionego przestępstwa? Jeżeli ktoś sprzedaje podrobione perfumy, to za karę powinien śmierdzieć przez miesiąc?
Co innego dzieje się w przypadku konsekwencjalizmu. Jeremy Bentham, twórca konsekwencjalizmu (zwanego częściej utylitaryzmem) uważał, że ciężar spowodowany karą jest złem, a to oznacza, że karę można nałożyć tylko wtedy, gdy ma szansę dać wyższe dobro. Tym dobrem może być zmniejszenie przestępczości, wyższe poczucie bezpieczeństwa w społeczeństwie, czy niedopuszczenie do kolejnych przestępstw2. Tu również pojawiają się problemy, bo jeżeli zakładamy, że ukaranie kogoś jest dobre, gdy pozwala na wyższe dobro, to nie ma znaczenia, czy ten, który został ukarany, jest winny. Jeżeli istnieje obawa wybuchu zamieszek w związku z wypuszczeniem niewinnej osoby, to ta osoba powinna być skazana za niewinność, by do nich nie dopuścić.
Retrybutyzm i utylitaryzm powstały setki lat temu, przez co znacznie różnią się od współczesnego postrzegania przestępczości. Dlatego współcześnie można odnaleźć inne teorie. Teoria edukacyjna Jean Hampton odwraca cel stawania kar ze społeczeństwa na więźnia. Zamiast odstraszania od popełniania przestępstw poprzez wzbudzanie strachu przed karą, należy nauczyć, że popełnianie przestępstw jest moralnie niewłaściwe. I tu też pojawia się problem. Ludzie popełniający przestępstwa rzadko popełniają je, bo nie wiedzą, że to coś złego. Robią to z chęci zysku, niekontrolowanej agresji, czasem nawet z powodu przyjemności wynikającej z czyjegoś cierpienia. Może tu brakować miejsca na edukację.
To może tworzyć wrażenie, że nie ma pewnego, niezaprzeczalnego powodu, dla którego przestępcy są karani. I to prawidłowe wrażenie „Nothing works” to mantra powtarzana przez ekspertów w dziedzinie prawa od dekad. Co prowadzi nas do klasycznej części analizy zachowania społeczeństwa – eksperymenty na szczurach! Czy to działa? Nie wydaję mi się, ale ludzie to lubią!
Szczur został nauczony wciskania guziika, a po jakimś czasie odcięto jakiekolwiek konsekwencje po jego wciskaniu3. Szczur wcisnął guzik 100 razy zanim uznał, że nie dostanie kolejnej nagordy Następnie, po nauczeniu wciskania guzika, szczur został ukarany poprzez porażenie prądem. Ponownie po zadaniu kary guzik, a także prąd został wyłączony. Szczur ponownie guzik sto razy, tyle samo, co bez kary. Oznacza to, że karanie szczura nie wpływa na jego zachowanie. Jedyne co zrobił, to zaczął wciskać guzik z większą ostrożnością – zamiast zrezygnować z działania zagrożonego karą, zaczął starać się jej uniknąć. Możliwe, że ludzie zachowują się tak samo.
Zwłaszcza, że badanie ludzi może dać podobne wyniki. W 1975 roku Robert Martinson stworzył analizę 30 lat badań nad efektywnością terapii korekcyjnych w więzieniach i ich wpływu na recydywę4. Po sprawdzeniu 231 materiałów okazało się, że nie ma żadnego skutecznego sposobu na przeciwdziałanie recydywizmowi. No muszę przyznać, że liczyłem na lepszą wiadomość. Dzięki temu, każdy kto tylko mógł zabrał się za „wojnę z przestępczością” - zwiększone kary, ograniczenie zwolnień warunkowych, każdy przestępca dostawał ciepłą Colę, i to latem, to na pewno ich zniszczyło5. No i po wprowadzeniu tych zmian USA mają największą populację więźniów na Świecie więc... może coś nie wyszło.
Zwłaszcza że, i to Was pewnie nie zaskoczy, to badanie nie było idealne. Martinson stwierdził, że żaden typ działania nie pokazuje powtarzalnego sukcesu. Ale wśród tych typów sukcesy zdarzają się regularnie – połowa z badań Martinsona pokazywała spadek recydywizmu. Po prostu żaden sposób działania nie dawał 100% gwarancji sukcesu, więc każdy jest zły. Sam Martinson stworzył kolejne analizy o znacznie niej fatalistycznych perspektywach, ale te nie zwróciły uwagi mediów, więc nie dotarły do opinii publicznej. Błędnie zinterpretowane badania doprowadziły do daleko idących negatywnych skutków, a fakt, że Martinson później przyznał, że się mylił, niczego nie zmienił. Skąd ja to znam? Wspominałem, że później się zabił? Nie mógł żyć ze zniszczeniami, które powstały w prawie przez jego błędy. Wierzył, że nic już tego nie zmieni i odebrał sobie życie.
W zupełnie inny sposób do analizy systemu kar podszedł Michel Foucault. Foucault w książce „Dyscyplina i kara” analizuje przemianę systemu kar we Francji między XVIII a XIX wiekiem, gdy zrezygnowano z brutalnych publicznych egzekucji i zastąpiono je więzieniami. Do XVII wieku tortury były pokazem siły. Król poprzez kata pokazywał wszystkim, że potrafi egzekwować prawo, a że egzekucje były publiczne, każdy mógł na własne oczy zobaczyć siłę władzy.
Ta widoczność z czasem stała się problemem. Jeżeli chcesz podważać władzę, a przedstawiciel władzy stoi na podeście w centrum miasta, możesz zacząć rzucać w niego kamieniami, aż sobie pójdzie. W drugiej połowie XVIII publiczne egzekucje wiązały się z publicznymi protestami. W jednym z protestów kobieta pracująca jako służba w bogatym domu ukradła kawałek chusty i została za to skazana na śmierć. Ludzie zaczęli rozumieć, że takie traktowanie jest niedopuszczalne, co spowodowało protesty. W reakcji na podobne protesty protesty kary stopniowo przestały być publicznym spektaklem, rezygnowano z tortur zastępując je krótką egzekucją, a same egzekucje wycofywały się z rynków, przed więzienia a z czasem do ich wnętrza.
Drugą częścią przemiany systemu kar było wprowadzenie dyscypliny. Systemowy trening wojsk pozwalał na wprowadzenie dyscypliny, żołnierze stali się lepiej wytrenowani i przede wszystkim, posłuszni. I tak w 1830 roku więźniowie żyli na bazie ścisłego programu, w którym regulowane było każde działanie z dokładnością kilku minut. Foucault twierdził, że taka dyscyplina to forma władzy. Z czasem, dzięki stałej obserwacji i egzaminacji można sprawić, by ludzie dyscyplinowali sami siebie. Jeżeli możesz kontrolować każde zachowanie, każdy ruch i każdy nawyk, możesz też kontrolować myślenie.
Tak przynajmniej uważał Foucault. Jego krytycy zwracają uwagę, że władza dyscyplinarna to pochodna prawdziwej władzy – gdy znika możliwość wywierania wpływu na jednostkę, znika dyscyplina. W „Dyscyplinie i Karze” można też znaleźć pewne nieścisłości historyczne – ostatnia kara śmierci we Francji miała miejsce dwa lata po śmierci Foucaulta, co podważa jego ideę, przemiany systemu w XVIII wieku.
Ja uważam, że lepiej patrzeć na kary z utylitarystycznego punktu widzenia i dążenia do wyższego dobra, zamiast patrzenia na przestępców jako ludzi, którzy zasługują na cierpienie. Wydaję mi się, że analiza Foucault powinno się traktować bardziej jako ostrzeżenie przed możliwościami działania władzy, ale może to przez to, że jego idea jest skrajnie negatywna i mam wobec niej czysto osobistą niechęć.
Żródła
Rertybutywizm, utylitaryzm i teoria edukacyjna - https://www.iep.utm.edu/m-p-puni/
Kant i rasizm - "The N*** are born white, apart from their genitals and a ring around the navel, which are black. During the first month blackness spreadM across the whole body from these parts." - https://blogs.umass.edu/afroam391g-shabazz/files/2010/01/Eze-on-Kants-Race-Theory.pdf
Kary nie działają – eksperymenty na szczurach - https://www.psychologytoday.com/us/blog/feeling-our-way/201401/punishment-doesnt-work
Raport Martinsona - https://www.washingtonpost.com/archive/opinions/1989/04/23/criminology/3e8fb430-9195-4f07-b7e2-c97a970c96fe/
Michel Foucault – Dyscyplina i Kara
By pomóc zrozumieć Foucaulta – podcast Philosophy This, polecam! - http://philosophizethis.org/episode-121-transcript/
Krytyka Foucaulta -
http://citeseerx.ist.psu.edu/viewdoc/download?doi=10.1.1.529.882&rep=rep1&type=pdf
https://martirosyantigran.wordpress.com/2013/12/30/critique-of-foucaults-theory-of-disciplinary-powe
submitted by leBuska to filozofia [link] [comments]


2020.08.04 23:51 JoseMikey Koronawątek od 05.08.2020

Witam Wszystkich!
Wznawiamy koronawątek. Będzie przypięty środa - piątek, a w weekend pewnie jeszcze da się go znaleźć. Najnowszy długi żeby opisać sporo zmian, trochę też ciekawych linków. Narazie potraktujcie to please jako wersję beta, do następnego opanuję chowanie linków czy robienie tabelek, ale mam wrażenie że informacji w nim sporo i zachęcam do dyskusji!
POLSKA:
https://twitter.com/MZ_GOV_PL
To link obowiazkowy, wszystkie dane, zarówno liczba przypadków dziennie, jak i wykonanych testów plus, zajęte respiratory itp.
Dziś (dzień pisania, wtorek 4.08.2020) przybyło nam 680 przypadków, wczoraj 575, przedwczoraj 548, a przedtem mieliśmy kilka dni rekordów powyżej 600.
A więc międzyczasie wydarzyło się sporo, Polska zaczęła bić rekordy, acz przy dziwnym reżimie testowania - dużo przesiewów, wiele krajów nie testuje bezobjawowych i skapoobjawowych, stad brak większego przejęcia naszymi wynika,i za granica co niektórych dziwi.
Obecnie zmagamy się głównie z zakażeniami w zakładach pracy, ale niepkoja bardziej otwarte zakażenia imprezowo, weselne, przy bardzo wysokim limicie uczestników w Polsce - 150, podczas gdy kraje UE maja zwykle limity 20, 50 lub max 100, albo wręcz całkowity zakaz wesel, niektóre dopuszczaja trochę większe ale na dworze.
Wydaje się że obecnie najwięcej przypadków mamy ze Śląska i o ile jest to głównie przesiew, to nie tylko. Największy wzrost uzyskuje też Małopolska, tam sytuacja wydaje się być ciężka, bo sa zakażenia z ulicy. Spore wzrosty notuje też Wielkopolska, ograniczone sa do paru powiatów i zakładów pracy, w tym głównie zagranicznych pracowników. Patrzac na liczby na ilość mieszkańców, Mazowieckie, Łódzkie, Podkarpackie, Opolskie, Dolnoślaskie i Świętokrzyskie, wydaja się być raczej “niezdecydowane” czy wzrosty czy spadki. Z pozostałymi skad jest mało przypadków, jest ten problem że tam też mało testów, plus już sa ludzie co wracaja znad morza do Warszawy czy Poznania i okazuje się że maja Covid19, wliczani sa miejscem zamieszkania, nie zarażenia, więc prośba do userów o niebagatelizowanie wirusa nigdzie!
EUROPA I ŚWIAT:
https://www.worldometers.info/coronavirus/
Wzrosty sa jednak właściwie w całej Europie. Przypominam stara dobra stronkę, która ma więcej opcji niż się wydaje. Można sortować na milion osób i przypadki i śmierci, wybrać kontynent itp, więc można w miarę wszystko porównać i pokazać że w odróżnieniu od dziennikarzy, większość Redditorów umie analizować dane.
Jeśli ktoś obawia się zarażenia Hiszpania (Katalonia), Belgia, Luksemburg, Rumunia, Bułgaria i z poza unijnych większość krajów bałkańskich to pewnie kiepskie kierunki na podróż, ryzykowna wydaje się też być Ukraina, bo ma sporo więcej przypadków niż w Polsce i drugi najniższy (po Albanii) wskaźnik testów na milion osób (24k, w Polsce która też bez rewelacji, ale raczej środek stawki, 62k).
Na świecie oczywiście najgorsza sytuacja w USA, Brazylii, Indiach, kilku krajach Ameryki Łacińskiej, to się nie zmieniło od ostatnich koronawątków.
POLSKA REGIONALNIE, dla zainteresowanych:
https://koronawirusunas.pl/wojewodztwo-malopolskie
To dobra polska stronka. Pokazuje dane bardziej na milion, a nie bezwzględne jak komunikaty MZ czy media, możecie sprawdzić swoje województwo. W linku nastawione na Małopolskę bo tam obecnie najwięcej ognisk otwartych więc i krzywa wzrostu wyglada imponijaco niestety.
WHO i ECDC, DANE O ŚMIERTELNOŚCI I SKALACH EPIDEMII:
WHO niedawno ogłosiło że śmiertelność Covid19 to 0,6% w całej populacji, a więc wielokrotnie więcej niż grypa, która bywa zaokraglana do 0,1% ale tak naprawdę jes to raczej w promilach. Inne szacunki to 0.25% na podstawie badań przeciwciał, 0.5% procent według badań Harvardzkich na podstawie Diamond Princess i aż 1% według Imperial College London. Co powinno dać do myślenie zwolennikom spiskowych teorii, 1 osoba na 100 czy 200 to naprawdę dużo jak na tak zakaźna chorobę.
Przypominam zasady podstawowe: maski lub przyłbice sa obowiazkowe w miejscach publicznych zamkniętych zawsze, jak i otwartych w przypadku braku możliwości dystansu społecznego.
ECDC klasyfikuje kraje bezpieczne na podstawie mniej niż 20 przypadków na 100k, na dwa tygodnie. Niestety Polska się niebezpiecznie zbliża do tej granicy, więc może się zdarzyć, że zaczna powracać restrykcje dla Polaków w innych krajach. Przypominam też że nie możemy wjechać turystycznie do Finlandii (maja własny limit, skrajnie niski: 8), Irlandii (maja zasadę tylko jak jest mniej niż u nich), a niedługo pewnie zaczna się problemy w państwach bałtyckich, które wybrały limity koło 15), w pozostałych krajach UE+ narazie zakazy nam nie groża.
WIĘCEJ LINKÓW:
Garść ciekawych linków od u/Bifobe:
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C83148%2Cpsycholodzy-badaja-stan-psychofizyczny-i-jakosc-zycia-osob-po-covid-19.html
Badanie się toczy, warto wziać udział, powyżej news, poniżej sama ankieta
https://warsawpsy.eu.qualtrics.com/jfe/form/SV_9RF2L1nyJfyiniZ
Plus linki do NYT gdzie bardzo fajnie śledza postęp przy szczepionkach:
https://www.nytimes.com/interactive/2020/science/coronavirus-vaccine-tracker.html
I terapiach:
https://www.nytimes.com/interactive/2020/science/coronavirus-drugs-treatments.html
Żeby przeczytać o Covid19 nie trzba płacić, choć jeśli ktoś chce więcej niż kilka odsłon trzeba się rejestrować.
PODZIĘKOWANIA:
Na koniec chciałem przeprosić za kiepski wyglad posta, jeszcze się uczę wielu technicznych aspektów. Jak widzicie staram się używać polskich liter, największy problem mam z “ą” bo międzynarodowa/angielska klawiatura na iPadzie akurat przy A naszej opcji nie daje, stad pewnie sporo ą brakuje, bo muszę je ręcznie wklejać. Chciałem podziękować starszym modom, u/JessicaSc2, u/takeda64, u/Roadside-Sterlok i u/illmaticmat za szansę z koronawątkiem i oczywiście chciałem przekazać też uznanie u/pothkan, za znacznie lepsza oryginalna wersję, bo bez bawienie się tu w politykę subowa, za koronawątek uznania się należa.
Zapraszam do dyskusji!
submitted by JoseMikey to Polska [link] [comments]


2020.07.10 17:03 SoleWanderer Roman Bertowski - "Za błękitną kurtyną: Polski wywiad na tropie masonów" - subiektywny wybór cytatów [CW: prawactwo, długie w chaps]

W ramach uprzyjemniania życia przed ciszą wyborczą, znalazłem piękne dzieło autorstwa pana Romana Bertowskiego (podobno pseudonim Romana Giertycha), a dzieło to jest takie że "Operacja Chusta", "Epoka Antychrysta" czy ostatni słynny wysryw polskiej prawicy "Dalian będziesz ćwiartowany" mogłyby mu buty czyścić. Wydana w 1996 roku a więc ćwierć wieku temu i epicka i boska jest.
Polska w tej powieści jest rządzona przez Stronnictwo Narodowe, mocarną jest i dominuje ekonomicznie Rosję, lecz na Zachodzie rządzi złowroga Unia Europejska. Główny bohater, dzielny Stefan zostaje zwerbowany przez polski wywiad, by zobaczył, jak to jest w tej Unii masońskiej.
Od ponad sześciu lat trwa niewypowiedziana wojna między naszym krajem i naszymi sojusznikami, a krajami dawnego bloku Unii Europejskiej. Są za słabi, żeby nam coś zrobić, ale militarnie są jeszcze potęgą. Chcemy dowiedzieć się, kiedy Imperium Zła przestanie istnieć. Chcemy wiedzieć, kiedy rewolucja społeczna zmiecie ich rządy, pochłonięte kryzysem gospodarczo-demograficznym.
Te kraje znajdują się w takim stanie, jak Moskwa po upadku ZSRR w XX wieku. Bezprawie, bandytyzm, służby specjalne, mafie są na porządku dziennym. A poza tym będzie pan musiał mieć żelazną odporność psychiczną, aby znieść widok tego rozkładu. Ale pan jest silny. Powodzenia kapitanie.
W USA też nie jest za wesoło:
Z ciekawością przejrzał wspomnienia Clintona. Główna ich część dotyczyła tego, jak przygotowano ubezwłasnowolnienie Amerykanów. Partia republikańska i demokratyczna były rządzone przez tych samych ludzi. Pozorne spory tych partii były nagłaśniane przez telewizję. W chwili, gdy zarówno republikanie, jak i demokraci zgodzili się na zastąpienie głosowania demokratycznego, głosowaniem za pomocą wkładów bankowych, nikt nie zorientował się, że nadchodzi totalitaryzm. Obywatele pozornie mogli oddać swój głos na jakiś program zmieniając swój wkład gotówkowy. Banki reprezentujące programy polityczne obsadzały Izbę Reprezentantów proporcjonalnie do siły swojego kapitału. Ale tak naprawdę o wszystkim decydował kapitał Rockefellerów.
Pierwszy przystanek na Zachodzie, katedra Notre Dame:
Stefan przeszedł z bocznej nawy do środkowej, tam na środku kościoła stała szklana piramida. W środku piramidy leżał zdechły pies. Stanął zaszokowany. „Kto to wymyślił, i co to ma znaczyć”. Zaczął tracić nadzieję, że znajdzie tu Najświętszy Sakrament. Jakaś parka ściskała się na tylnych ławkach.
(...)
Gdy Stefan wyszedł zza piramidy oślepiły go rozbłyskające światła. Spojrzał na ołtarz, a zamiast niego zobaczył ring otoczony metalowymi prętami, a w środku po obu rogach dwóch mężczyzn. Tłum zaczął falować, Stefan nie mógł się uwolnić od rozwrzeszczanego tłumu, który coraz bardziej krzyczał. Rozległ się gong, kamery zostały włączone, a dwóch mężczyzn zaczęło krążyć wokół siebie. W rękach mieli coś na kształt grabi. Wtem jeden wyskoczył do przodu i zaczepił jednym zębem grabi o policzek przeciwnika. Polała się krew.
Walki gladiatorów w katedrze? To pikuś. Stefan jest ścigany przez tajną policję, bo był widziany jak modlił się w Notre Dame, poszukuje schronienia, i przygarnia go jakiś dziadek, ale niestety...
No to co, że ma sześćdziesiąt siedem lat? - spytał Stefan. — Hej panie! Ty chyba naprawdę nietutejszy? Gdzieś się taki uchował. Nie znasz zarządzeń, czy co? Urząd Pięknego Zejścia ustanowił maksymalny wiek na sześćdziesiąt pięć lat. — To nie ma starszych ludzi? - spytał zdumiony Stefan? — Trzeba mieć pozwolenie, ale jest wydawane tylko dla bardzo wartościowych jednostek. Ten śmieć miał szczęście, że Urząd nie wezwał go już po sześćdziesiątce. Jest zakałą naszego obywatelskiego społeczeństwa. — Czy mogę przyłączyć się do uroczystości? - spytał Stefan. — Nie ma sprawy - odpowiedział uśmiechając się urzędnik. - Niektórzy bardzo to lubią, a wejście jest zawsze otwarte. (...)
— Czy to zabija od razu? — Nie. To byłoby nieekonomiczne - odpowiedział urzędnik. On musi jeszcze przejść uświadamianie ideologiczne. — Na czym to polega? - zapytał tłumiąc gniew. — Nasze urzędniczki, pracują nad tym, aby go przekonać do znieważenia symboli zacofania i głupoty. To gwarantuje, że po śmierci, będzie miał zapewnione właściwe miejsce w jasnej Kosmogonii. Trucizna działa po godzinie, tak, że zdąży jeszcze na własnych nogach dojść do krematorium. Tam odczytamy mu pożegnalny list, standardowy oczywiście, od naszego burmistrza i poczeka na wózku, aż przyjdzie koniec. Potem wystarczy tylko włączyć wózek, aby wjechał do pieca i problem z głowy - oświadczył zadowolony urzędnik.
Stefanowi krew uderzyła do głowy. Wyjął pistolet i pełną serię pociągnął po ogłupiałych urzędnikach i „lekarzu”.
Tyle eutanazja, a co z aborcją? Stefan, niczym Jezus na drodze krzyżowej musi przejść przez wszystkie stacje liberalnego piekła:
— Czy pan naprawdę nie rozumie? - spytała kobieta - że w tym przeklętym kraju nie można mieć dzieci? Ze kobietom odbierają je zaraz po urodzeniu, aby wychowywać w zamkniętych żłobkach, a potem przedszkolach. Czy pan naprawdę nie wie, że aby uzyskać zgodę na urodzenie dziecka, trzeba dać olbrzymią łapówkę, albo mieć wielkie plecy? Czy nie słyszał pan o przymusowym zabijaniu nienarodzonych? — Jakim przymusowym zabijaniu? - zapytał. — Gdy któraś kobieta zajdzie w ciążę bez pozwolenia, to wykonywane jest przymusowe przerwanie ciąży z przeznaczeniem na kosmetyki i leki farmaceutyczne. Dlatego nie mamy dzieci. — Ale przecież rządzący muszą zdawać sobie z tego sprawę, że grozi to katastrofą demograficzną. — Już w tej chwili produkują setki dzieci z probówki - spokojnym głosem wyjaśniał mężczyzna. - Zamierzają je wychowywać w specjalnych ośrodkach i przeznaczać na urzędników i aparat władzy. Przygotowują się już do otwarcia masowej produkcji tych biednych stworzeń. Gdy osiągną one dojrzałość, to władza nie będzie musiała rekrutować urzędników spośród przeciętnych obywateli. — Poza tym dzieci z probówki dogadzają ich próżności, gdyż każdy z elity władzy ma po kilkuset potomków - dodała kobieta.
Oczywiście Stefan ratuje małżeństwo i wypełnia kolejną misję - znaleźć konspirających się, ukrywających się w bezbożnej Francji katolików. Misja wypełniona, komitet współpracujący z prymasem wyśle tam 30 księży, a dzielny bohater rusza do Holandii.
A tam w jednym barze wegetarianizm
— W zeszłym miesiącu Centralny Komitet Postępu Cywilizacyjnego Unii Wszechświatowej zakazał jedzenia i przyrządzania mięsa zwierzęcego, a szczególnie karane jest spożywanie wieprzowiny. - Padła zdawałoby się, że smutna odpowiedź.
geje, czyli to samo co zoofile
— Pytałem się, czy miałby pan ochotę pójść gdzieś ze mną - ton głosu młodziana był niewzruszenie beznamiętny. — Wie, pan ja raczej z innej orientacji. — A rozumiem, słyszałem, że kelner mówił, iż nie ma tu w kawiarni naszych młodszych braci. Pan lubi zwierzęta, prawda? — I owszem - Stefan dopiero po wypowiedzeniu - zorientował się, że jego lubienie zwierząt może być zupełnie opacznie zrozumiane.
białe niewolnictwo (Stefan zahacza tam o RPA, gdzie pupile prawicy, Boerzy, dzielnie bronią się przed lewackimi Murzynami)
Na targu niewolników. Każdy kto nie ma pieniędzy, może się sprzedać. Jest wtedy kupowany jak rzecz. Ale mnie sprzedano, wbrew mojej woli. Młodzieniec roztkliwił się nad sobą.
narkotyki
No, no, nic nie pamięta. Stałeś na środku Amsterdamu i wykrzykiwałeś przeciwko urzędom. Ponoć byłeś po prochach. Miałeś szczęście, że nie dali ci od razu w czapę. Ale ten obóz to na jedno wychodzi. — Teraz zrozumiał. To ta kawiarnia i jej słodki dym. Oni wcale nie palili tytoniu.
Ale dlaczego tak się dzieje (jest to jeden z najobrzydliwszych cytatów):
Tylko zwyrodniali zboczeńcy mogli wymyśleć taki system. W XX wieku rządy homoseksualistów z szefostwa NSDAP w III Rzeszy Niemieckiej doprowadziły do olbrzymich zbrodni. Stworzono obozy koncentracyjne, gdzie mordowano miliony ludzi, organizowano masowe egzekucje w Polsce, wybito większość polskiej kadry intelektualnej, wysiedlano całe dzielnice. Niemcy pod rządami narodowo-socjalistycznych pedałów chciały wymordować Polaków, Cyganów i Żydów, aby stworzyć przestrzeń życiową dla rasy aryjskiej. Homoseksualizm wyzwala w ludziach zbrodnicze instynkty, gdyż jest oparty na potwornym upokarzaniu jednego człowieka przez drugiego. Dlatego też systemy funkcjonujące w III Rzeszy i obecnie w Europie Zachodniej wykorzystywały zboczeńców, jako najbardziej nieludzkich urzędników i zarządców
Jak wiemy, Stefana złapał okrutny holenderski gejowski rząd i zagania go do niewolniczej pracy w obozie koncentracyjnym. Tych, którzy najgorzej pracują, sprzedaje się tam na organy, podobnie jak próbujących uciekać i ich rodziny. Przeszczepy, oczywiście tylko dla przywódców!
Stefan zdołał jednak uciec, i po brawurowej scenie walki dociera do Wielkiej Brytanii, i dowiaduje się jakie jest jego najważniejsze zadanie - zdobyć listę agentów plugawej masonerii działających na ojczyzny łonie. Wykorzystują jego podobieństwo do wnuka Churchilla, który kandyduje jako ofc Torys.
Stefan brał udział w być może ostatnich wyborach do Izby Gmin. Parlament angielski był bowiem ostatnim parlamentem na terenie Unii Wszechświatowej (...) Wybór delegatów odbywał się na corocznym zebraniu, w którym głosowały wszystkie banki funkcjonujące na terenie danego kraju. Ilość głosów była zależna od kapitału złożonego przez obywateli w danym banku. Taki sposób wyboru uzasadniano tym, że wybory i tak wygrywała partia posiadająca największe pieniądze. A brak wyborów to przecież kolosalna oszczędność. Ludzie natomiast mogą się wypowiadać w ten sposób, że przenoszą swoje konta z jednego banku do drugiego.
Stefan jako Peter Churchill spotyka się z premierem-ofc masonem.
Stefan zrozumiał teraz cel zaproszenia na tenis. — No, myślę - powiedział z rozwagą - że nie można przesadzać w tym trzymaniu się ustaw wymyślonych siedemset lat temu. A po za tym wszystkie te ustawy będą obowiązywać zwykłych ludzi, a nie członków parlamentu - zaśmiał się cynicznie. — Naprawdę, widzę przed panem przyszłość panie Churchill - powiedział premier. Niech pan pamięta, że wyjątki od tych ustaw będą bardzo szerokie. Na pewno obejmą wszystkich pana znajomych, oraz protegowanych. To będzie, jak pan dobrze rozumie, dodatkowe źródło zysku. — Nie rozumiem - powiedział. — No, wie pan. Wielu będzie chciało dobrze zapłacić za zgodę na małżeństwo lub dziecko.
Rozmowy masonów czyta się dokładnie jak protokoły Mędrców Syjonu, więc ich złowrogie plany też pominę.
Zapadła śmiertelna cisza. Nacjonalizm był we wszystkich krajach Nowego Ładu Światowego przestępstwem zaliczanym do zbrodni. We Francji, Holandii i w Stanach za nacjonalizm wieszano ludzi. Wypowiedź sir Mathew graniczyła z definicją nacjonalizmu, który określano jako wyróżnianie swego narodu.
Stefan ogląda "masakrację lewactwa" w parlamencie:
Nigdy nie zgodzimy się na wprowadzenie pakietu tych ustaw. Ich uchwalenie doprowadziłoby przecież do głębokiego spadku demograficznego. Wprowadzenie zasady eutanazji i to na dodatek przymusowej, wywoła mord w majestacie prawa - głos lidera grupy najbardziej prawicowych konserwatystów brzmiał ostro. — A dlaczego w takim razie nie sprzeciwiał się pan ustawie zezwalającej na aborcję, sir? Czy przypadkiem nie dlatego, że eutanazja może pana dotyczyć, a aborcja niestety, dla naszego społeczeństwa, już nie? Pytanie z ław zwolenników ustawy, podważyło pewność wypowiedzi przedmówcy. — Ale przecież aborcja nie była dotychczas obowiązkowa - ripostował. — Sugeruje pan, że dzieci zgadzały się na nią dobrowolnie?
Stefan okrada złowrogiego Amerykanina Rockefellera z danych na "dyskietce w kształcie długopisu" (hej, jest rok 1995, nikt nie słyszał o pendrive'ach), porywa swoją miłość (jak na narodowego Jamesa Bonda przystało, musi mieć miłość, ale oczywiście bez ślubu Stefan może modlić się tylko do Matki Boskiej) i ucieka do Polski. Niestety, wrogowie go gonią i musi awaryjnie lądować w Rosji. Ale widzicie, Rosja nie jest przecież taka zła!
Nad małymi domami widać było nowy, duży budynek, w którym drewniane krokwie dachu właśnie zbijano. Podeszli z ciekawością. W drzwiach stał ksiądz w sutannie. Stefan podszedł i zapytał po rosyjsku. — Czy ksiądz jest księdzem? To znaczy, chciałem zapytać, czy jest księdzem katolickim. Młody kapłan patrzył na niego bystro. — Jestem księdzem Kościoła Katolickiego. A o co chodzi? — Czy będzie może Msza święta? — Tak, za godzinę. A pan jest katolikiem? — Jestem Polakiem. Od kilku miesięcy nie mogłem być na Mszy świętej.
Albowiem Rosja jest nadzieją
— Rocznie chrzczę tutaj pięć procent obywateli oraz osiemdziesiąt procent nowo narodzonych dzieci. Za dziesięć lat ten kraj będzie bardziej katolicki, niż Polska. — Czym to jest spowodowane? - zapytał Stefan. — Krew męczenników zasiewem chrześcijaństwa. Ta ziemia jest chyba najbardziej udręczonym miejscem na naszej planecie. Przez trzy czwarte wieku zabito tutaj kilkadziesiąt milionów ludzi. Resztę pozbawiono podstawowych wolności. A tam gdzie rozlał się grzech - rozlała się, jak mówi świę- ty Paweł - tym obficiej łaska. To, co w chwili obecnej przeżywamy w Rosji, to niewyobrażalny zalew laski Boga.
— To znaczy, że na zachodzie, gdzie teraz rozlewa się grzech również rozleje się laska? — Zobaczy pan, że już następne pokolenie doczeka chwili, gdy prezydent Francji klęcząc w katedrze Chartes będzie blagał Boga o przebaczenie wszystkich zbrodni od czasów rewolucji francuskiej. Zobaczy pan, że Francja, Anglia i Hiszpania będą pod koniec tego wieku nieprawdopodobnym miejscem nawrócenia. Nawet jeżeli jednak obalimy siłą tamtejszy zbrodniczy system polityczny, to musimy liczyć się z sytuacją, że jeszcze przez długi czas ludzie będą pod wpływem tego okropnego zwyrodnienia. Pamięta pan jak długo nasz kraj dochodził do siebie po czterdziestu pięciu latach komunizmu. Jeszcze pięć lat po upadku komunizmu, naród potrafił wybrać na prezydenta postkomunistę.
Idee Romana Dmowskiego wiecznie żywe są, jak wiadomo prawaki zawsze z carem:
Nie mógł wejść we współpracę z Rosjanami, gdyż dane posiadane przez niego mogłyby zbytnio wzmocnić Rosję w stosunku do Polski. Układ pomiędzy dwoma krajami był wprawdzie partnerski, ale właśnie między innymi dlatego, Polska pomimo mniejszego potencjału mogła być równorzędnym partnerem dla Rosji, że była lepiej zorganizowana, miała lepszy wywiad i bardziej patriotyczne społeczeństwo.
Ba, takie cuda to już nie tylko w Rosji ale i w sercu masonerii!
Podobna sytuacja na świecie zachodziła w chwili obecnej w Izraelu, gdzie tysiące ludzi nawracało się, a w bazylice pod wezwaniem świętej Edyty Stein w Jerozolimie sto dorosłych osób dziennie przyjmowało Chrzest Święty. Ale w Izraelu władze prześladowały katolików i wielu z nich dołączało do męczeństwa świętej Edyty.
Jak zwykle generałowie Franco i Salazar uratują katolicyzm i nacjonalizm:
Jest nadzieja, że Portugalczycy i Hiszpanie już niedługo zrzucą jarzmo niewoli. Na północy Półwyspu Iberyjskiego wybuchło bowiem powstanie przeciwko ustrojowi narzuconemu przez Unię Wszechświatową. Powstanie pod przywództwem trzech generałów Michaela Ramireza, Gabriela de Purto i Rafaella Ravenga zataczało coraz szersze kręgi, przenosząc się na południe.
Stefan pokazuje dlaczego jest asem nad asy i idolem polskiej prawicy:
Stefan wzruszył ramionami. Najstarszy obwieś podszedł do niego i zapytał. — To twoja żona? Stefan nawet się nie odwrócił. Obwieś próbował położyć rękę na ramieniu Lucji, która stała skurczona ze strachu. Ste- fan wsadził rękę do kieszeni i napastnik upadł na ziemię. Pistolet promienny był niezawodny. I, co najważniejsze, nie zabijał. Obwiesie skupili się ze strachu na drugiej burcie stateczku. Do końca podróży był z nimi spokój.
"Czy żeby pisać political fiction muszę znać pisownię obcych nazw, czy też wystarczy mi tylko legitymacja Stronnictwa Narodowego?"
Obecnie z powodu zablokowania Cieśnin Duńskich i Giblartaru dla przepływu wojska i sprzętu wojennego do Ameryki Południowej, dla przewozu uzbrojenia korzystano najczęściej właśnie z Murmańska.
Stefan po wielu perypetiach trafia wreszcie do kraju, i odnosi olbrzymie zwycięstwo
Jeszcze tak wielkiego nagłówka w Gazecie Warszawskiej nie widział. ZDRAJCY WYKRYCI. Czarnymi literami wydrukowano: Dzisiaj w nocy dokonano w całej Polsce aresztowań około dziesięciu tysięcy ludzi. Wszyscy oni byli związani z różnymi organizacjami infiltrującymi Polskę i powiązanymi z obcymi strukturami, które chciały wywołać w Polsce rewolucję. Byli to między innymi członkowie masonerii, oiganizacji paramasońskich oraz przedstawiciele wywiadów. Jak dowiedzieliśmy się od rzecznika rządu część zatrzymanych próbowała właśnie uciekać z Polski. Dzięki błyskawicznej akcji zdołano ująć prawie wszystkich. Z podanych informacji wynika, że zbiegł jedynie Alojzy Michniak, dyrektor działu handlowego NBP, oraz Bogusław Jeremek będący pracownikiem MSW. Więcej szczegółów tej największej akcji w historii polskiego kontrwywiadu podamy w wydaniu popołudniowym.
Michniak i Jeremek (dżizas) jednak wydają się być drobnymi płotkami jeno, albowiem:
To, co się dzisiaj w nocy stało, to największe zdarzenie w historii naszych ostatnich trzech stuleci. Polska po raz pierwszy jest prawie całkowicie wolna od wpływów obcych agentur. Rozumiesz Stefanie! Jesteśmy zupełnie wolni. Macki, które od tylu lat oplątywaly naszą Ojczyznę zostały wycięte. Renegaci, którzy prowadzili naszą Ojczyznę przez tyle nieszczęść w historii, już są nieszkodliwi. — Spójrz na to - pułkownik znowu uderzył w gazetę - ci ludzie to potomkowie tych, którzy sprowadzili na nas rozbiory w XVIII wieku; tych którzy podburzali nas do krwawych, bezskutecznych powstań; tych, którzy sprzeciwiali się niepodległości Polski w roku 1918; tych którzy sprowadzili na nas komunizm; tych którzy ograbili i poddali nasz kraj pod obce wpływy pod koniec zeszłego stulecia. To, że Gazeta Warszawska, która przez trzysta lat walczyła z nimi może ich dzisiaj tutaj zdemaskować, to że ludzie ci znajdują się wszyscy w więzieniu, to jest największy przełom w naszej historii. Stefanie, czy ty to rozumiesz? Dzięki tobie oraz zabiegom naszego wywiadu w połączeniu z pomocą Opatrzności jesteśmy wolni!
Wszystko kończy się dobrze, Polska jest wolna od "agentów", "tych, którzy sprowadzili na nas komunizm" i można spokojnie udać się na mszę:
Przed wejściem do kościoła widniała figurka Matki Boskiej stojącej na kuli ziemskiej. Jej ręce były wyciągnięte w stronę tej połowy globu, gdzie wił się wąż, któremu piętą zgniatała głowę. Drugą połowę ziemi przed jego jadowitymi kłami, osłaniał Jej niebieski płaszcz.
Miłych snów kochani i idźcie kurwa na te wybory.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2020.06.02 10:33 oop_oop Nacjololo nie powinni komentować sytuacji w USA

Po polskiej stronie jest tak wiele bad take-ów na temat sytuacji w USA, że aż wstyd patrzeć na obrzydliwe ograniczenie tych ludzi. A już głupio patrzeć jak jakiś Sebik, który prawdopodobnie bił lub nawoływał do bicia na marszach równości nagle ma poczucie, że przemoc to zło, bo według niego ludzie czarni to zwierzęta i on tylko szuka postów potwierdzających jego ograniczony światopogląd.
Skrajna prawica zawsze była pełna przemocy. Teraz płaczą nad sklepami, nawet nie zwracając uwagi, że to jest mała grupa i mogą łatwo znaleźć filmy, w których ludzie są pouczani za wandalizowanie, nawet był taki, gdzie faceta przekazano policji i często zamieszki rozpoczynają biali, bo czarni wiedzą, że to im się głównie oberwie. Dlaczego można białych rozliczać jako osobnych ludzi, a czarnych się zbiera w kupę i ocenia?
Internet jest pełny filmów pokazujących niepotrzebną i chamską przemoc ze strony policji podczas tych protestów w sytuacjach, gdy protestujący nic złego nie robili. Nawet fakt, że wielu dziennikarzy jest atakowanych przez policję jest pomijany. W Polsce by było oburzenie za taki poziom naszej policji, a tu zero empatii, tylko powtarzanie, że na pewno zasłużyli. Zresztą pokojowe protesty po poprzednich okrutnych zabójstwach były w USA źródłem oburzenia np. Kaepernick w NFL i nie pomogły w ogóle. Jednak mimo wszystko większość protestów jest pokojowa.
Tu chodzi o walkę z tymi morderstwamii przemocą, której naprawdę nie da się wytłumaczyć. Tu chodzi o ludzi takich jak George Floyd, Breanna Taylor oraz próbę ukarania w tej sytuacji za coś jej chłopaka, tą parę z collegu zaatakowaną ostatnio i wyciągniętą z samochodu, wybicie kobiecie zębów za zwrócenie policjantowi uwagi na własnej posesji. To można ciągnąć w nieskończoność. Wiele tych osób jest znanych za to, co im się stało, wiele nie.
Wkurza mnie kompletny brak empatii. Nie szanuje się innych, a gdy tylko można płacze się nad dyskryminacją Polaków. Irytuje mnie napływ na ten sub ludzi z poziomu wykopu, którzy ostatnio się tu pojawiają i masowo siebie upvotują.
Przykre jest oglądać posty ludzi, którzy nie chcą się dokształcać, a tylko utwierdzić w swojej bańce. Mam wrażenie, że u nas w Polsce wielu ludzi nadal myśli, że czarni ludzie to ich zjedzą, no bo skąd tyle głupoty? A potem wielkie gadanie, że rasizm nie istnieje. Naprawdę?
submitted by oop_oop to Polska [link] [comments]


2020.03.28 13:33 CzarneKoszule Konkretne pytania do PO

Dlaczego PO zagłosowało wczoraj ramię ramię z PiSem w sprawie zmiany kodeksu wyborczego i co za tym idzie przeprowadzenia zdalnych wyborów? Czy wyborcy PO mogą mi wytłumaczyć o co chodzi, czy Platforma popiera Andrzeja Dudę?
Poza tym, dlaczego Platforma poparła Tarczę Antykryzysową PiS, w której są zapisy antypracownicze? Szukam od wczoraj odpowiedzi w internecie i nie mogę znaleźć
Finalnie, czemu PO zagłosowało ramię ramię z PiS w sprawie prywatyzacji szpitali? Chcecie uczynić z nas USA, w których na ulicach giną ludzie chorzy na koronawirusa a odrzuceni przez szpital, bo nie mieli uznawanego przez ów szpital ubezpieczenia?
Czytam w kilku tematach, ale zamiast odpowiedzi - przerzucanie winy na Lewicę, bo zagłosowała za porządkiem obrad, odrzucając poprawki PO. Trochę dziwne, że nie gani się za sam czyn, tylko za umożliwienie czynu, ale nie mnie to oceniać.
submitted by CzarneKoszule to Polska [link] [comments]


2018.12.16 11:39 Gazetawarszawska GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. O AUTORZE. ISTOTA PROBLEMU cz.1/2

GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. O AUTORZE. ISTOTA PROBLEMU

JUDAISM & ISLAM 15 DECEMBER 2018
GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”.
O AUTORZE. ISTOTA PROBLEMU
Grigorij Klimow Nota autorska - 19 listopada 2000 roku "Biblioteka Grigorija Klimowa":
Григорий Климов - Божий народ
Тут можно читать онлайн Григорий Климов - Божий народ - бесплатно полную версию книги (целиком). Жанр: Политика, издательство Советская Кубань, Пересвет, год 1999. Здесь Вы можете читать полную версию (весь текст) онлайн без регистрации и SMS на сайте LibKing.Ru (ЛибКинг) или прочесть краткое содержание, предисловие (аннотацию), описание и ознакомиться с отзывами (комментариями) о произведении.

Książka „Naród Boży” Grigorija Klimowa lub jej część JEST ZABLOKOWANA PRZEZ ROSKOMNADZOR (Rosyjska Komisja Cenzury). Żebyście Państwo nigdy nie poznali prawdy o tym, jak "was traktują" zaciekli Syjono-nazistowscy sataniści.
Zablokowanie to już się dokonało lub nastąpi w najbliższych dniach, w miarę tego, jak coraz więcej i więcej dostawców usług internetowych (providerów) będzie zmuszonych do zablokowania tej jednej Strony lub całej Witryny, jeśli nie mają możliwości technicznych, co oznacza, że ​​około 30% populacji Rosji już więcej tej Strony nie zobaczy, chyba że za pomocą anonimizera.
"Biblioteka Grigorija Klimowa": g-klimov.info
Całość książki: https://libking.ru/books/sci-/sci-politics/406928-grigoriy-klimov-bozhiy-narod.html
Spis treści
Naród Boży
• O autorze • Istota problemu 1. Co to jest kompleks władzy 2. Jak odnajdywać degeneratów? • Trzy stadia degeneracji 3. Jak Pan myśli, czy jest dużo degeneratów? 4. Skąd Pan wie, może sam Pan jest degeneratem? 5. A dlaczego nie założyć, że wszyscy jesteśmy degeneratami? 6. Co sądzi Pan na temat Międzynarodowego Funduszu Walutowego? 7. Co sądzi Pan o Jelcynie i jego drużynie? 8. Czy może w ROSJI być normalny rząd? 9. Co Pan myśli o bojownikach za "czystość krwi"? 10. A co Pan myśli o małżeństwach zboczeńców i odrodzeniu (stworzeniu) "Nowego Narodu" (ros. - "Новой Нации")? 11. A jak u Pana jest z tematem religii?
  1. Miałem na myśli religię jako przedmiot badań ... 13. Powstaje jakaś ponura beznadziejność 14. Jakie jest Pańskie zdanie na temat masonerii? 15. Czy są dobrzy masoni? 16. Jakie jest Pańskie zdanie na temat ANTYSEMITÓW i ich walki z Żydami? 17. Czy uważa Pan, że istnieje ogólnoświatowy spisek? 18. Jakie główne zadania widzi Pan w swoich wykładach na temat WYŻSZEJ SOCJOLOGII? 19. Czy mogą zboczeńcy mieć dzieci? 20. Czy uważa Pan, że towarzysz X jest zboczeńcem?
Listy (spisy) 1. Komisariat Wojskowy 2. Komisariat Spraw Wewnętrznych (tj. do spraw egzekucji) 3. Listy tajnej policji Związku Radzieckiego ▪ Członkowie Komisji Nadzwyczajnej Piotrogrodu ▪ Członkowie Piotrogrodzkiej Komuny ▪ Członkowie Komisji Nadzwyczajnej Moskwy 4. KOMISARIAT SPRAW ZAGRANICZNYCH 5. KOMISARIAT FINANSÓW ▪ AGENCI FINANSOWI ▪ CZŁONKOWIE KOMISJI TECHNICZNEJ DO SPRAW LIKWIDACJI BANKÓW PRYWATNYCH 6. KOMISARIAT SPRAWIEDLIWOŚCI 7. Lista społecznych obrońców 8. KOMISARIAT EDUKACJI NARODOWEJ 9. Lista dziennikarzy i pracowników centralnych gazet 10. Komisja d/s śledztwa w sprawie zabójstwa Imperatora Mikołaja II 11. Główna Rada Gospodarki Narodowej ▪ Biuro Wyższej Rady Sekcji Ekonomicznej ▪ Rada Komitetu Donieckiego ▪ Członkowie sekcji spółdzielczej ▪ Członkowie sekcji węglowej 12. Biuro Pierwszej Rady Delegatów Robotników i Żołnierzy w Moskwie 13. Centralny Komitet Wykonawczy 4-go Rosyjskiego Kongresu Delegatów Robotniczych i Wiejskich 14. Komitet Centralny V Kongresu 15. Komitet Centralny Socjaldemokratycznej Partii Pracy
  1. Lista Komitetu Centralnego Socjaldemokratycznej Partii Mieńszewików
  2. Lista Komitetu Centralnego Prawego Skrzydła Partii Socjalistów - Rewolucjonistów 18. Lista Komitetu Centralnego Lewego Skrzydła Partii Socjalistów - Rewolucjonistów 19. Oto Komitet Anarchistów w Moskwie 20. Reprezentacja w Lidze Narodów, czyli twarz Związku Radzieckiego 21. Lista dyplomatów ZSRR w Europie 22. Polityczni Przedstawiciele w państwach pozaeuropejskich 23. Rząd ZSRR 24. ŻYDZI W SKŁADZIE OGPU (NKWD) 25. NAJWYŻSZE ORGANA NKWD ▪ KOMISARZE BEZPIECZEŃSTWA PAŃSTWOWEGO 1 STOPNIA ▪ Leningradzkiego Zarządu NKWD ▪ KOMISARZE ZABEZPIECZENIA PAŃSTWOWEGO 2 STOPNIA ▪ To, co robił Jagoda i to, co robił Stalin - było dziecinną igraszką w porównaniu z dyktaturą, panującą wewnątrz żydowskich gett ▪ ŻYDZI W GŁÓWNYM ZARZĄDZIE ŁAGRÓW I OSIEDLI NKWD ▪ ŻYDZI – NACZELNICY ZARZĄDU NKWD W TERENIE
  1. Hitler oskarżał Żydów o to, że zasadzili bolszewizm w Rosji, a teraz rozprzestrzeniają go na cały świat
  2. George Washington - "Żydzi są dżumą społeczeństwa, największymi wrogami społeczeństwa" 10. Mark Cicero: "Żydzi należą do mrocznej i odpychającej siły" 11. Lucius Seneca: "Ten naród zdołał nabyć taki wpływ, że nam, zwycięzcom, dyktuje swoje prawa" 12. Rzymski historyk Tacyt: "Żydzi uważają za skalane wszystko to, co dla nas jest święte" 13. Marius Justynian: "Żydzi zawsze byli sprawcami chrześcijańskich prześladowań" 14. Król Franków - Guntram: "Przeklęty niech będzie ten diabelski i zdradziecki naród żydowski, który żyje tylko podstępami" 15. Prorok Mahomet: "To dla mnie niezrozumiałe, dlaczego nikt do tej pory nie przepędził tego bydła, którego oddech podobny jest do śmierci
  3. Tomasz z Akwinu: "Żydom nie powinno się pozwalać na posiadanie tego, co zdobyli przez lichwę od innych"
  4. Erazm z Rotterdamu: "Jakiż rabunek i ucisk czynią Żydzi wobec biednych"
  5. Martin Luther: "Jeszcze nigdy słońce nie świeciło dla ludzi bardziej krwiożerczych i mściwych" 19. Żydzi do dzisiaj świętują Holokaust, tańcząc na ulicach i nawet upijając się 20. Giordano Bruno: "Żydzi są zadżumioną, trędowatą i niebezpieczną rasą, która zasługuje na wykorzenienie od dnia jej narodzin" 21. Papież Klemens Ósmy: "Cały świat cierpi z powodu lichwy Żydów, ich monopolu i oszustw" 22. Piotr I: "Wolę widzieć Mahometan i pogan w moim kraju, niż Żydów. Ci ostatni są kłamcami i oszustami" 23. Jean Francois Voltaire: „Żydzi są niczym innym jak tylko pogardzanym i barbarzyńskim narodem, który w okresie długiego czasu łączył obrzydliwą chciwość ze strasznym przesądami i niegasnącą nienawiścią do narodów, które ich znoszą i na których oni się bogacą” 24. Benjamin Franklin: „Jeśli my, na mocy Konstytucji, nie usuniemy Żydów ze Stanów Zjednoczonych, to oni za niecałe dwieście lat, rzucą się w dużych ilościach, zwyciężą, połkną kraj i zmienią formę naszych rządów” 25. Fryderyk Wielki: "Władcy nie powinni tracić Żydów z oczu. Powinni uniemożliwiać ich przenikanie do handlu hurtowego" 26. Cesarzowa Maria Teresa: „Nie znam żadnej innej złośliwszej zarazy wewnątrz kraju, niż ta rasa, która rujnuje naród chytrością, lichwą i pożyczaniem pieniędzy”
  6. Cesarzowa Jelizawieta Pietrowna: "Wszyscy Żydzi, mężczyźni i kobiety, niezależnie od pozycji i bogactwa, z całym ich majątkiem powinni być natychmiast usunięci poza granice"
  7. Angielski historyk Edward Gibbon: "Żydzi wykazali zwierzęcą nienawiść wobec Cesarstwa Rzymskiego, które nieustannie niszczyli przez bestialskie morderstwa i rozruchy" 29. Napoleon Bonaparte: "Oni są jak gąsienice lub szarańcza, które pożerają moją Francję" 30. Car Mikołaj I: "Główną przyczyną ruiny chłopów są Żydzi. Swoimi zdolnościami wykorzystują nieszczęsną ludność" 31. Niemieckie generał i strateg Helmuth von Moltke: „Badając kradzieże rzadko Żyd nie jest zaangażowany albo jako wspólnik, albo jako paser” 32. Franz Liszt: „Nadejdzie czas, kiedy wszystkie chrześcijańskie narody, wśród których żyją Żydzi, zadadzą pytanie, znosić ich dalej czy deportować ... czy chcemy życia lub śmierci, zdrowia czy choroby” 33. Japoński naukowiec, książe Mobuchum Okuma: "Żydzi na całym świecie niszczą patriotyzm i zdrowe podstawy państwa"
  1. "Niech nie czeka na przebaczenie Pana Boga ten, który zwróci rzecz, zgubioną przez goja (nie-Żyda)"
  2. Pasternak - Żyd i pederasta 13. Mandelsztam był chorym psychicznie 14. Statystyki amerykańskie mówią, że około 20% populacji Stanów Zjednoczonych jest chorych psychicznie 15. Biorąc pod uwagę fakt, że u Żydów psychicznie chorych jest sześć razy więcej, będziecie patrzeć na świat już innymi oczami 16. Jeżow był żonaty z Żydówką. Karzeł, potwór, kulawy. Krwawy karzełek - jak wtedy go nazywano - najstraszniejsza postać z czasów Wielkiej Czystki w latach trzydziestych 17. Praktycznie cała rewolucja francuska została dokonana przez masonerię i kosztowała Francuzów ponad milion ludzkich istnień 18. Majmonides: Żydzi muszą zerwać ze swoją przeszłością i dołączyć do kultury europejskiej 19. Rewolucyjna psychoza - to znaczy rewolucja związana z chorobami psychicznymi 20. Żydzi zostali wygnani z Anglii w 1290 roku przez króla Edwarda Pierwszego po licznych ujawnieniach zabójstwa chrześcijańskich dzieci przez Żydów w celach rytualnych 21. Sprawa Schneersona-Beilisa dotycząca rytualnego zabójstwa chłopca 22. Wszystkie nieludzkie sekty, z reguły, składają się z psychopatów 23. Polecam przeczytanie analizy książki "Shulchan Aruch"
  1. Liga "B'nai B'rith " (centrum żydowskiej masonerii) osiągnęła zakaz wystawiania sztuki Szekspira ▪ "B'nai B'rith " jest nazywana w USA żydowskim gestapo 11. Pod wpływem Kościoła Katolickiego ukształtował się wizerunek Żyda jako potomka diabła 12. Żydzi praktycznie toczą wojnę ze wszystkimi narodami ziemi, z całym światem. A potem wyją na cały świat, jak wszyscy ich nienawidzą 13. Żydowski Bóg – to karykaturą idei bóstwa 14. W żadnym kraju w Europie Żydom nie żyło się tak dobrze jak w Niemczech, ale ... 15. Żydzi w Niemczech hulali w restauracjach, wynajmowali całe sale, zachowywali się wyzywająco, podczas gdy większość ludności po niszczycielskiej I wojnie światowej żyła w biedzie i zadłużeniu 16. Żydowskie prawo religijne zabrania mieszanych małżeństw 17. Zgodnie z prawem norymberskim Żydzi nie mogli zatrudniać aryjskich pracownic domowych w wieku poniżej 45 lat 18. Można zepsuć literaturę gojów. Można zepsuć, zniekształcić, wypatrzyć ich przemysł i handel 19. Saltykow-Szczedrin: program łajdaków - Żydów
  2. "Ci, którzy mówią o sobie, że są Żydami, nie są nimi, to zgromadzenie satanistów"
  3. "Bij Żydów, ratuj Izraela!" 22. Najbardziej zajadli antysemici znajdują się zawsze wśród samych Żydów 23. Filozofia Nietzschego – to filozofia żądzy władzy i, w dużej mierze, nienawiści do człowieka, wewnętrznie jest związana z Talmudem. 24. Najbardziej zagorzałym antysemitą ze wszystkich niemieckich antysemitów był filozof Kant 25. Księga Powtórzonego Prawa – to najbardziej zła księga żydowska 26. Dlaczego Żydzi zbierają pieniądze od wszystkich i płacą tej oto paskudnicy - Bakuninej, prawnuczki anarchisty Bakunina? 27. Dzieci Theodora Herzla, założyciela syjonizmu, wyrzekły się swego ojca 28. Żydzi nie są narodem, to choroba 29. Aleksander II został zabity przez bombę, rzuconą przez Żyda Griniewickiego - Appelbauma 30. "Nie ma nic, co by mogło zbliżyć Chrześcijan do Żydów" 31. Dzisiaj wszystkie tureckie i rosyjskie łaźnie w Ameryce - to zakłady pederastyczne
  1. Całkowitym władcą Węgier był Żyd Matias Rakoczy (Rakosi)
  2. Nordau-Sjudfeld wprost nazywał wielkiego pisarza Lwa Tołstoja degeneratem najwyższego rzędu 5. Korzenie antysemityzmu ukryte są w głębi samego judaizmu i jego obecnej manifestacji - syjonizmie 6. W Greenwich Village, gdzie mieszkają lesbijki i pederaści 7. Prezydent Roosevelt był z domieszką krwi żydowskiej 8. Zamach na Aleksandra II, Cara - Wyzwoliciela, przeprowadzono dnia 13-go 9. Wszystkie te orliki byli masonami - pederastami 10. W walce o władzę jedna banda Żydów wieszała inną bandę Żydów 11. Całą prasę niemiecką Amerykanie oddali w ręce Żydów. Natomiast Żydzi zatrudnili do pracy pederastów - Niemców 12. Żydzi wnoszą rozkład do współczesnej kultury 13. Jeśli słyszysz słowo "feministka", to zwykle jest to upozorowanie, za tym zwykle kryje się lesbijstwo 14. Typową żydowską cechą jest zepsucie, rozkład, zniszczenie 15. Co sami Żydzi mówią o antysemityzmie
  3. W składzie sowieckiego rządu zarówno przy Leninie jak i Stalinie było około 80% czystych Żydów. A pozostali 20% - to byli zamaskowani pół-Żydzi lub degeneraci, żonaci z Żydówkami
  4. Siedem milionów najbardziej utalentowanych, najbardziej gospodarskich i najbardziej pracowitych chłopów rosyjskich, na których opierała się zawsze Rosja. Zlikwidowano ich wraz z rodzinami, z dziećmi 18. We wioskach pozostali tylko „kombiedy” (komitety biedoty – G.K.), lenie i pijani kalecy 19. Dwadzieścia milionów Rosjan - kwiat narodu rosyjskiego – zlikwidowano w Gułagu 20. Gelman, Rozowski, Roizman, Bakłanow i jeszcze 3000 takich samych gelmanów. Teraz – to nasi kapłani. Są wszędzie 21. Grupa oszustów w Taszkiencie została postawiona przed sądem - wszyscy Żydzi - podziemni milionerzy Taszkientu 22. "Dlaczego mam harować?" 23. U Żydów psychicznie chorych według formuły profesora Lombroso jest sześciokrotnie więcej, niż u nie-Żydów
Rozdział 11. Idealna narzeczona
Załączniki do książki • 01. Twórczość ludowa. Poemat o Żydzie. Moskwa, 1935 rok • 02. Kiriłł Bielaninow. Niebieskie świerki na Kremlu. I pili też • 03. Israel Shamir. Sprawdzenie zawszenia • 04. Odpowiedzi Głównego Rabina Izraela amerykańskim Żydom • 05. Sto praw z Shulchan Arucha • 06. L. Frey. O autentyczności protokołów Syjonu • 07. PROTOKOŁY MĘDRCÓW SYJOŃSKICH • 08. L. N. Gumilev. Niezgodność • 09. Boris Mironow. O żydowskim faszyzmie • 10. L.N. Gumilew. Błądzący superetos (ros. - Блуждающий суперэтнос) • 11. E. Topol. Pokochaj Rosję, Borysie Abramowiczu! 12. Solomon Lurie. Antysemityzm w starożytnym świecie • 13. Tatiana Putiatina. Lomehuza lub model umierającego społeczeństwa • Apel do czytelników i wydawców
O autorze
GRIGORIJ PIOTROWICZ KLIMOW
📷 Rosyjski pisarz, członek Związku Pisarzy Rosji. Autor bestsellera "MASZYNA TERRORU", wydanego w 12 językach w "Reader's Digest" w nakładzie ponad 17 milionów egzemplarzy. Trzy filmy według tej książki zostały nakręcone w Anglii, Niemczech i Stanach Zjednoczonych w latach 1953-1954. Niemiecki film „WEG OHNE UMKEHR" („DROGA BEZ POWROTU”), został nagrodzony na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie w 1954 roku, zyskując tytuł „najlepszego niemieckiego filmu roku.” Angielski "THE ROAD OF NO RETURN" (DROGA BEZ POWROTU") i amerykański film "NO WAY BACK" ("NIE MA DROGI POWROTNEJ") przez długi czas nie schodziły z ekranów całego świata.
Autor książek:
Grigorij Klimow urodził się 26 września 1918 roku w mieście Nowoczerkask, w Rosji, w rodzinie lekarza. W 1941 roku ukończył z wyróżnieniem Nowoczerkaski Instytut Przemysłowy i wstąpił do Wojskowo - Dyplomatycznej Akademii w Moskwie.
W 1945 roku ukończył AKADEMIĘ i został wysłany do pracy w Berlinie jako czołowy inżynier RADZIECKIEJ ADMINISTRACJI WOJSKOWEJ.
W 1947 r. otrzymał rozkaz powrotu do STALINOWSKIEJ MOSKWY. Po długich rozmyślaniach uciekł do NIEMIEC ZACHODNICH.
W latach 1949-1950 pracował w CIA nad ściśle tajnym tematem „UPADEK SYSTEMU KOMUNISTYCZNEGO PRZY POMOCY LUDZI SPECJALNEGO TYPU. LUDZI Z KOMPLEKSEM WŁADZY (UTAJONEGO KOMPLEKSU HOMOSEKSUALIZMU LENINA)”. Nazwa zakodowana – PROJEKT HARWARDZKI. W latach 1951-55 był przewodniczącym Centralnego Związku Powojennych Emigrantów z ZSRR (TSOPE, ros. - ЦОПЭ) i redaktorem naczelnym czasopism „Wolność” i „Antykomunista” (to ostatnie w języku niemieckim).
W latach 1958-59 pracował jako konsultant w PROJEKCIE KORNELLSKIM w Nowym Jorku, gdzie również zajmowano się wszelkiego rodzaju sprytnymi badaniami psychologicznymi, związanymi z Powstaniem Węgierskim 1956 roku.
Wyniki 50 lat pracy nad tym tematem znalazły swoje odzwierciedlenie w siedmiu książkach. Ostatnie trzy książki są streszczeniem serii wykładów, przeznaczonych dla całego dowództwa KGB w przededniu PIERIESTROJKI.
Wszystkie książki zostały wydane przez Wydawnictwo SOWIETSKAJA KUBAŃ, miasto KRASNODAR, ROSJA. Całkowity nakład już przekroczył milion egzemplarzy.
Zmarł Grigorij Piotrowicz Klimow 10.12.2007 roku.
W sprawie zamówień należy skontaktować się z przedstawicielem Wydawnictwa SOWIETSKAJA KUBAŃ. MIRONOW WŁADIMIR LEONIDOWICZ przez e-mail[klimov_[email protected]](mailto:[email protected])
Możecie Państwo przesłać swoje opinie o książkach na adres e-mail: [klimov_[email protected]](mailto:[email protected])
lub napisać na adres:
GREGORY KLIMOV 48-34 91 place Elmhurst New York 11373 USA
ISTOTA PROBLEMU
CO TO JEST KOMPLEKS WŁADZY
- Grigoriju Piotrowiczu, pracuje Pan z ludźmi szczególnego rodzaju, ludźmi z kompleksem władzy – już przez 50 lat. Co to są za ludzie? Czym jest "Kompleks władzy"? Czym jest "Kompleks wodza"? Jaka jest istota tego problemu?
- Gdy bliscy krewni żenią się ze sobą, to dzieci z tych małżeństw będą degeneratami. Jest to stary, dobrze znany wszystkim fakt. Dlatego Cerkiew zabrania małżeństw między krewnymi. Aż do szóstego pokolenia. Jeśli jednak grupa przywódców religijnych będzie robić odwrotnie i będzie popierać takie małżeństwa, a nawet zakazywać małżeństw poza granicami swojej sekty, to ta sekta po 4-5 pokoleniach będzie pełna degeneratów.
Czy zna Pan jakąś sektę, która zakazuje małżeństw mieszanych i robi to już od kilku tysięcy lat? Zgadza się. Wszyscy znamy tę sektę.
Wielu degeneratów posiada niezwykłe cechy - takie jak nienasycona chęć dominowania, nienormalne, wręcz patologiczne pragnienie, aby być zawsze na wierzchu. Wielu z nich ma jawne i nienasycone pragnienie władzy. Ci degeneraci czują się „wybranymi”, „elitą” (megalomania, mania wielkości), ale równocześnie w tym samym czasie czują się „prześladowanymi” i „ściganymi” (mania prześladowcza). Bo przecież "mania wielkości" i "mania prześladowcza" są rodzonymi siostrami. Wszystko to jest elementarną prawdą. Przedszkolem.
A teraz pomówmy o tym problemie na bardziej wysokim poziomie - na poziomie wyższej socjologii (degenerologii), w dziedzinie, w której pracuję już od ponad 50 lat.
Praktycznie wszyscy przywódcy światowi mają wyraźny wrodzony kompleks władzy. Ten kompleks, z reguły, jest wynikiem stłumionego sadyzmu, który z kolei jest związany z utajonym homoseksualizmem.
Kompleks ukrytego homoseksualizmu Lenina ("Kompleks wodza") był dokładnie badany w CIA pod koniec lat 40-tych i na początku lat 50-tych. Nazwa kodowa tych ściśle tajnych badań naukowych – to Projekt Harvardzki. Tam, pracując w grupie naukowców Projektu Harvardzkiego, po raz pierwszy spotkałem się z tym tematem. Dowolna dobrze zorganizowana grupa ludzi, która ma wiedzę na ten zakazany temat, może wyszukiwać i przesuwać do władzy przyszłych liderów jako pionków w światowej grze szachowej. Jest rzeczą oczywistą, że przywódcy zwyrodniałej, zdegenerowanej sekty, którzy dobrze znają ten problem na własnej skórze i którzy praktykują w tej grze już kilka tysięcy lat, mają ogromną przewagę nad tymi, którzy grają bez wiedzy, bez przygotowania, i jeszcze w dodatku na ślepo.
Wszyscy widzieliśmy w telewizji jak 5-6 dorodnych sanitariuszy nie może sobie poradzić z jednym wątłym szaleńcem. Energia, wytwarzana przez tego szaleńca – jest najlepszą ilustracją tego, jaką naprawdę przemożną energię ma na wpół zwariowany sadystyczny zwyrodnialec, ogarnięty żądzą władzy.
Ci ludzie - są jak broń masowego rażenia. W dniu dzisiejszym wielu ludzi już zna podstawowe zasady konstrukcji bomby atomowej, ale tylko bardzo ograniczony krąg wtajemniczonych posiada wiedzę i umiejętności, niezbędne do produkcji broni jądrowej i, co jest nie mniej ważne, jest w stanie dostarczyć głowicę nuklearną do celu, wykorzystując ją do zniszczenia struktur państwowych. To samo dotyczy też wiedzy z zakresu wyższej socjologii, jednak degeneraci są bardziej skuteczni w niszczeniu krajów niż broń jądrowa. Są oni prawie tak samo skuteczni (ale w tym samym czasie tak samo niebezpieczni) jak broń biologiczna.
Degeneraci, z reguły, nienawidzą normalnych ludzi. W końcu "diabeł nie może kochać i nie kocha tych, którzy kochają". Wstrętnym zboczeńcom, zwyrodnialcomsprawia prawdziwie sadystyczną przyjemność oglądanie jak pewien na pół szalony przywódca – zboczeniec, wyniesiony przez nich do władzy w pewnym kraju, idzie na wojnę z innym na wpół szalonym sadystą – zboczeńcem, przyprowadzonego przez nich do władzy na przywódcę innego państwa, a miliony i miliony zwykłych ludzi giną przy tym dla zabawy i sadystycznej przyjemności tych przywódców zdegenerowanej sekty.
Chce mnie Pan zapytać - jak to się robi? Odbywa się to za pośrednictwem masonerii. Masoni, Illuminati, Rotary i tak dalej (imię nasze - Legion, bo nas jest wielu – odpowiedzieli Mu demony), wszystko są to kluby, gdzie degeneraci uważnie obserwują zachowanie potencjalnych kandydatów, a po potwierdzeniu obecności silnych skłonności homo-sadystycznych, zaczynają aktywnie przesuwać ich do dźwigni władzy.
- Jak znaleźć degeneratów?
- Zanim odpowiem na to pytanie, najpierw wyjaśnijmy, czym jest degeneracja.
Przede wszystkim chcę uściślić, że sam terminu degenerat używamy jako czysto medyczny termin, a nie jako słowo obraźliwe. Ci z Państwa, którzy nie mogą znieść nawet wzmianki o tym terminie (a takich spotkałem sporo w ciągu 50 lat, zwłaszcza w kręgach literackich) mogą zastąpić go słowem zboczeniec, zwyrodnialec ( w tłumaczeniu będę używał głównie terminu „zboczeniec” – A.L. ). Mówią, że pomaga. Powtarzam - w otaczającym nas świecie degeneratem może się okazać nawet cichy, dobrze wychowany profesor estetyki na lokalnym uniwersytecie.
Tak więc, degeneracja - jest to naturalny proces, który istnieje na ziemi od tysięcy już lat. Degeneracja – to integralna część cyklu życia. Narodziny, młodość, dojrzałość, starczy zachód słońca, śmierć. Na poziomie pojedynczej osoby proces ten jest dobrze znany każdemu z nas i nie trzeba go nikomu wyjaśniać. Dlatego będziemy mówić tutaj o degeneracji na poziomie klanu (rodziny).
Wielu historyków już od dawna zwróciło uwagę na fakt, że cykl życiowy klanów jest bardzo podobny do cyklu życia jednostki. Wygląda na to, że Pan Bóg (lub Matka Natura, jeśli ktoś tak chce) daje każdemu klanowi w przybliżeniu równy okres czasu dla życia na naszej grzesznej ziemi.
Natomiast kiedy dany klan przekroczył już etap dojrzałości i wszedł w złoty wiek starczego zachodu słońca, Pan Bóg (Matka Natura) daje mu pierwszy dzwonek. Ten dzwonek mówi członkom klanu o tym, że czas tego klanu tu na ziemi dobiega końca. Wyraża się to w tym, że pragnienie kontynuowania prokreacji poprzez naturalne stosunki seksualne jest odłączone.
Jeśli klan słucha głosu Boga i pozostaje bezdzietny lub przyjmuje na wychowanie przybrane dzieci, to wtedy oczekuje go złota starość. Do tego czasu klan zwykle osiąga dobrą pomyślność finansową i może już brać udział w różnych rodzajach działalności charytatywnej, takich jak: normalna sztuka, normalna nauka, normalna literatura. Członkowie tego klanu spokojnie cieszą się złotą porą starczego zachodu słońca tego rodu i w końcu odchodzą do innego świata, pozostawiając ludziom fundusze charytatywne na pamiątkę o swoich dobrych uczynkach.
Z drugiej strony, jeśli okaże się to nieposłuszny klan, tj. klan, który zbuntował się przeciwko Bogu, to jego członkowie będą ignorować głos Boga i będą starali się oszukać Pana Boga na różne sposoby.
Będą starali się oszukać Boga sztuczną inseminacją (czynioną palcem; obecnie również igłą – in vitro - A.L), fałszywymi, lipnymi małżeństwami - spać ze swoją żoną, a wyobrażać w głowie, że śpią z mężczyzną, albo z psem, albo z rodzoną matką („ёб твою мать”), lub oszukać Boga w taki oto sposób - żona, za pozwoleniem męża degenerata (lub bez jego zgody) idzie do lokalnego pubu i znajduje tam sobie na jedną noc niczego nie podejrzewającego zdrowego normalnego faceta. W narodzie wszystko to nazywa się "na cudzym ch.. wjechać do raju".
Jak widać, naród rosyjski o takich ludziach wiedział już od dawna i wyrażał swoją opinię na ich temat, na pierwszy rzut oka w mało zrozumiałych, w wielu przysłowiach.
Tak więc, członkowie tego nieposłusznego, walczącego z Bogiem klanu, z reguły zaczynają wspierać i finansować już nie normalną, a zdegenerowaną działalność charytatywną: sztukę zdegenerowaną, zdegenerowaną naukę, zdegenerowaną literaturę. Przy tym poprzez środki masowej informacji będą przekonywać wszystkich, że wszystko to, czym się oni zajmują - jest normalne i że nie ma w tym nic złego, a ten, kto nie akceptuje tego – jest człowiekiem zacofanym i wrogiem postępu światowego.
Dla takich przebiegłych lisów, Pan Bóg (Matka Natura) wkrótce daje drugi dzwonek. Do nienormalnego życia seksualnego dochodzą u nich jeszcze choroby psychiczne. Jeśli jednak i po tym klan będzie w dalszym ciągu trwał w walce z Bogiem, to rozlega się dla nich trzeci i ostatni dzwonek w postaci wad wrodzonych, takich jak charłactwo (ros. – кахексия) (uschnięta, sucha ręka - Stalin), końska stopa (Goebbels), rozszczep wargi (zajęcza warga), rozszczep podniebienia, zez i tak dalej i temu podobne. W normalnych, prymitywnych warunkach gwarantuje to odejście nieposłusznego klanu ze sceny historycznej w ciągu jednego lub dwóch pokoleń. Kto, przy zdrowych zmysłach, zechce poślubić zezowatego, sadystycznego, chromego i garbatego seksualnego zboczeńca?
Trzy stadia degeneracji
Tak więc, degeneracja ma trzy stadia:
  1. Perwersje (zboczenia) seksualne
  2. Choroby psychiczne
  3. Wady wrodzone
Teraz, gdy już jesteśmy zaznajomieni z trzema stadiami degeneracji, możemy wrócić do Pańskiego pytania, jak znaleźć degeneratów.
Znaleźć ich jest bardzo łatwo. Wystarczy tylko spojrzeć na drzewo genealogiczne danego klanu.
Jeśli drzewo genealogiczne, rodzinne jest zdrowe, jeśli ma wiele nowych gałęzi i wiele nowych, zdrowych pędów (zdrowych dzieci), to przed nami znajduje się normalny i zdrowy klan. Jeśli natomiast to drzewo genealogiczne wysycha (dużo par bezdzietnych), albo jeśli ma wiele martwych gałęzi (samobójstwa, choroby psychiczne, nienormalne dzieci), to patrzą Państwo na klan, który już wszedł w złotą fazę zachodu. Pozostaje nam teraz tylko ustalić, jakiego rodzaju jest ten zdegenerowany klan: bogobojny czy walczący z Bogiem. Jest to również łatwe do wykonania. Po prostu należy uważnie przyjrzeć się temu, co ten klan wspiera w otaczającym go życiu. Czy rozprzestrzenia on truciznę dekadencji w sztuce, nauce i literaturze, czy też walczy z tym ze wszystkich sił i popiera normalną sztukę, normalną naukę i normalną literaturę.
– Jak Pan myśli, czy jest dużo degeneratów?
- Statystyki dotyczące trzeciego (3) stadium degeneracji (wady wrodzone) i statystyki dotyczące drugiego (2) stadium degeneracji (choroby psychiczne) znajdują się w otwartej prasie. Możecie Państwo znaleźć je sami. Natomiast statystyk pierwszego stadium degeneracji (perwersje seksualne) - tak łatwo znaleźć nie można.
Weźmy dane opublikowane w USA przez doktora Wittelsa i doktora Kinseya. Dr Wittels w swojej pracy "Życie seksualne kobiet amerykańskich" podaje nam następujące statystyki:
Kobiety niezamężne:
20% - miało wielokrotne związki homoseksualne z innymi kobietami; 51% - marzyło o związkach homoseksualnych z innymi kobietami aż do orgazmu włącznie.
Kobiety zamężne:
15% - miało wielokrotne związki homoseksualne z innymi kobietami; 32% - marzyło o związkach homoseksualnych z innymi kobietami aż do orgazmu włącznie.
A jak te sprawy wyglądają u mężczyzn? Dr Kinsey podaje nam następujące statystyki:
4% - miało wielokrotne związki homoseksualne z innymi mężczyznami 33% - marzyło o związkach homoseksualnych z innymi mężczyznami aż do orgazmu włącznie
Inne prace naukowe dostarczają nam nieco innego rozrzutu danych, ale większość z nich mieści się w przedziale 33-50%. Tak więc - co trzeci (co drugi) człowiek trafia do pierwszego stadium degeneracji.
Kiedy te dane zostały przeanalizowane według kryteriów zawodowych, to otrzymano dość interesujący obraz:
- 5% - chłopi (farmerzy); - 10% - robotnicy (w fabrykach); - 50% - intelektualiści; - 75% - pracownicy literatury i sztuki; - 90% - pracownicy środków masowego przekazu.
Ta statystyka daje nam nowe spojrzenie na dawną ideę o walce klas (o walce klasowej). Jednak walki klasowej nie bogatych z biednymi, a degeneratów z normalnymi ludźmi.

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.10.30 20:41 pothkan Pierwsze kroki z genealogią

Bezpośrednio zainspirowane tym tematem, który zresztą polecam przeczytać, bo porusza kilka powiązanych kwestii. Do tego czas jest idealny, bo nadchodzące święto idealnie sprzyja zainteresowaniu się tematem.
A szerzej, chciałbym to wam zarazem zaproponować jako pomysł nieregularnego cyklu, wymiennego z AMA, roboczo nazwanego Poradnikiem. Zasady z grubsza tak jak przy AMA (czyli ważne, umawiamy się wcześniej na konkretny termin), tyle że dyskusja ograniczona do konkretnego zagadnienia (hobby, specyficzne umiejętności, talent, wiedza, bardziej ogólnie - pasja), oraz otwarta wprowadzającym wstępniakiem (coś jak mój poniżej). Ogólnie, o ile AMA dotyczy bardziej kogoś, to Poradnik - czegoś.
Tytułem wstępu - od paru lat w wolnych chwilach zdarza mi się zajmować genealogią, przy czym robię to (pomijając dokumenty rodzinne) prawie wyłącznie online (+ korzystałem z 2-3 książek lokalnych genealogów), choć mam też pewną wiedzę o badaniach archiwalnych z drugiej ręki, no i pozagenealogiczne doświadczenie jako historyk.
Jak dotąd, udało mi się zidentyfikować ok. 280 przodków, w tym 100% do piątego pokolenia (praprapradziadkowie) wstecz. Najdalsza dokładna data, jaką udało mi się ustalić to ślub z 1726, najstarszy fizyczny dokument 1774 (skan oczywiście), a najdalszy znany przodek (12. pokolenie) żył w latach mniej więcej 1630-1700 (dokładnych dat nie znam). Generalnie udało mi się ustalić wszystko mniej więcej 200 lat wstecz, potem zaczynają się "schody" - choć bardzo często wiem, że starsze księgi fizycznie istnieją, a badania terenowe odkładam trochę z braku czasu, a trochę z nadziei że kiedyś ktoś je zindeksuje. Jeśli chodzi o pochodzenie "stanowe" - bezwzględnie dominują chłopi, jest też trochę mieszczan (z małych miasteczek), jedna-dwie rodziny drobnoszlacheckie, oraz gałąź (z grubsza 1/16) "olędrów", czyli osadników niemieckich (poza tym wyłącznie Polacy). Geograficznie: 2/4 Wielkopolska, 1/4 Górny Śląsk, 1/4 Mazowsze.
Poniżej garść przydatnych (mam nadzieję) porad i linków. Szerzej - w dyskusji, jak coś konkretnie was zainteresuje, to pytajcie. O to chodzi w tym temacie.
Czym jest genealogia, nie będę się rozpisywać - odsyłam do odpowiedniego hasła.
Zanim zabierzecie się za genealogię, poszukajcie odpowiedniego oprogramowania. Plik tekstowy może być wystarczający na początku, ale z czasem przestanie. Na rynku jest szereg zarówno programów standalone, jak i serwisów online (o tych za chwilę), z płatnych chwalone jest m.in. polskie Drzewo Genealogiczne. Sam używam (i polecam) bezpłatny Ahnenblatt, który działa bez instalacji (można odpalać z pena), ma wszystkie podstawowe funkcje, całkiem rozbudowane opcje, aczkolwiek słabo wypada w generowaniu "wizualnych" drzewek.
Przeważnie każdy program ma swój natywny format pliku (tzn. bazy), ale zarazem istnieje uniwersalny format .gedcom, co ciekawe opracowany przez Mormonów. Przyda się on wam np. przy eksporcie / imporcie baz do serwisów online, takich jak (dość popularne w Polsce) My Heritage czy Ancestry. O ile odradzam prowadzenie w jakimkolwiek z nich swojego podstawowego drzewa, to warto wrzucić tam (i co jakiś czas, np. 1-2 razy w roku aktualizować) swoiste "demo" (ograniczone darmowymi limitami, np. na MH to jest 250 wpisów), bo można dzięki temu uzyskać pomoc lub dane od innych, spokrewnionych badaczy - a także im pomóc. Owe serwisy umożliwiają także (choć jest to ograniczone w wersjach bezpłatnych) pewne przeszukiwanie baz, choć to raczej jest przydatne w kontekście USA itd. - dla Polski mniej.
Od czego zaczynamy? Proste, od wpisania siebie. Nazwisko, imię (imiona), data urodzenia, miejsce urodzenia, data i miejsce ślubu (jeśli już nas dotyczy). Potem to samo dla rodziców, dziadków, rodzeństwa. Pierwsze informacje będziemy znać "z głowy", ale po chwili trzeba sięgnąć po dokumenty. A zatem, przeszukujemy (za zgodą oczywiście) rodzinne archiwa - najbardziej przydatne będą akty dotyczące trzech kluczowych dla genealogii wydarzeń: urodzin/chrztu, małżeństwa oraz zgonu - w każdym powinny być zawarte także dane rodziców danej osoby (osób). Ale przydatne mogą być także inne dokumenty. Przy okazji warto popracować ze skanerem.
Kolejny krok to przejrzenie (najlepiej ze starszymi krewnymi) rodzinnych albumów. Znowu przyda się skaner. Zdjęcia same w sobie do genealogii raczej niewiele wniosą (raczej, bo np. można trafić na podpisane/datowane zdjęcie ze ślubu czy pogrzebu), ale ją ubogacą wizualnie.
Za powyższe warto zabrać się jak najszybciej - akta nie uciekną, ale ludzie nie żyją wiecznie!
Przy okazji rodzinnej wizyty na cmentarzu warto spisać daty z grobów, przypomnieć (spytać) kto był kim, itd.
Jeśli rodzinne zasoby będą odpowiednio obfite, istnieje duża szansa, że uda wam się dotrzeć do okresu, który można już uchwycić w archiwaliach online (czyli z grubsza 100 lat temu). Jeśli nie, konieczna może być wizyta w USC, gdzie przechowuje się młodsze akta.
Gdzieś w tym momencie zacznie się prawdziwa "zabawa". Co nas może spotkać?
  • Jak już wcześniej wspominałem, polskie chłopskie nazwiska ustaliły się zaledwie ok. 160-180 lat temu. Mieszczańskie trochę wcześniej, a szlacheckie ok. 500 lat temu. Wcześniej nie tylko nazwiska zmieniano, ale także używano kilku naraz, wymiennie. Do tego trzeba pamiętać, że kobiety przyjmowały nazwiska po mężu (a że ponowne małżeństwa wdów i wdowców to norma, trzeba uważnie na dopiski o tymże zwracać uwagę).
  • Czasem nie znamy nazwiska, ale że jakoś daną osobę wpisać, osobiście polecam wstawiać "N.". To pomoże utrzymać porządek w bazie.
  • W drugiej połowie XIX wieku pojawiają się urzędy stanu cywilnego, w naszym przypadku - zaborcze. O ile w Galicji językiem urzędowym jest wtedy w Polski, to w rosyjskim spotkamy się z aktami parafialnymi (bo oddzielnych nie tworzono) po rosyjsku, zaś w pruskim po niemiecku, i to na dodatek zapisanych tzw. kurrentem. Oczywiście warto nabrać wprawy i samemu się w tym rozeznać, ale czasem przydatna jest cudza pomoc. Gdzie po nią się kierować, wspomnę poniżej wśród linków.
  • Od połowy-końca XIX wieku wstecz operować jednak będziemy na księgach metrykalnych (klik) (odpowiednio małżeństw, chrztów i zgonów), w większości spisywanych bądź po polsku, bądź po łacinie, albo w kombinacji obu (na Górnym Śląsku łacina -> niemiecki). Tutaj przeszkodą może być zarówno stan tychże, jak i (dużo częściej)... charakter pisma danego proboszcza. Możemy trafić na (norma od połowy XIX wieku) ładną, gdzie wszystko ładnie widać, albo nierozczytywalne bazgroły. Przy czym w sumie im dalej, tym trudniej.
  • Oryginały ksiąg metrykalnych są zazwyczaj przechowywane w parafii, zaś duplikaty trafiają do archiwum danej diecezji albo archidiecezji. Sporadycznie trafiają się też w archiwach państwowych.
  • Ważne - każdy znaleziony dokument (czy fizycznie, czy online) zapisujemy (lub skanujemy), i jeśli to możliwe, przypisujemy do danej osoby w bazie. Jeśli nie jest to oczywiste, należy też zaznaczyć gdzie go znaleźliśmy (tzn. nie adres online, tylko zespół archiwalny - np. Akta metrykalne parafii takiej a takiej, archiwum takie a takie).
  • Ok. 150-200 lat temu dojdziecie do sytuacji, gdy życie obracało się na niewielkim obszarze, a partnerów poszukiwano w zakresie 20, może 30 km (dlatego w wielu wyszukiwarkach zobaczycie opcję zawężenia do danego obszaru). Dlatego przydatne będzie zorientowanie się i opracowanie ważniejszych parafii. Ahnenblatt ma opcję "szczegóły miejscowości" (mały znaczek przy odnośnej rubryce), gdzie można np. załączyć mapki, wpisać współrzędne geograficzne, zaznaczyć źródła. Poniżej przykładowy wpis z mojej bazy (bez akapitów, bo się kiepszczą).
Wolsztyn niem. Wollstein Par. katolicka M (=małżeństwa) 1700-1919 AAd (=archiwum archidiecezjalne) Poznań M 1810-1854 AP (=archiwum państwowe) Poznań (bez 1812-17, 1830-31, 1833, 1848, 1850) szukajwarchiwach.pl/53/3555/0 (adres online ze skanami) U (=urodzenia) 1708-1920 AAd Poznań U 1812-1854 APP (bez 1814-17, 1830-31, 1833, 1848, 1850) szukajwarchiwach.pl/53/3555/0 Z (=zgony) 1708-1911 AAd Poznań Z 1809-1810 APP (bez 1811-17, 1830-31, 1833, 1848, 1850) szukajwarchiwach.pl/53/3555/0 Par. ewangelicka M 1643-1790 AP Poznań (bez 1715-18) M 1791-1877 AAd Poznań M 1809-1813 AP Leszno M 1818-1854 AP Poznań M 1824-1862 AP Leszno (bez 1826, 1848) M 1866-1868 AP Poznań U 1643-1790 AP Poznań (bez 1717-18) U 1791-1875 AAd Poznań U 1795-1842 AP Leszno U 1818-1854 AP Poznań U 1865-1874 AP Poznań Z 1643-1790 AP Poznań (bez 1714-18) Z 1791-1882 AAd Poznań Z 1808-1813 AP Leszno Z 1818-1854 AP Poznań Z 1826-1895 AP Leszno
  • Nie zawsze od razu będą znane daty życia wspominanych osób, więc od początku warto próbować je choćby oszacować. Np. jeśli dana osoba jest wspominana z określonym wiekiem, odliczamy i dajemy rok urodzenia "ok.", przy czym im dokument bliższy temuż, tym liczba bardziej wiarygodna (= wiek w aktach zgonu najmniej pewny). Jeśli wspomniani są np. rodzice panny młodej, możemy dopisać rok ślubu "przed [data urodzin córki]", a ich daty urodzin minus 18 i 15 odpowiednio. Jeśli ktoś jest wspomniany jako żyjący albo zmarły, odpowiednio to zaznaczamy (zm. po/przed). Jeśli wdowiec żeni się drugi raz, to znaczy że 1. żona zmarła przed daną datą. Ogólnie - rzeczy logiczne, ale zwracam uwagę aby pamiętać o tym na bieżąco, i wpisywać "z automatu". W (stosowanym powszechnie) formacie .gedcom (i pochodnych, wt. Ahnenblatt) stosuje się formuły "ok.", "po", "przed" i "między".
  • Domyślnie ślub brano w parafii panny młodej, niezależnie od tego gdzie młodzi zamieszkali.
  • Jeśli gdziekolwiek (szczególnie w bazach online) "wyskoczy" wam pasująca na pierwszy rzut oka osoba, przed wpisaniem sprawdźcie czy to na pewno wasz krewny, a nie przypadkowa zbieżność nazwisk. A jeśli nie jesteście pewni, gdzieś to sobie zaznaczcie. Mnie np. kiedyś w My Heritage wypadła kombinacja małżeństwo + kilkoro dzieci, z takimi samymi nazwiskami (fakt, dość popularnymi) i imionami co w drzewie (gdzie w danym momencie nie znałem nic dalej) i z grubsza pasującymi datami. Po chwili jednak zauważyłem, że tamci byli gdzieś z Kresów, podczas gdy "moi" spod Płocka. A więc - pudło.
Uff, to chyba na tyle, jak o czymś zapomniałem to pewnie wyjdzie w pytaniach. Przejdźmy zatem do ostatniej sekcji - linki.
Geneteka - największa ogólnopolska baza zindeksowanych akt metrykalnych. Najbogatsza dla Mazowsza, łódzkiego i świętokrzyskiego.
Geneszukacz - wspomagająca wyszukiwarka do ww., obok także kilka pomniejszych przydatnych baz.
Metryki.genealodzy.pl - w uproszczeniu, zdjęcia/skany niezindeksowanych jeszcze akt do Geneteki. Dla niecierpliwych.
Szukaj w Archiwach - wyszukiwarka archiwów państwowych, sporo akt jest dostępna online (skany) i dochodzą nowe. Pomocna także w identyfikacji "gdzie co leży". Oczywiście wybieramy zakładkę "Akta metrykalne i stanu cywilnego".
Poznań Project - bardzo obszerna (ponad 80% pokrycia) baza małżeństw z szeroko rozumianej Wielkopolski w XIX wieku.
BASiA - wyszukiwarka wielkopolskich akt metrykalnych, oparta na dostępnych online zasobach gł. z archiwów państwowych.
LubGens - wyszukiwarka akt dla Lubelszczyzny.
Genealogia w Archiwach - Kujawsko-pomorskie.
Silius Radicum - górnośląskie stowarzyszenie genealogiczne, poza forum można też znaleźć trochę akt metrykalnych, zindeksowanych lub tylko skanów. Ogólnie genealogia online w tym regionie jest dość zacofana, ze względu na nieciekawe podejście lokalnego archiwum archidiecezjalnego. Ale jak widać, ludziska robią co mogą.
Straty.pl - wyszukiwarka osób represjonowanych 1939-1956 (tzn. nie tylko polegli/zamordowani, także np. robotnicy przymusowi).
Wielka genealogia Minakowskiego - kompilacyjna baza genealogiczna, skupiająca się na szeroko rozumianych elitach. Ja z niej korzystam raczej jako historyk, bo krewnego znalazłem tylko jednego. Ale innym może się przydać bardziej. Płatna, ale niedrogo (50 zł za rok).
Wyszukiwarka Family Search, czyli mormońskiego serwisu genealogicznego. Przydatna, bo jeszcze od lat 80. prowadzili oni m.in. w Polsce mikrofilmowanie akt metrykalnych, i są one dostępne w ich "Family History Center" (w Polsce w Wwie, Wrocławiu, Łodzi i Bydgoszczy), a całkiem sporo online - to te z taką ikonką (trzeba się zalogować, ale wystarczy konto darmowe), choć niestety ostatnio sporo z nich "spadło" (zdaje się jakiś spór prawny). Wyszukujemy miejscowość, klikamy => Church records.
Niemieckie bazy Family Search, urodzenia, zgony i małżeństwa - przydatne, jeśli mamy przodków tej narodowości, choć pokrycie dość nierówne.
Forum Genealodzy.pl - najważniejsze polskie, można się sporo dowiedzieć, jest też pomocna zakładka "Tłumaczenia", gdzie można prosić o pomoc w rozczytaniu/tłumaczeniu pojedynczych akt.
Translator - redditowa społeczność tłumaczy, pomocna jeśli macie coś po niemiecku lub rosyjsku.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego... - epokowe dzieło z końca XIX wieku, punkt wyjścia przy identyfikacji miejsc, pomaga wykryć do jakiej parafii należała dana miejscowość.
Skorowidz miejscowości RP z ok. 1933 roku - wspomagające wobec ww.
Mapster - serwis z archiwalnymi mapami, pomaga np. zidentyfikować miejscowości już nie istniejące. W wyszukiwarce polecam wpisać raczej istniejącą w pobliżu, a potem już "naocznie" przeszukiwać daną mapę.
Słownik zawodów oraz słownik chorób i przyczyn zgonu (łacińsko-polskie).
Kartoteka mieszkańców Poznania 1870-1931.
submitted by pothkan to Polska [link] [comments]


2018.09.06 19:06 Gazetawarszawska Cud Jarosława i zestrzelenie na Ukrainie

Cud Jarosława i zestrzelenie na Ukrainie

09 JANUARY 2018
"Rolą przypisaną Polakom będzie odsiecz Kijowska, która jednak nie ma się skończyć na Majdanie, ale na murach Kremla – tak to już można sobie wyobrazić: Polski żołnierz zawodowy rozpędzi się na Kijów, ale zatrzyma się dopiero na Kremlu, na jego murach. Mury te zdobędzie, profesjonalnie zastrzeli Putina, ale potem skromnie, znając swoje miejsce w szeregu, poprosi żyda o to, aby to on, spadkobierca Starego Testamentu, wbił głowę prezydenta Rosji na oszczep i pokazał światu twarz tej zabitej bestii. Tym Dawidem od pokazywania głowy Włodzimierza Putina na kiju będzie weteran izraelski. Będzie to osobnik godny i szybko zjawi się Kremlu, jego adres jest znany polskiemu MSZ w Warszawie, gdyż jest również i polskim weteranem, to jeden z tych żydów, którzy strzelali polskim bohaterom wojennym w tył głowy, a teraz Polska płaci mu rentę."
Cud Jarosława i zestrzelenie na Ukrainie
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/39-cud-jaroslawa-i-zestrzelenie-na-ukrainie
+++
Ostanie wydarzenia w świecie, skupiające uwagę na granicy Ukraińsko-Rosyjskiej, tylko pozornie mają cokolwiek wspólnego z Ukrainą, jako tradycyjnie suwerennym państwem, gdzie świat przejawia swą niekłamaną troskę o jej suwerenność.
To choćby z tego powodu, że Ukraina jest tworem śmiesznie sztucznym i takie państwo czy naród w rzeczywistości nie istnieją. Toteż żadna siła polityczna w świecie nie traktuje Ukrainy poważnie jako suwerennego partnera, poza naturalnie Polakami, którzy jako autentyczny paw narodów tylko patrzą, aby i tam znaleźć sobie kolejnego oprawcę, który by na Polskę napadał, grabił, gwałcił i podpalał, a dzięki czemu polska martyrologia znowu będzie na wokandzie – co jest Polakom notorycznie niezbędne.
Z zachowania społecznego w Polsce – obłąkania medialnego widocznego na każdym kroku, ale też i patologii umysłowej u zwykłego zjadacza chleba – wynika prosta konkluzja mówiąca, że tak jakby Polakom mało było wewnętrznego terroru żydowskiego, który do spółki z bandziorami pruskimi i anglosaskim spuszcza z Polski ostatnie krople krwi. Ale trzeba im przysporzyć coraz to nowych obszarów autozagłady i taką przestrzenią jest akurat – tak się to składa – Ukraina. Tam też – patrząc już zupełnie obiektywnie – pojawia się potrzeba dostawcy mięsa armatniego w agresywnej wojnie żydów przeciw Rosji i rola ta przypada głównie Polsce, bo tylko Polacy są pod ręką, no i lubią umierać za obcych, a co też jest prawdą obiektywną.
Gwałtowność i nachalność mediów w Polsce, omawiających wydarzania na wschodzie, mają uczynić „kwestię ukraińską” polskim „być albo nie być”. Losy Ukrainy mają stać się intelektualną obsesją Polaka, który ponownie ma się sprawdzić jako niestrudzony internacjonał chuligańskich wojen.
Rolą przypisaną Polakom będzie odsiecz Kijowska, która jednak nie ma się skończyć na Majdanie, ale na murach Kremla – tak to już można sobie wyobrazić: Polski żołnierz zawodowy rozpędzi się na Kijów, ale zatrzyma się dopiero na Kremlu, na jego murach. Mury te zdobędzie, profesjonalnie zastrzeli Putina, ale potem skromnie, znając swoje miejsce w szeregu, poprosi żyda o to, aby to on, spadkobierca Starego Testamentu, wbił głowę prezydenta Rosji na oszczep i pokazał światu twarz tej zabitej bestii. Tym Dawidem od pokazywania głowy Włodzimierza Putina na kiju będzie weteran izraelski. Będzie to osobnik godny i szybko zjawi się Kremlu, jego adres jest znany polskiemu MSZ w Warszawie, gdyż jest również i polskim weteranem, to jeden z tych żydów, którzy strzelali polskim bohaterom wojennym w tył głowy, a teraz Polska płaci mu rentę.
To ten słabo ukryty motyw – ścięta głowa Putina, obnoszona zwycięsko na murach Kremla- leży u podłoża histerii massmediów w Polsce, które szykują Polaków do pomszczenia na Rosji i Rosjanach odwiecznych krzywd żydo-ukrainy.
Po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu, wystawionego na strącenie przez kontrolerów lotniczych w Kijowie, ta typowa PRL-owska rusofobia zamieniła się w autentyczny amok potrzeby odwetu, którym zionie każdy polski prelegent telewizyjny, intelektualista, czy autorytet moralny. O „polskich” politykach nawet nie ma co wspominać, bo ci od dnia Okrągłego Stołu mówią jedynie to, co im się każe, a myślenie od razu kojarzy im się z antysemityzmem, więc od niego stronią, aby nie popaść w grzech nienawiści.
To właśnie ta histeria, po prowokacji zestrzelenia Boeinga, dokonała cudu zjednoczenia „prawicy” tzn. PIS-u, Ziobry i Gowina. Dostali oni telefony z instrukcjami, że mają się zjednoczyć – bo wymaga tego powaga chwili. Chodzi tu to, że ten obecny rząd PO trzeba wymienić i to nie dlatego, że on jest zły, bo źle rządzi, gdyż w Polsce „złe rządzenie, to dobre rządzenie”. Problemem z Tuskiem polega na tym, że PO już się nie sprawdza, gdyż nie porywa tłumów i na bazie opatrzonych telewidzom miernot tego rządu nie można budować medialnego entuzjazmu „naprawy państwa”, a który to entuzjazm ma rzucić Polaków do „naprawy państwa” pod kierunkiem sprawdzonego bojowca Jarosława Kaczyńskiego. I tu, co pewne – bo zaplanowane, też stanie się cud i to niejeden, bo po wybuchu entuzjazmu „naprawy państwa” szybko się okaże , że naprawa musi poczekać. Ponieważ najpierw trzeba dokonać wspomnianej odsieczy Kijowskiej – bo „naprawa państwa” ma odbyć się przez naprawę Ukrainy, a do czego polski najazd na mury Kremla jest niezbędny.
Tak więc wkrótce telewizja objawi to, że stodoła płonie i to Tusk tę stodołę podpalił, a Kaczyński będzie ją gasił i to będzie ten entuzjazm, który skupi masy przy nowym wodzu. Potem zaś – jak powiedziano – okaże się, że Ukrainie trzeba pomóc i stodoła może poczekać. W końcu po udanej misji Kijowskiej Ukraińcy masowo wjadą do Polski i to szeroką ławą, i pomogą gasić tę stodołę, i to tak gorliwie jak tylko to oni potrafią, a co niedobitki Wołynia dobrze wiedzą.
Więc – co widać w telewizji – potrzeba chwili wymaga, aby na miejsce starych obiboków wpuścić do obiegu nowych starych niedołęgów, których profesjonalna telewizja zgrabnie przerobi na mężów opatrzności. A przy okazji robiona im międzynarodowa klaka pochwali polską lojalność wobec sojuszników, bitność żołnierza i jego bezinteresowność, ofiarność w cudzym merkantylnym interesie. Ta atmosfera „zachodniego” uznania, akceptacji i pochwał sprawi, że Polacy, jak jakieś wyżły, tym bardziej jeszcze zaczną się ślinić na widok rosyjskiego zbója, który pogwałca powszechnie uznane normy wolności i demokracji i jako taki musi być ujarzmiony polską ręką, i polski marsz na mury Kremla będzie gotowy.
Niestety – będzie tak, jak kiedyś: „Za naszą i waszą wolność”, a nawet i gorzej, bo przecież nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy. Najpierw będzie wielka nadzieja, a skończy się ja zwykle – klęską, ale teraz nie będzie już do czego wracać. Wtedy, drzewiej, Polacy mieli jakieś stałe zasoby materialno – ludzkie i po niepotrzebnej utracie krwi mogli się jakoś odbudować, aby dalej przetrwać. Nikt ich nie eksterminował tak jak dzisiaj, bo istniało papiestwo, które Polaków broniło (nawet przed ich własną głupotą), a państwa rozbiorowe kierowały się etyką chrześcijańską. Nawet żydzi nie mordowali Polaków powszechnie, a co może z wyjątkiem powstań, gdzie zawsze – w newralgicznym momencie – wbijali Polakom nóż w plecy.
Teraz tak dobrze już nie jest, pod ciosami soboru upadło papiestwo, na naszych oczach rozwalane jest ono do reszty przez bezwstydnego półinteligenta Bergoglio, zakazana został etyka chrześcijańska w państwach ościennych, a w Polsce rządzi żydowskie rozpasanie. Głębokie rany po II Wojnie Światowej, PRL-owski ucisk i ekonomiczna nieefektywność, powojenna aborcja rzędu 20-30 milionów Polaków, późniejsze wyniszczenie gospodarki państwowej, wyprzedaż wszelkich zasobów narodowych w ręce obcego kapitału, z obecnie bezprzykładnym drenażowym system opodatkowania, który jest wielokrotnie skuteczniejszym narzędziem wywłaszczeniowym niż wywózki na Syberię lub hitlerowskie roboty przymusowe. To w parze z całkowicie niekontrolowanym przez społeczeństwo system emisji Złotego i jego „wolnej” wymiany sprawia, że Polacy 70 lat po katastrofie II WS nie mają jakiekolwiek bazy duchowej, materialno- ekonomicznej jako zaplecza odbudowy, a utracili wszystko to, co takim trudem zbudowano po wojnie. A w Europie nie ma już ani jednego państwa europejskiego i znikąd nie padnie nawet jedno słowo w naszej obronie, bo w końcu każdy naród jest kowalem swego losu, a nie cudzego – jakby to ciągle chcieli Polacy. Szykowana zatem akcja „naprawy państwa” objawi się pod sztandarem „Za naszą i waszą wolność” , a która z kolei będzie wyprawą kijowską, czyli faktycznie Polską szarżą na mury Kremla, a to stanie się naszym gwoździem do trumny.
+++
Sama sprawa gwałtownego zaostrzenia kryzysu w Doniecku nie ma nic wspólnego z zamachem na samolot z Holandii do Malezji. Stany Zjednoczone oburzające się na podłość tego zamachu szybko formują szyki zbrojne przeciw sprawcy: Rosji. A przecież – na własnym podwórku – do tej pory nie znaleziono sprawców zamachu na WTC 9/11, a wszyscy wiedzą, że poganiacze wielbłądów z Afganistanu nie mogą sterować wielkim samolotami, a nawet gdyby, to żaden z nich nie mógłby trafić w wieże WTC, a nawet i dotrzeć, czy choćby nakierować samolot na Nowy York, co jest oczywiste. Sprawa WTC jest nierozwiązana i to jako już kolejna. Np. USA doświadczyły żydowskiego ataku lotniczego na USS Liberty: w 1967 myśliwce Izraela zaatakowały ten amerykański okręt wojenny i zabiły (podstępnie zamordowały, bo to był okręt sojuszniczy) 34 członków załogi, zraniły dwustu, a cel był jasny: zamordować wszystkich przez zatopienie okrętu! Mimo upływu lat USA nie podniosły tej sprawy w jakikolwiek sposób. Skąd zatem zainteresowanie Amerykanów cudzymi kłopotami, Ukrainą?
Jeżeli zaś chodzi o porównanie kont terroru lotniczego, to historia wojskowych zamachów na samoloty cywilne jest dość czytelna. Na płaszczyźnie międzynarodowej to USA są terrorystą powietrznym, a nie Moskwa. O ile ZSRR zawsze strącał swoje własne cywilne statki powietrzne, które chciały uciec z jego terytorium, to na tym się kończyło i wydarzenie nigdy nie wychodziło poza granice państwa. Sprawa zaś na nowo podjętego (przez znanych oszustów smoleńskich) zamachu na koreański linie lotnicze w 1983 roku Korean Air Lines Flight 007 jest arcyprosta: nie ma dowodu na to, że samolot ten wleciał na terytorium ZSRR. To że ZSRR przyznał się do zestrzelenia nie jest dowodem. http://gazetawarszawska.net/94-demo-contents/nwo/551-frequently-asked-questions-concerning-the-downing-of-kal-flight-007-and-attendant-matters
Na pokładzie znajdował się kongresman Larry McDonald , który był ostatnim antysemitą w amerykańskim establishmencie, a jak wiadomo antysemitów wolno zwalczać, pod czym podpisał się niechlubnie posoborowy papież Jan Pawel II. Zamach na ten samolot nie miał nic wspólnego z ZSRR, a był planowany przez ośrodki będące pod kontrolą CIA i to tak dalece, że były prezydent Richard Nixon, który już znalazł się na pokładzie tego samolotu (siedział koło McDonalda) został z niego wyciągnięty siłą. USA – jako ofiara tego zestrzelenia – nie wystąpiły również o jakiekolwiek odszkodowanie od ZSRR, co przecież Amerykanie mają w nawyku. Nie było to jedyne morderstwo polityczne w USA w ostatnich czasach, żydzi zastrzelili prezydenta Kennedy’ego, a nikt w USA nie robił żydom wymówek i nie groził inwazją ani Izraela, ani Banku Rezerw Federalnych, który przecież jest pod nosem Białego domu. Do amerykańsko-żydowskiego terroru wobec statków powietrznych pasażerskich należy zaliczyć też atak na Egipt Air Flight 990, gdzie samolot ten w drodze z USA do Egiptu został najprawdopodobniej porwany przez komandosów ukrytych na pokładzie i rozbity o wody Atlantyku. Pasażerami byli między innymi wysocy oficerowie sztabowi armii Egiptu, którzy specjalizowali się w kontrolowaniu zbrojeń nuklearnych Izraela. Podejrzanie pada bezpośrednio na Mossad, a Egipt nigdy nie uznał wyników prac amerykańskiej komisji wypadkowej, która prowadziła śledztwo. Podobnie zestrzelenie „omyłkowe” przez armie Ukrainy rosyjskiego Tupolewa miało charakter wyraźnie przestępczy , a nie przypadkowy, sprawę wyciszono, a żydzi z Izraela (zginęli na pokładzie) nigdy nie zażądali od Ukrainy odszkodowania – co też rzuca się w oczy. Podobnie było z ukraińskim flight AHW 2137, który wiózł do Iranu 40 inżynierów lotniczych Antonowa. Mieli oni pomagać Irańczykom w produkcji lotniczej, ale samolot nie doleciał, bo samolot się rozbił i przyczyn tego rozbicia nigdy nie podano w wiarygodny sposób.
Obecny zaś zamach na Boeinga odwrócił całkowicie uwagę świata od żydowskich mordów na Palestyńczykach, gdzie na moment pisania tego tekstu liczba ofiar sięga ponad 400 zamordowanych ludzi, kilka tysięcy rannych i 35000 wypędzonych, uciekających przed bombami. Uzbrojeni po zęby żydzi mordują wszystko to, co się tylko rusza, co stoi im na drodze. Pretekstem do tego było porwanie trzech żydowskich studentów i ich rzekome zamordowanie przez Hamas. Plotki w Izraelu zaś mówią wyraźnie, że „porwanie” był zaplanowane przez Mossad i dla wielu było to wiadome na prawie tydzień przed uprowadzaniem i zamordowaniem. Według tychże plotek historia z porwaniem trzech żydów na terytorium kontrolowanym przez wojsko Izraelskie jest komentowana jako wręcz śmieszna – bo całkowicie nieprawdopodobna, a to ze względu na to, że tam każdy metr kwadratowy ziemi jest pod kontrolą armii i w tamtym miejscu żaden Hamas nikogo porwać nie może. Później zaś, już zupełnie w realu, złapano zwykłego chłopaka palestyńskiego i spalono go żywcem, informując szeroko ludność palestyńską o tym fakcie. Tak to świadomie zaplanowano wywołanie rozruchów, na które armia izraelska była już przygotowana i rozpoczęła się rzeź ludności. Co było do przewidzenia, w Europie akcja ta doznała zbytniego i negatywnego rozgłosu. Odwrócenie uwagi od Izraela poprzez zamach na malezyjski samolot nad Ukrainą jest ewidentnym motywem zestrzelenia tego samolotu, przy czym – nie jest wykluczone – mogły być tu równolegle brane cele dalekosiężne, jak właśnie planowany najazd Polaków na Kreml.
To zestrzelenie musiało być zaplanowane znacznie wcześniej i kto wie, czy nie sięgające okresu, kiedy zaginął inny malezyjski samolot z pasażerami. Przy czym zaginięcie tamtego malezyjskiego samolotu raczej nic nie miało wspólnego z potrzebą porwania jego pasażerów, ale samolot ten mógł być użyty jako ładunek nuklearny do ataku terrorystycznego na Pekin, gdzie uderzono by w Chiny, a postraszono Moskwę. Tak Moskwa, jak i Pekin mogły się w tym zorientować i samolot ten zniknął z tego właśnie powodu, a możliwe, że poleciał z powrotem do Izraela (odwiózł bombę jądrową). To bomba nuklearna na pokładzie tamtego samolotu prosto wyjaśnia solidarne zacieranie śladów jego lotu przez wiele państw, kiedy w innym przypadku ktoś – tylko przez zwykłą nieuwagę – pozostawiłby jakiś ślad. Potem nawet pojawiły się jakieś odgłosy w sieci, że identyczny samolot malezyjski (do zaginionego) na miesiące przed zniknięciem był widziany w hangarach w Tel Aviv, a jego właścicielem miał być rzekomo Soros.
Najbardziej prawdopodobnie zamachu na samolot nad Ukrainą dokonali żydzi, bo to im było bezpośrednio opłacalne i nie tylko jako odwrócenie uwagi od Palestyny, bo w końcu cała wiosna na Majdanie to akcja armii Izraela i międzynarodowych żydów. A poza tym tylko Izrael ma hermetyczny personel wojskowy, który bez obiekcji morduje innych. Ma to umocowanie religijno-etyczne. Religia żydowska, jak wiadomo, naucza, że śmierć goja jest radością dla Yaweha, armia Izraela zaś ponadto daje wolną rękę dowódcom wojskowym w sprawie decyzji o zabijaniu obcych. Kapral żydowski czy inny stopniem w każdym momencie może zabić człowieka, bo ocenił, że jest on zagrożeniem dla bezpieczeństwa Izraela. Ocena stopnia zagrożenia czy innych warunków nie jest nigdy weryfikowana przez kogokolwiek w armii izraelskiej, bo ten, który właśnie zabił wroga, wiedział najlepiej to, że wróg był zagrożeniem i nikt w armii tego nie może podważyć.
Samolot malezyjski przypuszczalnie nie był zestrzelonym rakietą naziemną, ale typu powietrze- powietrze. Już na samym początku pojawiły się pogłoski, że za samolotem tym podążał myśliwiec, który odpalił w jego kierunku rakietę powietrze-powietrze. Myśliwiec ten, po trafieniu przez niego samolotu pasażerskiego, miałby być zaraz potem zestrzelony przez inne myśliwce , które za nim podążały. Pierwsze zdjęcia video pokazywały nawet dwa wielkie ogniska dymu, gdzie jeden był z rozbitego B 777. A ten drugi słup dymu był bardzo wyraźnie innego pochodzenia, jest dość prawdopodobne, że był to pożar resztek zestrzelonego myśliwca. Za hipotezą rakiety powietrze – powietrze, a nie ziemia – powietrze przemawia też i fakt, że jest to również samolot malezyjski (co wspomniano powyżej), którego to kraju na początku roku zaginął bez śladu inny samolot. Jak widzimy władze tego państwa niezbyt gorliwie dochodzą prawdy – albo tak udają – i właśnie ich samolot został wybrany nieprzypadkowo, ale świadomie, bo i tym razem nie będzie kłopotliwych pytań, gdyż akcja ta może być również zemstą na Malezji z unieszkodliwieniu zamachu na Pekin. To wszystko wyklucza raczej rakietę naziemną, której obsługa byłaby zdolna do tak dokładnego wyboru celu, bo tam latały też i inne samoloty i łatwo było o pomyłkę. Oczywiście mogło być i tak, że odpalono rakietę z ziemi, aby zrzucić winę na separatystów , ale prawidłowo mógł trafić tylko myśliwiec, bo tylko on wiedział w kogo celować. Sama kwestia rachunku prawdopodobieństwa – dwóch drastycznych „wypadków lotniczych” – tego samego państwa w tym samym okresie wyklucza statystyczną przypadkowość zestrzelenia, a to mocno sugeruje rakietę powietrze – powietrze, gdzie pilot wzrokowo zidentyfikował obiekt.
+++
Na Ukrainie, na obecnym posowieckim terytorium mieszkają różne nacje i kultury, które nie mają ze sobą jakiegokolwiek wspólnego etosu, nawet mimo to, że mieszkają w tym samym mieście lub wsi. Wspólnych płaszczyzn nie ma, ale wzajemnych sprzeczności czy konfliktów interesów jest wiele. I to właśnie dlatego region ten jest przedmiotem troski ośrodków żydowsko – anglosaskich w świecie, gdzie łatwo wprowadzić zasadę dziel i rządź. I jak wspomniano na wstępie, w polskiej histerii ukraińskiej nie chodzi tu o Ukrainę, ale o Rosję, której państwo i kulturowa integralność stoi na przeszkodzie dwom czynnikom: NWO i Izraelowi.
Te dwa czynniki są wszechobecne w Polsce i ta histeria medialna nie jest przypadkowa, a odzwierciedla plany tych ośrodków odnoście posłużenia się Polakami przeciw Rosji. Widać wyraźnie przegrupowanie sił NWO z Bliskiego Wschodu na wschód Europy.
Sam Putin chyba nie zorientował się na czas, że rosyjski sukces w Syrii był niczym innym, jak przerzuceniem tamtego frontu z przedpola Izraela na przedpole Moskwy. Syria dziwnie nagle wygrała z islamistami, którzy nagle zaczęli przegrywać, co zaskakujące, biorąc pod uwagę, że była to wojna na wyczerpanie. Oczywiste jest, że islamiści nie mieli jakichkolwiek ograniczeń, czego nie można powiedzieć o Syryjczykach, którzy nagle odetchnęli odpierając wroga. Zachodzi bardzo uzasadnione podejrzenie, że wszystkie środki, tak sprzętu, jak i ludzkie, zostały przerzucone do Ukrainy, Rumuni i Bułgarii. Od kilku lat było wiadome to, że w krajach okolic Ukrainy pobudowano wielkie bazy, mogące służyć jako ośrodki treningowe i możliwe , że islamiści z Syrii tam teraz właśnie siedzą, czekając na uderzenie na Rosję.
+++
Ukraina jako wspomniana bezpaństwowa mieszanka kultur, o której jednoznacznie negatywnie wypowiedział się Dmowski, nie jest dla Polski partnerem do czegokolwiek. I „polski” entuzjazm w kwestii ukraińskiej powinien być potraktowany tak, jak się traktuje histerie, a nie inaczej. Polska może układać się jedynie z tym, który jest silny i jednoznaczny, a nie z tym, który daje jedynie tło dla rozgrywek obcych, a takim jest Ukraina.
W tym regionie, naszym partnerem do rozmów czy układów jest Putin i Rosja. Silna imperialna Rosja nie jest dla Polski zagrożeniem, ale stabilizatorem całego regionu. Jeżeli ktoś myśli inaczej, to niech porówna obecny stan Polski z koszmarnym niemal PRL-em. Tamta Polska była bardzo zła, ale miała swe miejsce w świecie, a jej zewnętrzne granice były gwarantowane przez ZSRR, pensje były małe, a na mieszkania czekało się pół życia, ale nikt nie spał w śmietniku. Dzisiaj jednak, „Polska” to brak granic, niedożywienie dzieci szkolnych, brak jakiejkolwiek ochrony jednostki ludzkiej przed bezprawiem urzędników państwowych czy zagranicznych koncernów, które zaczynają dyktować Polsce swe prywatne warunki nie tylko ekonomiczne, ale i prawne. To kraj, gdzie wyrzuca się 84-letnią kobietę z mieszkania, zabiera się rodzicom dzieci, gdzie Niemcy podnoszą głowy i wypędzają Polaków z ich gospodarstw, gdzie ograniczono dostęp do opieki zdrowotnej, wódka jest dostępna tak woda w karanie, skomercjalizowano dostęp do nauki i sam poziom wykształcenia zaniżono do niewyobrażalnych granic. Gdzie zadłużanie prywatne i państwowe wymknęło się z pod kontroli, etc., etc… Co tu porównywać z dawnym PRL-em? Toż porównanie z okupacją hitlerowską wypada trafniej. A nawet tam, przy wysiedleniach i zsyłkach, żaden hitlerowiec nie wypędziliby 84-letniej staruszki z jej mieszkania tyko dlatego, że słabo zapoznała się z warunkami „umowy”.
Kwestia ukraińska jest zatem wielką pułapką dla Polski, bo tu chodzi właśnie o Rosję, a nie o Ukrainę i jakiekolwiek włączenie się Polski w żydowską politykę antyrosyjską jest dla nas szkodliwe, bo w skutkach zakończy się końcem Polski bez jakiejkolwiek perspektyw jej odbudowy w przyszłości.
Już w latach 50-tych emigracja polska na Zachodzie, która miała jeszcze swą żywą i aktywną inteligencję, lub w ogóle resztki polskiej inteligencji tylko tam się zachowały, bo żydzi nie mogli jej wymordować, jak to miało miejsce w PRL, nawoływała do ugody z ZSRR lub przewidywała obecny nacisk NWO na Rosje, co zmusiłoby Moskwę do zmiany kierunku polityki sowieckiej na bardziej przyjazną Polsce. Rozumowano, że ZSRR pojmie to, że Polska jest dla Moskwy niezbywalnym buforem polityczno – wojskowym w regionie. Miałoby to sprawić, że władcy na Kremlu szukaliby porozumienia z Polakami.
Nikt wtedy nie spodziewał się tego, że ZSRR się rozpadnie do tego stopnia, jak to widać teraz, ale też nikt nie przewidywał tego, że i Polska będzie w tak strasznym stanie, jak to ma obecnie miejsce. Wiele się zmieniło, wystąpiło wiele innych zmian na gorsze, tak w Rosji, jak i w Polsce.
Jedno jednak nie uległo zmianie – wspólnota interesów Rosji i Polski. Oba kraje czy narody jadą na jednym wózku, są tak samo zagrożone w swej biologicznej egzystencji i mają wspólne interesy oraz wspólnych wrogów. Nawet gospodarki są sobie potrzebne, bo mogą się łatwo uzupełniać. Ogień na Ukrainie czy inne nowe zagrożenia lub prowokacje są i będą ukierunkowane na napuszczenie Polaków na Rosję. Ukraina ma być dla Polski ostatecznym rozwiązaniem, gdzie Polska przepadnie na zawsze.
Bezmiar telewizyjnej histerii w polskich massmediach, ściąganie z urlopów różnych od dawna już odstawionych polityków, porozumienie ponad podziałami, to sceny z obecnej Polski. Kto wie, czy do tej atmosfery powszechnej mobilizacji nie należą również kiedy indziej zwykle nieszczęśliwe wypadki. Ten dość dziwny wypadek lotniczy ze spadochroniarzami i obecna katastrofa autobusu w Niemczech – czy nie są one częścią programu podnoszenia napięcia społecznego, a to celem łatwiejszej manipulacji społeczeństwem? Możliwe, że na tym nie koniec i będzie podłożona jakaś bomba lub nastąpią podobne wydarzenia. W trakcie pisania tego art. nastąpiła dość dziwna katastrofa w autobusu w Niemczech, gdzie kierowca w dość niewyjaśniony sposób – na minuty przed katastrofą – zatrzymał autobus, wysadził pasażerów i gdzieś pojechał pustym autobusem. Nie było go 15-30 minut, a krótko po ponownym załadowaniu paserów wjechał na autostradę , gdzie nastąpiła katastrofa. W niedzielę wieczorem kolejny dziwny wypadek: samochód z wariatem, który w Sopocie taranował przechodniów, a nawet jeździł po sopockim molo. Wypadki się zdarzą, wariaci też, rachunku prawdopodobieństwa okłamać jednak nie można i tu nasuwają się pytania co do tego, czy nie są to wypadki sztucznie zrobione? To wszystko podnosi napięcie społeczne, dzięki czemu można łatwiej sterować masami, które, jak wiadomo, nie kierują się rozumem, a owczym pędem.
Atmosfera jednoczenia się „prawicy” celem gaszenia pożaru stodoły, którą podpalił Tusk, odsiecz kijowska, rakiety Putina skierowane na Warszawę, lada chwila powódź lub niewyjaśniony pożar, kolejny wypadek lotniczy lub kolejowy, wariat z siekierą, który wymorduje dzieci na obozie harcerskim, to wszystko jeszcze przed Polską, a coś z tego lub podobnego niewątpliwie nastąpi. Przyczyną tego nie jest ani pogoda, ani drapieżność wrogów Polski czy ich już szeroko rozpoznany wampiryzm starszych braci Karola Wojtyły. Przyczyną tego wszystkiego jest absolutna pasywność społeczna i brak w Polsce choćby najmniejszej 10 -20 osobowej organizacji, która byłaby i polska, i suwerenna. W Polsce nie ma ani jednej organizacji społecznej, partii, samorządu, czy drużyny harcerskiej, która wypowiedziałaby się w 5 zadaniach w obronie Narodu. Przyczyn tego jest wiele, wojna i Powstanie, Solidarność wpuszczona na boczny tor, zbrodniczość pontyfikatu Jana Pawła II i jego skutki trwale do dziś, członkostwo w EU, gospodarka wolnorynkowa, etc. etc. Na temat tego, co trzeba robić, trudno jest coś uradzić, brak polskiego ruchu jest faktem bezspornym, ale nie można siedzieć z założonym rękami, bo Polacy to jedyny naród w Europie, który jeżeli już ma jakąś reprezentację, to jest ona tylko żydowska.
Jeżeli jednak Polacy w dalszym ciągu nie są zdolni do uformowania nawet najmniejszego ruchu społecznego w Polsce, który byłby zdolny do jakiej suwerennej egzystencji politycznej, to trzeba choćby stwarzać atmosferę preferowania myśli polskiej na niskim szczeblu tj. w pracy, kawiarni czy w rodzinie. Bo od czegoś trzeba zacząć.
Polska ma otwarty front zachodni, który zwerbował kilka milionów Polaków, pracujących przy zlewozmywakach w Niemczech, Anglii czy Skandynawii. Budują oni dobrobyt tamtych państw, a nie siłę Polski. Obecna atmosfera w Polsce niesie w sobie podejrzenie mówiące to, że zaplanowano otworzyć drugi front – front wschodni. Gdzie żydzi wyślą na ten front następne miliony Polaków, którzy jako najemnicy będą umierać w cudzej sprawie, w walce przeciw narodowi, z którym można by żyć w spokoju i dobrobycie. Przy otwarciu frontu wschodniego Polska dalej osłabnie, opustoszeje i będzie w niej zrobione miejsce dla żydów z Izraela i Niemców. Zajmą oni to, co Polacy opuszczą, a przecież siła tych żywiołów jest już teraz w Polsce ogromna i musi być bezwzględnie unicestwiona, o ile my mamy przeżyć.
Odsiecz kijowska będzie końcem Polski i z tego upadku Polska już się nie podniesie. Nie można na to pozwolić. Aby temu zapobiec, trzeba sięgnąć do kontaktów osobistych z Rosjanami, ale nie liberałami czy demokratami, ale Wielkorusami. Bo tylko tam można spotkać oryginalnych i suwerennych Rosjan, a paradoksalnie tylko tacy mogą nam pomóc się odnaleźć jako naród.
Od czegoś trzeba zacząć.
Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam (Mt 7,7); Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie (Mt 21,22); Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie (Mt 26,41).
(-)Krzysztof Cierpisz
22-VII-2014
+++
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.03.21 10:27 ben13022 "Panie Mikołaju, obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie". Mikołaj Grynberg o życiu w dwóch światach: polskim i żydowskim

*Mikołaj Grynberg – ur. w 1966 r., fotograf, pisarz, reporter, z wykształcenia psycholog. Wydał m.in. albumy „Dużo kobiet”, „Auschwitz – co ja tu robię?”, książki eseistyczne „Ocaleni z XX wieku” i „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, zbiór opowiadań „Rejwach” oraz ostatnio „Księgę wyjścia” .
Michał Nogaś: Marzec 1968 roku. Miałeś dwa lata. Niczego nie pamiętasz.
Mikołaj Grynberg: Bez szans. Mam w głowie tylko poszatkowane opowieści o tym, co było później. Pojechaliśmy z rodzicami na wakacje w góry i tam oni – oraz ich przyjaciele – widząc samoloty Układu Warszawskiego lecące do Czechosłowacji, już całkowicie się zapadli. O Marcu dowiadywałem się przez odwrotność.
Co to znaczy?
– Słyszałem: „Nie ma Stefana. Stefan był cudowny. Kiedyś pojechaliśmy na narty i na parkingu w jednym z samochodów siedziało zamknięte dziecko. Czekało na rodziców i płakało. Stefan nie poszedł z nami na narty, został z tym dzieckiem”... Był przyjacielem rodziców, mężem jednej z bohaterek mojej nowej książki. Poznałem w dzieciństwie całą listę ludzi, których zabrakło. Ale to była lista zupełnie inna od tej holocaustowej, przy wymienianiu której mój dziadek miał łzy w oczach: Róża, Józio... Nad tą marcową listą nie wisiała śmierć, to był spis rozstań. Z przyjaciółmi, z ukochanymi. I nagle, gdy zacząłem jeździć po świecie, okazało się, że nie są to jedynie jakieś legendy. Ci ludzie istnieją, miejsca, o których słyszałem, istnieją. Te przedziwne adresy w książce telefonicznej są prawdziwe. Petah Tikwa – wiesz, jak to brzmi dla dziesięciolatka? Jak jakieś śmieszne nazwisko. Aż w końcu pojechałem i oni tam byli. Przekroczyłem drzwi, a oni od pierwszej chwili okazali mi miłość.
Bo jesteś synem przyjaciół.
– Tak. I po pięciu minutach czułem się u nich najbezpieczniej na świecie. Nie szczypali za policzki, stali się bezwarunkowymi przyjaciółmi. Tyle lat na nas czekali... Odkryłem to później, że dzięki nim mój – nie tylko mój zresztą – świat się rozszerzył. Jechałem do Ameryki, a tam byli przyjaciele rodziców. Leciało się taki kawał po to, by tam też być w domu.Udało ci się ustalić, przez odwrotność, ile cioć i wujków straciłeś 50 lat temu?
– U nas w domu nie mówiło się o ciociach i wujkach. Byliśmy z nimi wszystkimi po imieniu. Moi rodzice stracili w Marcu kilkanaście najbliższych, najbardziej istotnych dla nich osób.
To w zasadzie jak zniknięcie świata, który się zna i który daje poczucie bezpieczeństwa...
– Rodzice żyli w dwóch światach: polskim i żydowskim. W Marcu stracili ten żydowski. To nie było pokolenie żydowskie, nie byli wierzący, nie przestrzegali tradycji, żadnych świąt. Nie mieli o tym zbyt dużego pojęcia. Do czerwca 1967 roku, gdy wybuchła wojna sześciodniowa, w ogóle w tym świecie nie istniał temat żydowski, nie rozmawiali o tym. Przyjaźnili się, kochali, pili alkohol, jeździli na wakacje, pracowali. Nie opowiadali o tym, kto i w jaki sposób przeżył wojnę. Zaczynali być dorośli, pojawiały się dzieci. Żyli jak reszta. I nagle to wszystko wróciło.
Kiedy po raz pierwszy zapytałeś rodziców, czym był marzec 1968 roku?
– Nigdy nie zapytałem, czym był. Raczej próbowałem zrozumieć, dlaczego zostaliśmy. I żeby było jasne – ja zawsze byłem zadowolony z decyzji, którą rodzice podjęli. Tym bardziej że mieli plany wyjazdu i długo zastanawiali się dokąd – do Australii czy do Kanady? Wszystko wskazywało na to, że wyemigrujemy do Kanady. Może bym dzisiaj był hokeistą. Te rozmowy z rodzicami były... Wiesz, to jak z dobrym wywiadem musisz zadać otwarte pytanie. Ja wtedy tego nie wiedziałem i gdy pytałem: „Dlaczego nie wyjechaliśmy?”, dowiadywałem się o całym Marcu i o wojnie: „Nie wyjechaliśmy, ponieważ nasi rodzice nie chcieli wyjechać”. A mój ojciec spędził z nimi wojnę, przeszli przez getto, piwnice po aryjskiej stronie Warszawy. Tata zdał sobie sprawę, że nie może ich zostawić. Oni nigdy by go nie zostawili, więc nie było mowy, by się rozstali. Dopiero dzisiaj, gdy dotykają mnie rzeczy rozgrywające się obecnie w Polsce, rozumiem, jakim wysiłkiem musiało być dla nich życie w Polsce po 1968 roku. Jeśli masz za sobą takie doświadczenie, już nigdy nie możesz się czuć bezpiecznie. Już można o tobie mówić złe rzeczy, można podważać twoją historię, historię twoich rodziców. Wszystko się wali, zapada. I skąd brać siłę, by pewnie stać na nogach i się na nich opierać? I jeszcze się czasami w życiu uśmiechnąć? Wtedy, w Marcu, rodzice byli po studiach, tata miał już doktorat. Nigdy o tym nie mówił, ale był bardzo zdolnym fizykiem. Był na dobrym wydziale, otaczali go przyzwoici ludzie. Profesura stanęła za studentami i młodymi pracownikami naukowymi. Gdy trwała nagonka, ojciec siedział w instytucie i prowadził badania. Nigdy nie był wielkim działaczem społecznym, nauka była całym jego życiem. Ale naturalnie widział, co się działo wokół, i przez cały ten czas rozważał, czy wyjechać. Wiedział, że decydując się na pozostanie w Polsce, stawia mnie – bo wówczas brata nie było jeszcze na świecie – w trudnej sytuacji. Że będę narażony na coś, co w innych krajach się nie wydarza, ponieważ państwo dba, by takie rzeczy nie miały miejsca. Mama bardzo nie chciała wyjeżdżać z Polski. Jedynym kierunkiem, który w ogóle mogła brać pod uwagę, była Francja, w której się urodziła. Mówiła po francusku, miała tam wielu znajomych, głównie przedwojennych przyjaciół jej rodziców. Tata uważał, że może dopiero moje dzieci zostaną Francuzami, a my do końca życia będziemy tam emigrantami. W 1970 roku urodził się brat. Ludzie wciąż jeszcze wyjeżdżali, choć to była już gasnąca fala. Rodzice podjęli ostateczną decyzję – rodzina będzie żyła w Polsce.
I jesteś im za to wdzięczny.
– Miałem szczęście urodzić się w Polsce w inteligenckiej rodzinie, chodzić do szkół ze wspaniałymi ludźmi. Do tego lutego myślałem, że miałem szczęście, że jest naprawdę dobrze.
Do lutego 2018 roku?
– Tak. I mówię to, choć przez ostatnie 50 lat miałem przecież dosyć regularne doświadczenia z polskim antysemityzmem. To było obecne, ale nie spędzało snu z powiek, nie nękało dzień w dzień. To był po prostu kawałek mojego życia. To jak z byciem chorym, przyzwyczajasz się do życia z bólem.
Uodporniłeś się? To chcesz powiedzieć?
– Na różnych etapach życia miałem różne strategie przetrwania. Gdy zostałem przeniesiony do innej szkoły, bo w poprzedniej mnie lali...
...z powodu pochodzenia?
– Nie, z powodu nieprzystąpienia do komunii świętej. Musieliśmy się przeprowadzić, więc i szkoła była nowa. Przyszedłem do niej w trzeciej klasie i w zasadzie od pierwszego dnia czekałem, kiedy to się znowu stanie. Od ósmego czy dziewiątego roku życia miałem w tyle głowy świadomość, że coś się może wydarzyć. Bo jestem tym innym. Żyłem, poznawałem nowych kolegów i koleżanki, ale cały czas coś w głowie mówiło mi: „Bądź czujny, uważaj, rozglądaj się”. Gdy ktoś w moim otoczeniu mówił o „żydkach”, odsuwałem się i szedłem w drugą stronę.
Wielu bohaterów „Księgi wyjścia” wspomina, że dla żydowskich dzieci droga do szkoły to zawsze były kamienie, którymi w nich rzucano...
– Później, już w liceum, w czasie stanu wojennego, miałem jeszcze jeden ciekawy epizod. Uczniowie walczyli wtedy o to, by w szkołach były krzyże. I ja walczyłem z nimi. Wracałem do domu, opowiadałem rodzicom, a oni pytali, czy ja aby nie zwariowałem. Przestrzegali, mówili, że nie wiem, co robię. A ja po prostu uważałem, że jeśli to jest dla moich kolegów ważne, to dlaczego mam ich nie wspierać w tej walce?
Oczekiwałeś zapewne wzajemności.
– Na zebraniu samorządu szkolnego powiedziałem, że jeśli dla kogoś ważny jest krzyż, to proszę – niech wisi krzyż. Jeśli dla innych ważny jest Che Guevara, to niech zawiśnie jego zdjęcie. A jeśli dla niektórych ważna jest gwiazda Dawida, to niech także i ona zawiśnie. Dlaczego nie? I na to jeden kolega odpowiedział: „No, z tą gwiazdą Dawida to bym jednak tak nie szarżował”. Wróciłem do domu, opowiedziałem o wszystkim rodzicom, a oni powiedzieli tylko: „O, to i tak gładko się o tym dowiedziałeś”. W żydowskiej Warszawie byłem wtedy pośmiewiskiem. Ludzie mówili: „A wiecie, że ten mały Grynberg walczy o krzyże?”.
A ty uważałeś, że warto...
– Uważałem, i do dziś tkwię w tym przekonaniu, że jeżeli wszyscy jesteśmy równi, nie zabieramy innym wolności, to dlaczego nie? Ale wszyscy musimy być otwarci na to, co odmienne.
Gdy już wiedziałeś, że nie zawsze można liczyć na zrozumienie, jaką przyjąłeś strategię? Na przykład gdy ktoś przy tobie pozwalał sobie na antysemickie wypowiedzi.
– Nie puszczałem mimo uszu, stawałem do walki. Na słowa. Nigdy nie dopuściłem się przemocy fizycznej, ale wiele razy czułem, że jestem bliski dania komuś w mordę. Że doszliśmy do granicy tego, jak bardzo można mnie poniżyć. Bo nie ma już argumentów, wszystkie padły wcześniej.
Czy mogę spytać, co jest tą granicą poniżenia?
– Odbieranie tożsamości. To, że ktoś decyduje za ciebie, kim jesteś i kim masz prawo się czuć. Często wybrzmiewa to w taki fałszywie przyjazny sposób. Na przykład słyszę: „Panie Mikołaju, no przecież obaj wiemy, że ja jestem Polakiem, a pan nie jest”. Odpowiadam wtedy: „Jestem Polakiem”. Na co słyszę: „Panie Mikołaju, ja pana proszę, mieszka pan tutaj, ale przecież obydwaj wiemy...”. To taki protekcjonalny, misiowaty ton, który powoduje, że przepalają mi się bezpieczniki. W sekundę i wszystkie naraz.
Twoi rodzice odprowadzali kogoś na Dworzec Gdański?
– No... wszystkich w zasadzie. Chodzili, płakali. Myślę, że najgorszy był dla nich powrót do domu. Pociąg odjeżdżał, ocierali łzy, kontakt się urywał. Wszyscy byli przekonani, że to na zawsze, że już nigdy się nie zobaczą. Ja za cholerę nie umiem sobie tej sytuacji wyobrazić, co się z nimi działo, jak musieli się czuć, gdy wracali do domu, gdy ich świata znów ubywało. Wiem, że mama płakała, a tata starał się wymyślać różne aktywności, by nie myśleć o tym cały czas. Jeździliśmy na wakacje, środek ciężkości przeniósł się na nowe środowiska, które poznawali i w których starali się odnaleźć. A przecież jeszcze na tych peronach Dworca Gdańskiego byli świadkami poniżania najbliższych przyjaciół. Jeszcze w ostatnich chwilach w Polsce publicznie ich upokarzano: „A nie, tego jednak nie możecie ze sobą zabrać”.
Grzebanie w walizkach na do widzenia.
– Złośliwe prowokacje, wyrzucanie z tych walizek cennych pamiątek, tłuczenie na dworcowym betonie. Wszystko po to, by się na nich rzucili, by ich jeszcze do więzienia przed emigracją wsadzić. Ale ci, którzy wyjeżdżali, wiedzieli, że muszą to znieść. Bo zostaliby z niczym, a nie mieli już ani mieszkań, ani pracy. Stali więc na tych peronach i dawali się poniżać po to, by już za chwilę nikt ich nie poniżał. Taka była ostatnia rata tej ceny.
Twoi rodzice mogli przypuszczać, że ich czekają całe lata poniżania.
– Tata podjął decyzję, że będzie się zajmował już tylko fizyką i rodziną. Niczym więcej. Dlatego gdy później na Uniwersytecie Warszawskim proponowano mu zostanie dyrektorem instytutu lub prorektorem, odmawiał. Ugiął się raz. W latach 80. rada wydziału fizyki chciała, by został dyrektorem. Wróciliśmy wtedy do Polski po rocznym pobycie we Francji. Mówił, że nie może, bo to się zapewne zemści na nim i na wydziale. Ale zgodził się, widział, jak bardzo kolegom zależy. Trzy miesiące po naszym powrocie wprowadzono stan wojenny. Tata nigdy nie chodził do telewizji, gdy go zapraszano. Po 1989 roku również, bo kiedyś mu powiedziano, że podpiszą go: „fizyk”, bez nazwiska. Bo im nie pasowało.
Czyli jednak, na chwilę, wyjechaliście.
– Tata pracował w paryskiej École Normale Supérieure, prowadził badania, później przez lata tam jeździł.
I nie myśleliście, żeby jednak zostać? Czasy były koszmarne.
– Odbyła się taka rozmowa. W sierpniu 1981 roku, gdy szykowaliśmy się do powrotu. Było nawet rodzinne głosowanie. Tata uważał, że powinniśmy zostać. Posadził nas we czwórkę przy stole, brat miał 10 lat, ja 15, rodzicie po 41, żyła jeszcze trójka dziadków. Zapytał: „Zostajemy czy wracamy? Co byście woleli?”. Zmroziło mnie, nie wyobrażałem sobie, że mam nagle zostać we Francji, do której jakoś się przystosowałem, ale nie była moim światem. Od przyjazdu odliczałem dni do powrotu do domu, do przyjaciół. Dostaliśmy chwilę, by to przemyśleć, porozmawiać. Mieliśmy wrócić do rozmowy następnego dnia. I ja w ciągu tej doby dosłownie sterroryzowałem młodszego brata, który był gotów zostać. Wiedziałem, że zanosi się na remis, mama – jak ja – chciała wracać. Ale oni? Remis byłby niedobry. No i wróciliśmy.
„Księga wyjścia” to zapis twoich rozmów z tymi, którzy wyjechali po Marcu. Do Skandynawii, Izraela, Stanów Zjednoczonych. Szukałeś ich wśród przyjaciół rodziców?
– Chciałem wyjść poza znajomą ścieżkę, by te rozmowy i spotkania także dla mnie były ciekawe. I by złapać szerszą perspektywę. Oczywiście, kilkoro bohaterów pochodzi z kręgu ich znajomych, ale zacząłem szukać dalej. Tych, którzy wyjechali z Dzierżoniowa, Legnicy, Wrocławia, Szczecina i Gdańska. Chciałem poznać historie, o których do wtedy nie miałem pojęcia.
O tym, jak po Marcu opustoszała żydowska Polska?
– I jak wyglądała przedtem. Bo niczego o niej nie wiedziałem. Moi rodzice również.
Znali tylko Warszawę.
– A tamte miejsca były kulturowo znacznie bardziej żydowskie.
Które z pytań było najtrudniejsze?
– Dla mnie czy dla nich?
Dla ciebie.
– Nie czułem, by były takie. Trudno to jest odmówić ciastek. Albo poprosić współmałżonka, żeby nie był obecny przy rozmowie. Ale z czasem zrozumiałem, że powinienem mieć listę pytań obowiązkowych, o której w ogóle nie myślałem, gdy wyruszałem w podróż. Nagle zrozumiałem, że ciekawi mnie, kim oni właściwie są. Są Polakami czy nie? Co myślą o sobie? Ciekawe jest dowiedzieć się, czy są Żydami. I czy są Żydami bardziej niż wtedy. Bo część z nich w ogóle tak o sobie przed Marcem nie myślała. To 1968 rok zrobił z nich Żydów. Bardzo mnie też interesowało, co im ’68 zabrał.
Często mówią, że Marzec odebrał im ich kraj.
– Mało tego, niektórzy mówią, że decyzję o kierunku emigracji podejmowali, myśląc o tym, by znaleźć taki kraj, w którym już nigdy nie będą w stanie poczuć się obywatelami. Bo nie daliby rady drugi raz znieść sytuacji, w której ktoś powie im, że nie są u siebie. Anna Frajlich-Zając mówi, że celowo pojechała do USA, a nie do Izraela, bo z Izraelem natychmiast by się związała emocjonalnie. Ale gdy pytam ją zaraz potem, kim dziś jest, odpowiada, że Amerykanką...
A nie Polką pochodzenia żydowskiego mieszkającą w Ameryce?
– Też, ale teraz Ameryka to jej dom. A od kiedy stał się tym domem? Od dnia, w którym poszła na pogrzeb i zobaczyła, że w grobie, do którego składano jej wuja, już ktoś był. Przecież większość z nich w Polsce nie miała rodzinnych grobów, a w – na przykład – amerykańskiej ziemi już leżeli ich przodkowie. Mój ojciec z dziadkiem w latach 70. postawili na cmentarzu żydowskim obelisk – znalazły się na nim wszystkie imiona i nazwiska tych, których stracili, a których udało im się przywołać. Ale tam w środku jest pustka. Jako dziecko chodziłem z nimi na ten cmentarz, to były najdziwniejsze niedziele w życiu. Staliśmy przed obeliskiem, dziadek milkł. Tata go wspierał, ja niczego jeszcze nie rozumiałem. Znowu ta Róża, znowu ten Józio... Patrząc na ich smutek, czekałem na moment, aż wreszcie stamtąd wyjdziemy. U twoich rozmówców uderzają wspomnienia zachowań ich polskich znajomych. Wielu dało się złamać, po „dydaktycznych” rozmowach koleżanki i koledzy żydowskiego pochodzenia nagle przestali dla nich istnieć. – To była główna przyczyna tej emigracji. Na własne oczy zobaczyli, że takie rzeczy są możliwe, że z bliskimi dotąd ludźmi mogło się stać coś takiego. Ktoś ich wezwał na rozmowę, pewnie coś powiedział, zagroził, musieli coś położyć na szali i... poszło. Prowadzili, zdawać by się mogło, normalne życie, studiowali, uczyli się, mieli lepszą lub gorszą pracę, lepszego lub gorszego partnera i nagle ktoś im wyciągnął dywan spod nóg. W sekundę. I gdyby się nawet zdecydowali chodzić na czworakach, to ten dywan i tak zniknie.
Marcin Wicha powiedział mi ostatnio w rozmowie w Radiu Książki, że naprawdę cieszy się z tego, iż jego rodzice nie dożyli.
– Słyszałem. Straszne zdanie. Ja bym wolał, żeby moi rodzice żyli, i myślę, że Wicha również by wolał. Ale go rozumiem. Nie chciałbym, żeby mama i tata zobaczyli, że to się znowu stało. Myślę, że dziś rodzice naprawdę by żałowali, że 50 lat temu jednak nie wyemigrowaliśmy. A żałowanie czegoś u schyłku życia, gdy ma się 70, 80 lat, to jak żywienie się trucizną przez ten czas, który ci jeszcze pozostał. Nie poruszam tego wątku w „Księdze wyjścia”, ale w tych rozmowach często powracał temat naiwności Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce. Słyszałem: „Daliście się Polakom nabrać. Oni to robią średnio co dziesięć lat. Zawsze to robili. Teraz przez dwadzieścia parę lat był spokój i straciliście czujność”. Prowadziłem takie rozmowy jesienią i zimą 2016 roku. Przez lata, jeżdżąc po świecie, wdawałem się w dyskusje o tym, że nie można mówić o Polsce jako o antysemickim kraju. Że są ludzie, którzy są antysemitami, ale Polska nie jest antysemickim krajem. Dzisiaj także nie uważam, że Polacy są antysemitami. Ale w dzisiejszej Polsce antysemici dostali głos.
Dlaczego tak się stało?
– Zawsze tak się dzieje, gdy w obozie rządzącym zaczynają się tarcia. Ktoś kładzie na stół „żydowską kartę” – ona prędzej czy później kogoś wysadzi z siodła. Poza tym rosną słupki w sondażach. A potem my wszyscy zbieramy się z tego przez lata.
Słupki się wahają.
– Może dlatego, że się próbują wycofać jakoś z tej ustawy o IPN-ie? Padają sprzeczne komunikaty. To chyba nie jest jakaś bardzo przemyślana strategia. Natomiast nikt mnie nie przekona, że wygłaszanie przez osoby piastujące najważniejsze urzędy tekstów antysemickich, za które zresztą nie ponoszą żadnych konsekwencji, jest zwykłym niedopatrzeniem. To są słowa wypowiadane z premedytacją. One mogą pójść do kolejnych mediów, w których powiedzą, dlaczego w innych mediach powiedziały to i to, a dalej to już samo się toczy.
Ale do czego polskim politykom w 2018 roku potrzebna jest „karta żydowska”?
– To, w skrócie, jak z różnicą między humanistą a behawiorystą. Behawiorysta, gdy chce osiągnąć jakiś efekt lub cel, wymyśla system kar i nagród. Obaj jako ojcowie wiemy, że z dzieckiem łatwiej się dogadać, mówiąc dobre rzeczy, a nie wymyślając kary. Tymczasem nasze państwo zachowuje się jak niedorozwinięty behawiorysta. Wymyśla kary na wszystko. I na zapas. Dlatego zapłacimy cenę za ten nieudany eksperyment. Już widać, co się stało z walką o to, by nie mówić o „polskich obozach”.
Internetowe statystyki pokazują skutek odległy od zamierzonego.
– Bo to tak działa. Jeśli komuś mówisz, że będziesz go karał za mówienie czegoś, to nie zadziała. Tu nie trzeba być wybitnym psychologiem, naprawdę.
Paweł Potoroczyn, były szef Instytutu Adama Mickiewicza, powiedział, że wystarczyło wykupić w „New Yorkerze” reklamę. Na jednej stronie – choć ta by nie wystarczyła, chyba że maczkiem – znalazłyby się wszystkie nazwiska Polaków – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Na drugiej – cztery nazwiska Amerykanów. Tyle.
– A jeśli mówimy: „Ukarzemy was, jeśli jeszcze raz tak powiecie”, to po pierwsze, jest nieprawda to, bo nie ma mechanizmu, w myśl którego to mogłoby się odbyć. A po drugie, taki system zakazów działa nie tylko na dzieci. Gdy ktoś ci mówi, że będzie karał, zawsze znajdą się tacy, którzy podejmą wyzwanie.
A bohaterowie „Księgi wyjścia”? Co mówią?
– Bardzo wielu marcowych emigrantów, niekoniecznie tych z książki, zdecydowało się przyjechać na obchody. Myślę, że to, co się dzisiaj dzieje w Polsce, dla wielu z nich jest ostatecznym argumentem na to, że 50 lat temu podjęli właściwą decyzję. Są już emerytami, powoli podsumowują życie. Niektórzy z nich myśleli być może, że gdyby zostali, ich dzieciom byłoby łatwiej. A może trudniej? I proszę. Nie ma już o czym myśleć. Czytają polskie gazety, przecierają oczy. Część z nich pewnie zdecydowała się przyjechać, by zobaczyć to osobiście. I wyjechać. Jest w tym rodzaj jakiejś – używając znowu psychologicznego języka – perwersyjnej satysfakcji.
Ale pojawiają się i takie głosy: owszem, działania polskich polityków nie były najszczęśliwsze, ale mówienie o tym, że mamy nowy Marzec, to duża przesada.
– Ja także uważam, że to przesada. Bo to jest Luty. Który zresztą nie wiadomo kiedy się skończy. Ale mówiąc poważnie, jeśli ktoś nie protestuje przeciwko antysemityzmowi, który się wylewa, to znaczy, że albo jest mu to na rękę, albo jest idiotą. Tej drugiej możliwości nie biorę pod uwagę, bo mam nadzieję, że moim krajem nie rządzą ludzie, którzy są idiotami. Dlatego uważam, że to polityczna rozgrywka. I wiem, że to g... wrzucone w wiatrak ochlapie nas wszystkich. Nie tylko nas, Żydów. Nie tylko tych, którzy mówią te parszywe słowa. Wszystkich. Teraz znowu wyjadą ludzie...
Wyjadą?
– Już składają aplikacje. Jest ich zdecydowanie więcej niż przez cały ubiegły rok.
Chcą wyjechać, bo się boją?
– Bo nie chcą czekać na to, co będzie dalej. Bo młodzi, którzy mają dzieci, myślą, że jeśli możliwe jest mówienie takich słów, to możliwe są także inne rzeczy. Bardzo bym chciał, żeby ci młodzi nie podejmowali pochopnych decyzji. Bo jako ten starszy chciałbym móc im powiedzieć, że tu się daje żyć. Ale nie mogę im tego obiecać. Chciałbym, żeby to wszystko zahamowało. Wiele osób mówi, że musi się zdarzyć coś, żeby zatrzymać pewne procesy. Że niby im szybciej przyjdzie kryzys gospodarczy... A ja bym nie chciał żadnego kryzysu, nie chciałbym powrotu inflacji, żeby ludzi nie było stać na płacenie za mieszkania. Jestem pewny, że większość z nas tego nie chce. Funkcjonowania na kuli ziemskiej w jakimś nawiasie. Poza tym wiadomo, że im będzie gorzej, tym bardziej Żydzi będą dostawali po nosie. Wiesz, ostatnio spytałem żonę: „Jak myślisz, skąd bierze się to poczucie wyższości?”. Bardzo szybko odpowiedziała: „Poczucie wyższości zawsze się bierze z poczucia niższości”. Wcześniej wiele rzeczy mówiło się między sobą, po cichu i na marginesie. Dzisiaj można już powiedzieć wszystko wszędzie. I jeśli na tym ma polegać to słynne budowanie wspólnoty, która wstaje z kolan, to znaczy, że dla mnie naprawdę zaczyna brakować tu miejsca.
Ty też zastanawiasz się teraz nad wyjazdem?
– Nie wyjadę z wielu powodów. Po pierwsze, jestem za stary. Już nie zacznę mówić po duńsku albo po hebrajsku tak, bym mógł się porozumieć z kimkolwiek, tak jak teraz z tobą. Powiedziałem, że to po pierwsze, ale w zasadzie to dopiero któryś kolejny powód. Nie wyjadę przede wszystkim dlatego, że to jest mój kraj. Nie ma innego kraju, który jest bardziej mój. Lubię być turystą, ale w Polsce jest moje miejsce. Ono bywa dla mnie okrutne jak teraz, ale zdecydowałem się tak właśnie żyć. Nie mam innej ojczyzny.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,23123108,slysze-czasem-panie-mikolaju-obaj-wiemy-ze-ja-jestem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.07.08 19:03 ben13022 Prof. Jan Zielonka: Jeżeli ktoś mówi, że wyborca zgłupiał, to dla mnie nie jest demokratą [Wywiad]

Liberalizm to jest pakiet, który działa tylko w całości. Nie można zgadzać się na sprzeczne z liberalizmem nierówności społeczne, tak jak nie można się zgadzać na hasła rasistowskie i tortury. Rozmowa z Janem Zielonką, profesorem polityki europejskiej na Oksfordzie
GRZEGORZ SROCZYŃSKI: „Zdradziliśmy nasze wolnościowe ideały, tolerowaliśmy dzikie nierówności i niszczenie państwa opiekuńczego, napadaliśmy inne kraje z wątpliwych powodów, torturowaliśmy więźniów i zawsze mieliśmy jakieś dobre usprawiedliwienia dla tych wszystkich praktyk. Ale nie powinniśmy się dziwić, że wyborcy chcą teraz kogoś innego” – mówił pan miesiąc temu w Brukseli. W czyim imieniu?
JAN ZIELONKA: Liberałów. Czuję się społecznym liberałem.
Takie bicie się w piersi ma sens?
Posłańca?
„Establishment musi zapłacić za to, co zrobił” – to pana słowa. Brzmi jak z wiecu Donalda Trumpa lub Marine Le Pen.
Pan też?
Presji?
Dentystę?
Tamci nie są gorsi?
Większy niż ten, który jest?
Czyli jakie?
Kontrrewolucji?
Podobnie uważa publicystka „The Washington Post” Anne Applebaum. W co drugim felietonie udowadnia, że lewicowy i prawicowy populizm są tak samo okropne. Adam Michnik pisze: „Zalewa nas kretynizm prawicowy i kretynizm lewicowy”.
I idzie jakiś nowy?
Pomyślał. Pan na przykład wydał książkę „Koniec Unii Europejskiej?”.
Bo?
Chyba inaczej. Chcą, żeby te państwa się połączyły w jeden organizm ze wspólnym sprawnym rządem.
Mówiliśmy o kryzysie intelektualnym. Pracuję na największym wydziale nauk politycznych w Europie i do dziś nie ma tu nikogo, kto rozumie nieformalne układy, sieci i powiązania. Wciąż w naukach politycznych wałkujemy partie i systemy partyjne. Tak jakby te partie miały dziś jakiekolwiek znaczenie. Starałem się ostatnio dotrzeć do informacji, jaki jest przeciętny wiek członka brytyjskiej Partii Konserwatywnej. Wyszło mi, że 74 lata. Zrobiła się chryja, że źle policzyłem, nakłamałem, bo – jak ktoś udowodnił – ten średni wiek to nie 74 lata, tylko 68 lat. I co z tym robić?
Nie wiem.
Rynki finansowe i rynki surowcowe to są siły, nad którymi nikt nie panuje.
No tak.
Czyli jaki?
Światowe ministerstwo praw człowieka?
Gdzie?
Jak?
Nie będzie?
Eksperymenty?
No ale kupili.
Juncker się zmienił. Mówi tak: „Musimy się zająć źródłami niezadowolenia ludzi i chronić ich przed ciemnymi stronami globalizacji”. Zapowiada walkę z nierównościami.
Juncker zapowiada likwidację rajów podatkowych. Zna się na tym, bo wie z praktyki, jak działa optymalizacja podatkowa. Ostatnio dosolił 13 mld euro firmie Apple za unikanie podatków.
To znowu brzmi jak cytat z Trumpa albo Farage’a.
Takie krytykowanie nie napędza populistów?
Kontrrewolucja jest do powstrzymania?
Może trzeba się przyłączyć?
Iść z nimi do łóżka?
Happy endem?
Może przyjdą.
To gdzie iść?
Czyli co robić?
Czyli?
Ale z tego walenia się w pierś nic nie wynika. Kompletnie nic. Pan powie z Brukseli „schrzaniliśmy”, koledzy pokiwają głowami. I tyle.
Trumpowi, Le Pen i Putinowi.
Czyli obóz liberalny ma złożyć broń i się rozejść.
*Jan Zielonka – ur. w 1955 r., profesor polityki europejskiej na Oksfordzie i w Ralf Dahrendorf Fellow w St. Antony’s College. Po polsku wyszły dwie jego książki: „Europa jako imperium” oraz „Koniec Unii Europejskiej?”
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21095598,jan-zielonka-nie-bedzie-jak-bylo.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.03.15 12:32 ben13022 Czy polski pisarz może podbić świat? Tylko jeśli jest bardzo dobry. Zwykła książkowa komercja nie ma szans.

Milena Rachid Chehab: Polska będzie gościem honorowym na Targach Książki w Londynie. Jaka jest ich rola?
Antonia Lloyd-Jones: To, obok frankfurckich, najważniejsza impreza dla branży. W przeciwieństwie do tych w Warszawie czy Krakowie, głównie dla czytelników, tu spotykają się wydawcy i agenci, którzy handlują prawami do książek i przekładów. Ale bilet może kupić każdy. Równolegle odbywa się London Book and Screen Week – a literatura kraju, który jest gościem honorowym, ma wtedy pierwszeństwo w spotkaniach autorskich w mieście, nie tylko w wielkiej hali Olympii.
Trzy dni trwają same targi, ale program gościa honorowego trwa rok – do listopada British Council wspólnie z Instytutem Polskim w Londynie oraz Instytutem Książki przygotowuje cały cykl wydarzeń.
Będą staże dla pisarzy z Polski, a w Polsce dla brytyjskich. W październiku na Festiwalu Conrada w Krakowie gościło sześć osób – wydawcy, księgarze i organizatorzy festiwali literackich z Wysp. Wspólnie z IK stworzyliśmy dla nich program wprowadzający we współczesną literaturę polską.
Wielu wydawców chce mieć w ciągu tego roku tłumaczenie polskiej książki – od razu zgłosiło się do mnie kilku.
Wydawanie książek to biznes, a nie działalność charytatywna, więc trzeba zrozumieć, jak to wszystko działa.
W Wielkiej Brytanii wydaje się sześć razy więcej książek niż w Polsce, w USA – 10 razy więcej. Ale z tego zaledwie 3-5 proc. to są tłumaczenia, głównie z francuskiego, niemieckiego, włoskiego i hiszpańskiego. Z byłych krajów zza żelaznej kurtyny (oprócz Rosji) Polska jest na pierwszym miejscu i zainteresowanie jej literaturą rośnie, ale to cały czas nie są duże liczby, w dobrym roku jakieś 10 pozycji. Sytuacja się polepsza, w dużej mierze dzięki pracy Instytutu Książki w ciągu ostatnich 15 lat.
Książka musi być atrakcyjna dla konkretnego wydawcy na tyle, by w nią zainwestować jeszcze przed jej przeczytaniem. Bo tłumaczenie kosztuje – stawka standardowa w Anglii to 90 funtów za tysiąc słów, w Stanach – gdzie też tłumaczę – jest podobnie.
Nie ma sensu przesyłać książki z dołączonym listem typu: „Całe życie na to czekaliście”. Bo zapewniam, że nie czekali.
Wydawca to człowiek, który na biurku ma takie stosy książek, że nawet gdyby miał trzy życia, nie starczyłoby mu czasu. Dlatego najlepiej przygotować odpowiednie dossier. Wybitny tłumacz z rosyjskiego Michael Glenny, który pomagał mi zainteresować wydawców pierwszą książką, którą tłumaczyłam, czyli „Weiserem Dawidkiem” Pawła Huelle, nauczył mnie, jak napisać raport wydawniczy: streszczenie, ocena, informacje o autorze i fragmenty przekładu. W przygotowaniu próbek tłumaczeń polskiej literatury pomaga skierowany do tłumaczy program Sample Translations, zainicjowany kilka lat temu przez IK – dofinansowuje on tłumaczenie do 20 stron.
W przypadku polskiej kluczowa. Zwykle zajmuje się tym agent, ale akurat w Polsce brakuje agencji literackich. Kilka wydawnictw (m.in. GW Foksal, Znak i Czarne – to ostatnie we współpracy z agencją Polish Rights) ma dział praw, w którym pracują specjaliści. To oni przedstawiają ofertę na targach, przygotowują katalogi dla obcych wydawców. IK również dwa razy do roku, z okazji targów frankfurckich oraz londyńskich, przygotowuje katalog „Nowe książki z Polski”. Prowadzi też kompetentną stronę internetową z recenzjami i fragmentami książek po angielsku.
Ale we własnym kraju tłumacz staje się ważnym orędownikiem książki u wydawców miejscowych.
Gdy znajdę książkę, w której się zakochuję, muszę mieć przekonanie, że ma ona potencjalny rynek. Trzeba badać, kto co wydaje, poznawać preferencje wydawców. Np. Jill Schoolman z Archipelago Books z Nowego Jorku, która wydaje wspaniałą literaturę współczesną z całego świata, a z polskiej m.in. Wiesława Myśliwskiego i Magdalenę Tulli, szczególną uwagę zwraca na poetyckość stylu. Zdaje się przy tym na gust tłumacza Billa Johnstona, bo wie, że znajdzie takie książki, które ją zachwycą.
Czasami dobijanie się do anglojęzycznego wydawcy trwa kilka lat, trzeba próbować po kilkanaście razy. Tak było z „Gottlandem” Mariusza Szczygła. Ta książka ukazała się w kilkunastu językach, ale z angielskim był problem. Wydawcy odpowiadali: dlaczego mamy czytać to, co Polak mówi o Czechach? Jeśli już głos kogoś z zewnątrz, dlaczego nie autora od nas? Dopiero dzięki staraniom Billa Martina, tłumacza, który wtedy pracował w Instytucie Kultury Polskiej w Nowym Jorku, książka trafiła w końcu na redaktorkę, która się na niej poznała. Gdy „Gottland” już wyszedł, miał entuzjastyczne recenzje, m.in. w „New York Timesie”, i został wybrany przez Juliana Barnesa jako jego książka roku w brytyjskim dzienniku „The Guardian”.
Czasem zgłaszają się do mnie polscy autorzy popularnych komercyjnych książek – trudno mi wytłumaczyć im, że nie mają szansy na brytyjskim rynku. A nie mają, bo wydawca od razu pyta, po co płacić za tłumaczenie, skoro u siebie ma w bród takich książek.
Dlaczego sama tak lubię czytać angielskie przekłady obcych autorów? Bo właściwie zawsze są bardzo wysokiej jakości – zdały bardzo trudny egzamin, o którym mówimy: ktoś je wybrał spośród tysięcy innych, ktoś – tłumacz, agent – w nią uwierzył na tyle, że zadał sobie trud promowania ich, a ktoś inny postanowił w nią zainwestować, zamówić przekład i wydać.
Brytyjczycy i Amerykanie, choć statystycznie najczęściej sięgają po literaturę łatwą, często jakoś związaną z tym, co widzieli w telewizji czy w kinie, czytają dużo naprawdę różnych rzeczy. Po obu stronach oceanu wciąż popularny jest Ryszard Kapuściński, dobrze się sprzedają książki Jacka Hugo-Badera, Wojciecha Jagielskiego, Anny Bikont, Magdaleny Tulli, Wiesława Myśliwskiego i Olgi Tokarczuk (w tym roku ukaże się przekład „Biegunów”).
Absolutnie najpopularniejsze teraz są „Mapy” Aleksandry i Daniela Mizielińskich, można tu je znaleźć w dziale dziecięcym w każdej księgarni, zaraz szykuje się nowe wydanie z dodatkowymi mapami – to największy sukces Polski za granicą. Popularny jest Zygmunt Miłoszewski, który miał dobrą promocję – m.in. dzięki obecności Polski jako gościa honorowego w 2016 r. na Book Expo America. Miał świetne spotkanie w Chicago, wraz z trzema pisarkami amerykańskimi. Ale zaczęło się od wydawnictwa brytyjskiego, które publikuje tylko kryminały zagranicznych autorów i miało pomysł, żeby czytelnik, który na lotnisku kupuje przewodnik po kraju, do którego jedzie, miał też do rozważenia kryminał, który się tam rozgrywa – tak, by mógł podróżować po mieście śladami miejsc z książki.
Dali mi stos zgromadzonych podczas targów książek, z których według mnie „Uwikłanie” było sto razy lepsze niż reszta. Ale wszystko trwało dość długo, bo wydawca czekał na przekład niemiecki, chciał przeczytać to w całości. A wtedy już chcieli od razu drugą część przygód Szackiego. Po premierze filmu „Ziarno prawdy” Miłoszewski szybko znalazł agenta w Stanach, a ten sprzedał „Gniew”.
„Pan Tadeusz” w tłumaczeniu Billa Johnstona, „Miedzianka. Historia znikania” Filipa Springera i „Farby wodne” Lidii Ostałowskiej, obie w tłumaczeniu Seana Bye, „Guguły” Wioletty Grzegorzewskiej (u nas znanej jako Wioletta Greg) w tłumaczeniu Elizy Marciniak, „Tańczące niedźwiedzie” Witolda Szabłowskiego, „Dom z witrażem” Żanny Słoniowskiej oraz zbiór wierszy Tadeusza Dąbrowskiego w moim przekładzie, „Niedokończone życie Phoebe Hicks” Agnieszki Taborskiej w tłumaczeniu Ursuly Phillips, „Klementyna lubi kolor czerwony” Katarzyny Boglar w tłumaczeniu Zosi Krasodomskiej-Jones. Wiem, że jest tego więcej, ale nie znam dat premier.
Ja pracuję nad tłumaczeniem „Lali” Jacka Dehnela. Poleciła mi ją Beata Stasińska, wtedy szefowa W.A.B. W ramach Sample Translations IK dofinansował przekład fragmentu w 2007 r., w międzyczasie znalazłam wydawcę dla „Saturna”, ale „Lala” dalej była bezdomna. Dopiero na targach londyńskich przed rokiem, ze względu na status Polski jako gościa honorowego w 2017 r., wydawnictwo Oneworld Publications szukało dobrej polskiej książki. Ewa Wojciechowska z IK poleciła „Lalę”, a ja to poparłam. Przeczytali książkę w tłumaczeniu niemieckim Renate Schmidgall. A w czerwcu szefowa wydawnictwa została zaproszona do Polski na seminarium dla wydawców i IK. Poznała Dehnela osobiście, polubili się. Wydawcy lubią, gdy pisarz mówi po angielsku, łatwiej wtedy zorganizować promocję.
To o tyle duży sukces, że książki z Oneworld Publications ostatnio dwa razy z rzędu wygrały Man Booker Prize, najbardziej prestiżową w świecie anglojęzycznym.
Najpierw ktoś musi dowieść, że te książki mają potencjalnych czytelników i że jest na nie rynek. Jeśli ktoś w nie wierzy, powinien przetłumaczyć po kilkadziesiąt stron i zacząć pukać do drzwi kolejnych wydawców. Drogi na skróty tu nie ma.
Siła programu Copyright Poland, który od lat prowadzi IK, i który dofinansowuje tłumaczenia na języki obce, polega na tym, że o wsparcie aplikują tu sami zagraniczni wydawcy, którzy już kupili prawa do polskiej książki. Nikt nie mówił im, czym mają się zainteresować.
Moim zdaniem nowa reguła, wedle której w tym programie mogą brać udział polscy wydawcy, jest błędem, skoro nie znają specyfiki obcej dystrybucji czy promocji. Polski podatnik może na tym stracić.
Brytyjczycy lubią biografie, ale ludzi, których znają.
Czy Polacy rzuciliby się na biografie o naszych bohaterach albo politykach, takich jak Robert Falcon Scott, marszałek Montgomery czy Roy Jenkins? Myślę, że miałaby szansę tu zaistnieć, powiedzmy, gen. Augusta „Nila” Fieldorfa, może Ryszarda Kuklińskiego albo Jerzego Popiełuszki, bo ich historie są nie tylko ciekawe, ale naprawdę sensacyjne. Ale Brytyjczycy chyba i tak woleliby je poznać w kinie.
Z drugiej strony jest już przełożone np. „Tajne państwo” Jana Karskiego, sama przetłumaczyłam „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego, przy czym autor na tyle miał świadomość zagranicznego rynku, że na potrzeby tłumaczeń okroił książkę o jedną piątą, wyrzucając z niej wątki ciekawe tylko dla polskiego czytelnika. Przełożyłam też „W ogrodzie pamięci” Joanny Olczak-Ronikier. To ważna i świetnie napisana książka, która dobrze wyjaśnia stosunki między inteligencją polską i żydowską od czasów przed pierwszą wojną światową do końca drugiej. Ostatnio wydawnictwo New York Review Books wydało na nowo „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego w tłumaczeniu Madeline Levine, ja w tej samej serii przełożyłam dla nich „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego.
Ale choć pewien sukces odniosła książka Witolda Szabłowskiego o Turcji, to myślę, że będzie mi trudno przekonać anglojęzycznych wydawców do jego „Sprawiedliwych zdrajców”. Poza Polską mało kto słyszał cokolwiek o Wołyniu.
W ogóle trudniej jest sprzedawać książki o tragediach. Często widzę ten mechanizm: ludzie czytają rzecz np. o Zagładzie, przyznają, że robi na nich wrażenie, ale przy następnej mówią: „Już znam ten problem, nie chcę już o tym czytać”. To prawda, że dieta czytelnicza musi być urozmaicona.
Zgadzam się. Ale to jest ten przypadek, gdy słyszę: „Mamy już coś na ten temat”. Akurat podobną książkę napisała Szwedka Elisabeth Åsbrink („1947: When Now Begins”) i już ktoś to kupił...
W USA wyszła książka Wojciecha Jagielskiego o Ugandzie „Nocni wędrowcy”. Zaproponowałam ją angielskiemu redaktorowi, o którym wiem, że lubi takie literackie reportaże, ale odparł, że właśnie rok temu wydali książkę o Ugandzie. Jej autor, Matthew Green, zresztą napisał recenzję z Jagielskiego. „To jest najlepsza książka o Ugandzie” – przyznał, choć mówił o konkurencji.
Instytut Książki powinien działać tak jak do tej pory. Dobrze byłoby bardziej inwestować w utalentowanych tłumaczy. Trzeba ich sobie wychować – i to nie tylko dobrych warsztatowo, ale też rozumiejących praktyczną stronę tego biznesu.
Nigdy nie będzie wielu tłumaczy literatury pięknej z polskiego, bo to zajęcie tylko dla urodzonych lingwistów, więc nie ma sensu stawiać na masowość, np. przez naukę polskiego w szkołach brytyjskich. Za to na uniwersytetach – tak, na tym poziomie warto inwestować.
Takich ludzi jak Stanley Bill, który w Cambridge właśnie rozkręca studia polskie, a przy okazji tłumaczy jeszcze Jacka Dukaja i w ogóle jest wielkim orędownikiem Polski, warto wspierać. Bo on nie tylko uczy studentów polskiego. Co roku organizuje dla nich konkurs tłumaczeniowy – należę do jury i jestem pod wrażeniem. Jeśli polskim władzom zależy na przyszłości waszej literatury za granicą, powinny inwestować w szkolenie studentów tam i na innych uniwersytetach zajmujących się studiami polskimi.
Świetne wyniki ma też program dla tłumaczy organizowany przez Writers’ Centre Norwich. W jego ramach IP w Londynie corocznie dofinansowuje opiekę merytoryczną dla zdolnego tłumacza. Młodych tłumaczy wspierałam od lat, ale dzięki takiemu oficjalnemu programowi mam możliwość robienia tego bardziej systemowo: sugeruję, jak wybrnąć z kłopotów translatorskich i mocno im pomagam w sprawach praktycznych: dzielę się kontaktami, uczę przygotować atrakcyjne materiały dla wydawców itd.
Podobny program dla tłumaczy z polskiego istnieje w Stanach, prowadzi go American Literary Translators Association, a dofinansowuje Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Już zaczęła się druga edycja, mentorem tego programu jest Bill Johnston.
Jestem prawie totalnym samoukiem, czasem żartuję, że wpadłam do stawu, a jak mnie wyłowili, ni stąd, ni zowąd mówiłam w tym dziwnym języku.
Na początku lat 80. studiowałam rusycystykę w Oksfordzie, nie było tam osobnego kierunku polonistycznego. Jako studentka pod koniec stanu wojennego przyjechałam także do Polski. Odwiedzałam wtedy we Wrocławiu znajomych, których dwa lata wcześniej poznałam w Berlinie, gdzie pojechali pracować. Ich ojciec pochodził z Kresów, w czasie wojny działał w AK i oni dużo tłumaczyli mi, co się właśnie dzieje w Polsce, co to wszystko znaczy, dlaczego sami trafili na krótko do więzienia za to, że walczyli z milicjantami na ulicy. Ja wtedy nie umiałam po polsku ani słowa, w Polsce było ponuro, ale czułam się szczęściarą, bo właśnie mnie olśniło, że to jest to, czego szukam. Chwilę wcześniej skończyłam studia i wtedy poczułam, że choć oni wszyscy z tej Polski najchętniej by się wynieśli, ja mam tu jakąś misję, że brak wolności słowa jest czymś tak strasznym, że ja też powinnam się jakoś włączyć do walki z komuną, tym bardziej, że mieszkając na Zachodzie, byłam jakoś tam uprzywilejowana.
Po powrocie do Anglii próbowałam zostać na uniwersytecie, żeby zająć się polskim i mnie przyjęto, ale nie dostałam stypendium, więc musiałam znaleźć pracę. Wzięłam kilka lekcji polskiego, ale dalej uczyłam się już sama. Kupiłam wszystkie książki przetłumaczone z polskiego na angielski, jakie tylko mogłam znaleźć i porównywałam z polskim tekstem. Pierwszą książką, jaką przeczytałam po polsku, był „Popiół i diament” Andrzejewskiego. Oczywiście niezbyt dużo rozumiałam z tej swoistej powojennej wojny domowej i tego, kim naprawdę byli komuniści. A po wszystkim nie byłam pewna, czy w Polsce można mówić do kogoś per „wy”, więc podczas następnego pobytu w Polsce mówiłam trochę dziwacznie i, jak się okazało, niepoprawnie politycznie.
W latach 80. dostałam w Londynie pracę u Leopolda Łabędzia, polskiego politologa, który w czasie wojny walczył w armii Andersa, a po wojnie angażował się we wspieranie pisarzy zza żelaznej kurtyny. Był też redaktorem politologicznego pisma „Survey” poświęconego krajom komunistycznym. Pracowałam tam jako asystentka, ale potem dostałam do przetłumaczenia kilka tekstów. Tam poznałam też Jana Chodakowskiego, który w wydawnictwie Puls wydawał polskie książki przemycane z Warszawy. Z nim pojechałam w 1988 r. na festiwal kultury polskiej w Glasgow. Pracowałam już wtedy jako redaktor pisma „Brytania” wydawanego przez rząd, by popularyzować kulturę brytyjską w Polsce. Donald Pirie z uniwersytetu w Glasgow zaprosił wtedy kilku Polaków, m.in. Antoniego Liberę, Bronisława Maja i Pawła Huelle. Z Chodakowskim mieliśmy wtedy pomysł, by wydawać wartościową literaturę z Europy Wschodniej, chcieliśmy zacząć od „Weisera Dawidka”.
Michael Glenny, słynny tłumacz literatury rosyjskiej, pomógł mi przygotować tłumaczenia fragmentów. Bloomsbury Publishing, dziś znane przede wszystkim z odkrycia J.K. Rowling, zaproponowało mi wtedy przetłumaczenie całości, ale się bałam. „Spróbuj, cholera, zacznij być bardziej pewna siebie” – zachęcali koledzy. No i w końcu to zrobiłam.
W przeciwieństwie do większości tłumaczy, którzy zwykle mają etaty na uczelniach, ja jestem wolnym strzelcem. Ponieważ w latach 90. pracowałam w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, udało mi się kupić mieszkanie i dziś mogę spokojnie pracować jako tłumaczka, zarabiając ćwierć tego, co wtedy. I od prawie 16 lat mogę folgować swojej fascynacji polską literaturą.
źródło: http://wyborcza.pl/7,75517,21476812,czy-polski-pisarz-moze-podbic-swiat-tylko-jesli-jest-bardzo.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.02.01 17:21 ben13022 W kraju Indian wrze. [Tygodnik Powszechny]

Siuksowie, Mohawkowie i jeszcze parę setek indiańskich grup w USA nadal muszą walczyć o zachowanie resztek suwerenności. Ale nie tylko Indianie – także miejscowi „kowboje” występują dziś w dawnych rolach.
Opowieść tę możemy zacząć w dowolnym miejscu USA. Zawsze będą w niej wyzysk, stereotypy i rasizm, odziedziczone po epoce kolonialnej. I zawsze będą w niej Indianie oraz kowboje. I walka o suwerenność. Zdumiewające, jak często w tej historii pojawi się, wyskakując niczym biały królik z kapelusza, niejaki Donald Trump.
Nie jest to jednak opowieść o nim, lecz o rdzennych Amerykanach.
Najpierw stawiamy skoczka na Oregonie: niech tu się zacznie.
Po kiego diabła Ammon Bundy napadł w styczniu 2016 r. na kilka rządowych budynków w rezerwacie dla zwierząt Malheur National Wildlife Refuge?
Musimy cofnąć się o kilka lat, gdy dwóch mieszkańców hrabstwa Harney (gdzie leży rezerwat) – niejacy Dwight Lincoln Hammond i Steven Dwight Hammond: ojciec i syn – zostało skazanych na pięć lat więzienia za nielegalne polowanie na ziemiach federalnych.
Rok temu, wykorzystując ich przypadek jako pretekst, Bundy i jego ludzie wkroczyli na teren rządowy, aby – jak to ujęli w popularnym manifeście, powielanym na skrajnie prawicowych portalach w Ameryce – „bronić nadanych ludziom przez Boga praw, zwłaszcza wtedy, gdy nie robi tego rząd i gdy sam [te prawa] pożera”. „Jesteśmy tutaj, ponieważ ludzie są wykorzystywani od zbyt dawna – mówił Bundy – odebrano im ziemie i zasoby, stają się biedakami”.
Rezerwat Malheur National Wildlife Refuge ustanowił w 1908 r. prezydent Theodore Roosevelt.
Zarządzają nim władze federalne. Wcześniej, do 1879 r., znajdował się tu rezerwat dla Indian, zamknięty po kolejnej przegranej przez Indian wojnie z osadnikami.
Dziś potomkowie Indian z rezerwatu w Malheur – niewielki odłam Pajutów, liczący 400 osób – nadal żyją w okolicy, w nowym rezerwacie koło miasteczka Burns. Bardzo się zdziwili, gdy usłyszeli, że uzbrojona grupka białych „kowbojów” (Bundy i jego ludzie epatują przed kamerami kowbojskim stylem: kapeluszami i kraciastymi flanelowymi koszulami), którzy okrzyknęli się obywatelskim ruchem i przyjęli nazwę Obywatele za Wolnością Konstytucyjną (Citizens for Constitutional Freedom), walczy o zwrot ziemi zabranej Indianom w XIX wieku.
Sęk w tym, że kowboje prowadzeni przez Bundy’ego wcale nie Indian mieli na myśli, mówiąc o „mieszkańcach Oregonu”. Bundy mieni się obrońcą „biednych białych”. Bo wedle (nie)wiedzy Bundy’ego, historia hrabstwa Harney zaczęła się w latach 70. XIX wieku, gdy przybyli tu hodowcy bydła i – jak mówi – wprowadzili cywilizację. Bundy nie chce wiedzieć, że wcześniej, od tysięcy lat, żyli tu Indianie. Albo że hiszpańscy odkrywcy byli tu już w XVI wieku, a potem francuscy traperzy i angielscy żołnierze – zaś amerykańscy osadnicy przyszli na końcu.
Albo że, tak naprawdę, hodowcy bydła nie byli biednymi osadnikami, którzy wyrwali naturze i Indianom dzikie tereny, by ciężką pracą uczynić je sobie poddanymi, lecz baronami bydła, finansowanymi przez bogaczy z Kalifornii, którzy z ziem „wyczyszczonych” już z Indian przez rząd federalny wyparli słabszych od siebie osadników i mniejszych hodowców.
Wielkie korporacje zajmujące się hodowlą bydła miały zapewniony zbyt dla swego mięsa dzięki budowanym przez rząd szlakom kolejowym. Taka była historia tego zakątka Ameryki: usuwanie pierwotnych mieszkańców, fizyczne oraz z pamięci, a także rozwój korporacyjnego kapitalizmu. A historia Hammondów nie ma z tymi procesami nic wspólnego: przybyli tu później. Nie prosili zresztą Bundy’ego o pomoc.
Ale dla niego nie miało to znaczenia, bo on walczy ze wspólnym wrogiem „biednych białych” wszędzie, gdzie tylko może. Z tyranem, którego sobie sam wymyślił, czyli rządem federalnym. A konkretnie z administracją Obamy.
Ammon Bundy pochodzi z Nevady, gdzie dwa lata wcześniej od swego ojca, Clivena Bundy’ego, uczył się walki z wrogiem ludzi „wolnych i przedsiębiorczych”. Bundy’owie mianowicie wypasali nielegalnie bydło na ziemiach federalnych, nie płacąc za to nawet podatku. Gdy państwo próbowało przejąć ich stado, stawili opór. Cliven Bundy i paru jego zwolenników zostało aresztowanych dopiero dwa lata po tych zdarzeniach. Ich proces odbędzie się w 2017 r. Wśród oskarżonych jest niejaki Gerald DeLemus z New Hampshire, jeden z szefów powołanej przez Donalda Trumpa Koalicji Weteranów „Trump na Prezydenta”. Żona DeLemusa, Susan DeLemus, jest republikańską kongresmenką z New Hampshire.
Ciekawe, czy Ammon Bundy, którego z Oregonem nic nie łączy, pamięta, że także jego farma w Nevadzie leży na byłej ziemi Indian Pajutów?
Jednak siłowe przejmowanie ziem należących do rządu i opór wobec przedstawicieli prawa stawiany przez „zwykłych ludzi” zyskiwały poklask republikańskich polityków tylko do czasu: do momentu, gdy Bundy oświadczył, że lepiej by było, aby „Murzyni byli niewolnikami, niż pobierali rządowe zasiłki”. Nawet dla uszu konserwatywnych polityków zabrzmiało to zbyt mocno.
Wróćmy do Oregonu. Przywódczyni Pajutów z Burns, Charlotte Rodrique, przypominała na początku 2016 r., że Malheur to „święta ziemia” jej ludu, z której jej przodkowie zostali siłą wygnani 150 lat temu, i że dziś Indian łączą z władzami federalnymi z grubsza dobre stosunki. Federalne Biuro Zarządzania Ziemią dba o to miejsce, chroni tubylcze artefakty jak rysunki naskalne. Pajuci odwiedzają to miejsce całymi rodzinami, poznając ziemię, z której się wywodzą. Przywódcy plemienni mówią jednak, że zarząd parku stawia Indianom przeszkody, kiedy ci usiłują łowić tu ryby albo polować na wapiti. W przeszłości tu znajdowały się ich zimowe obozowiska.
Nic dziwnego, że Indianie ze zdumieniem i oburzeniem obserwują poczynania Bundy’ego i jego kolegów, którzy w imieniu „ludu” deklarują odebranie ziemi od „tyrana”, czyli rządu federalnego USA. Rodrique pozwoliła sobie na ironiczny komentarz, gdy usłyszała, że zabarykadowani w budynkach rządowych „kowboje” proszą o pomoc. „Gdyby to Pajuci przeprowadzili okupację, nie musielibyśmy prosić innych o dostarczanie nam jedzenia i ciepłych skarpet na zimę. Wystarczyłyby nam korzonki i jagody, a futro królicze jest niezwykle ciepłe”.
Co ciekawe, barykady skrajnie prawicowych „obrońców ludu” nie były szczelne. Na początku „kowboje” wychodzili i wchodzili do okupowanych budynków, gdy tylko chcieli, niezatrzymywani przez policję. Zostali zaaresztowani dopiero po 41 dniach od zajęcia budynków parku, w lutym 2016 r. Pod koniec października sąd, ku oburzeniu Indian, oddalił oskarżenia o nielegalne zajęcie rządowych budynków. Pajuci, w styczniu 2016 r. obserwujący bierne zachowanie policji, pytali teraz, jak by reagowała, gdyby to Indianie zajęli siłą rządowe mienie.
Odpowiedzi poniekąd udzielili strażnicy prawa w Dakocie Północnej – dokąd mknie dalej nasz skoczek – w listopadzie 2016 r. Polewali oni zimną wodą pod ciśnieniem, przy minusowej temperaturze, Siuksów z rezerwatu Standing Rock. Tego samego, w którym pod koniec XIX wieku zamordowany został słynny szaman Siedzący Byk. Co zrobili Siuksowie? Zgromadzeni we wzniesionych na szybko obozach między rezerwatem a miejscem budowy, protestują przeciw ropociągowi Dakota Access Pipeline, który miałby przechodzić przy północnej granicy ich rezerwatu i przebiegać pod jeziorem Oahe na rzece Missouri, będącej głównym źródłem wody dla Siuksów.
Indianie boją się zanieczyszczenia środowiska, a także naruszenia ziemi, w której, jak mówią, leżą kości ich przodków. Energy Transfer Partners (ETP) – teksańska firma, która buduje liczący 1800 km rurociąg – chce przesyłać nim prawie pół miliona baryłek ropy dziennie z Dakoty Północnej do Illinois, skąd rozprowadzana byłaby już istniejącymi rurociągami po całej Ameryce. Inwestycja warta jest niemal 4 mld dolarów.
Protestujących Siuksów wspiera wiele innych grup indiańskich w USA, a także Majowie z Gwatemali, Maorysi z Nowej Zelandii i Zulusi z Kenii. Na miejscu są ekolodzy, przekonani – tak jak Siuksowie – że nawet mały wyciek z rury położonej pod Missouri spowodowałby katastrofalne zanieczyszczenie wody. Indianiści z całego świata, w tym z Polski, każdego dnia przekazują sobie na portalach społecznościowych informacje i filmy ze starć z policją i ochroniarzami ropociągu, którzy nie tylko oblewają protestujących wodą, ale strzelają też do nich kauczukowymi kulami i traktują gazem pieprzowym. Kilkuset Indian trafiło do aresztu.
W reakcji na te działania na początku grudnia 2016 r. protestujących wsparło dwa tysiące amerykańskich weteranów wojennych, zjeżdżając do ich obozu. Zarówno na miejscu, w obozie protestujących, jak też w Seattle, Waszyngtonie i 300 innych miastach demonstrowały w ich sprawie tysiące Amerykanów, w tym znani artyści, m.in. Neil Young, Robert Redford, Ben Affleck, Leonardo DiCaprio, Susan Sarandon, Mark Ruffalo, Alicia Keys, Joan Baez. Odwiedził ich Bernie Sanders, niedoszły kandydat Demokratów na prezydenta, który apelował do Baracka Obamy, aby ogłosił Standing Rock „pomnikiem narodowym” (są nimi np. Wielki Kanion i Ellis Island ze Statuą Wolności), co by wzmocniło ochronę federalną nad tym obszarem.
We wrześniu 2016 r. administracja Obamy zleciła Korpusowi Inżynieryjnemu Armii USA – federalnej instytucji władającej terenem, na którym rozgrywa się konflikt – aby ponownie przeanalizował wydaną wcześniej zgodę na przeprowadzenie rury pod Oahe Lake.
4 grudnia – na dzień przed upływem ultimatum, które sam Korpus postawił protestującym, by zlikwidowali obozowisko – nastąpił cud. Korpus oświadczył, że nie pozwala na kontynuowanie budowy ukończonego już w 90 proc. ropociągu, i że rurę należy poprowadzić w innym miejscu, z dala od siedzib Indian. W tym celu potrzebne są nowe ekspertyzy prawne oraz konsultacje środowiskowe i społeczne.
Energy Transfer Partners nie ma zamiaru się pogodzić z tą decyzją i zapewne będzie walczyć w sądach o odrzucenie decyzji Korpusu. Liczy też na uchylenie jego decyzji po objęciu urzędu prezydenta przez Trumpa.
O ile administracja Obamy nalegała, żeby ETP wstrzymało się z budową, trudno wyobrazić sobie, aby Trump – biznesmen nienawidzący mniejszości etnicznych i w ogóle słabszych – stanął po stronie Indian. Zapowiedział już, że uruchomi zablokowaną przez Obamę ze względów ekologicznych podobną inwestycję Keystone Pipeline z Alberty do Nebraski. A po grudniowej decyzji Korpusu orzekł, że „przyjrzy się” decyzji administracji Obamy, i że jest zwolennikiem jak najszybszego ukończenia budowy ropociągu, gdyż „jest to w interesie Amerykanów”.
Z pewnością jest to w interesie samego Trumpa, bo tak się składa, że nowy prezydent USA jest właścicielem części akcji firmy Energy Transfer Partners. Szef ETP, który zresztą wpłacił pieniądze na kampanię Trumpa, a po jego zwycięstwie dołożył na Narodowy Komitet Republikanów, już po wyborach przyznał, że liczy na wsparcie nowej administracji.
Doradcy Trumpa zapowiadają, że jednym z pierwszych celów jego ataku po zaprzysiężeniu w styczniu 2017 r. będzie „Ustawa o czystej wodzie” („Clean Water Act”), na której opiera się polityka ekologiczna USA, i na którą powołują się krytycy ropociągu. Zaś Paul Ryan, szef Republikanów w Kongresie, komentując grudniową decyzję Korpusu Inżynieryjnego, napisał na Twitterze: „Oto wielki rząd podjął decyzję w najgorszym możliwym stylu”.
Z Zachodu nasz konik wykonuje teraz długi skok na Wschodnie Wybrzeże USA.
Prezydent-elekt nie lubi Indian – chyba że może z nimi ubić interes. Trump jest właścicielem kilku kasyn w Atlantic City i do 1988 r., gdy uchwalono ustawę zezwalającą Indianom na prowadzenie kasyn, mógł się czuć panem Wschodniego Wybrzeża, jeśli idzie o rynek hazardowy. Jednak po 1988 r. wszystko się zmieniło. W ciągu paru lat w Connecticut wyrosło największe na półkuli zachodniej kasyno, prowadzone przez tamtejszych Indian – Pekotów.
Zdenerwowany milioner – w tym czasie jego kasynom w Atlantic City, po złotych latach 80. XX wieku, groziło bankructwo – walcząc z niespodziewanym rywalem zagrał, jak to on, brudno: „informując” właściwą komisję Kongresu USA, że Pekoci nawet nie wyglądają na Indian. Co miało sugerować, że nie mają prawa jako plemię prowadzić kasyna. Trump cynicznie odwołał się do stereotypów na temat tubylczych mieszkańców USA, których większość Amerykanów zna głównie z westernów. Niektórzy dzisiejsi Pekoci, od pokoleń mieszający się z czarnymi Amerykanami, w istocie różnią się wyglądem od swych filmowych „kuzynów”.
„Dzięki Bogu, mieszkańcy tego kraju nie otrzymują przynależnych im praw w zależności od tego, czy zdadzą pański test na wygląd” – odparł wtedy kongresman George Martinez, przewodniczący komisji. Gdy kilka lat później Trump próbował uruchomić wspólny kasynowy biznes z Paucatuckami (spokrewnionymi z Pekotami), ich wygląd już mu nie przeszkadzał. Ale ze wspólnego przedsięwzięcia nic nie wyszło, bo wśród decydentów po stronie indiańskiej byli tacy, którzy pamiętali rasistowskie uwagi Trumpa.
Tymczasem w 2000 r. władze stanu Nowy Jork wpadły na szatański pomysł, jak wykorzystać zamieszkujących tam Irokezów do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu: oddalenia ciągnących się od kilkudziesięciu lat roszczeń Irokezów do odebranych im tam nielegalnie terytoriów – i jednoczesnego ożywienia załamującej się gospodarki stanu, co stało się tym bardziej pilne po zamachach na World Trade Center we wrześniu 2001 r.
Otóż w zamian za zrzeczenie się roszczeń do ziemi niektóre odłamy Irokezów otrzymałyby prawo zbudowania kilku kasyn w malowniczych górach Catskill, ulubionym miejscu wypoczynku mieszkańców Nowego Jorku. A zgodnie ze wspomnianą ustawą z 1988 r., regulującą hazard prowadzony przez Indian („Indian Gaming Regulatory Act”), musieliby oni oddawać lwią część zarobionych pieniędzy rządowi stanowemu. Innymi słowy, stan zarobiłby na Indianach podwójnie: nie tylko nie musiałby wypłacać już zasądzonych milionów dolarów odszkodowań za ziemię, ale wyciągnąłby od plemion kolejne miliony.
Co ma do tego wszystkiego Donald Trump? Oto w 2000 r. nieznana nikomu organizacja New York Institute for Law and Society, przedstawiająca się jako oddolny ruch obywatelski dbający o dobro amerykańskich rodzin i przestrzeganie konstytucji, zasypała lokalne i ogólnokrajowe media (w tym dziennik „New York Times”) reklamami, w których opisywano już istniejące na północy stanu indiańskie kasyno jako miejsce, w którym szerzy się zorganizowana przestępczość i handel narkotykami.
Mohawkowie – odłam Irokezów i właściciele tego kasyna – byli poważnymi kandydatami do budowy nowego salonu gry w Catskill. Reklamy, przedstawiające np. strzykawki i działki kokainy, pytały: „Czy chcesz kogoś takiego za sąsiada?”.
Jak się okazało, organizacja była fikcyjna, a stał za nią nie kto inny jak Trump. Zatroskane rodziny, które rzekomo sfinansowały antyindiańską kampanię, nigdy nie istniały – pieniądze na nią wyłożył Trump, który sam miał chrapkę na budowę domu gier blisko metropolii. Gdy wykryto przekręt, hochsztapler musiał zapłacić wysoką karę i sfinansować kolejną kampanię w mediach, w której przepraszał za oszustwo.
Trump próbował szczęścia z Indianami w różnych miejscach. Albo mu odmawiali, albo, jak w przypadku 29 Palms Band of Mission Indians (niewielkiej grupki z Coachella w Kalifornii), zrywali kontrakt przed czasem, bo współpraca z nim okazywała się nieopłacalna.
Zaś jeśli chodzi o irokeskie kasyna w Catskill: nic z tego nie będzie, podobnie jak z zadośćuczynienia Irokezom za wyłudzone od nich ziemie. Kasyno w Catskill ostatecznie zbuduje ktoś inny: władze stanu wybrały firmę, w której większość udziałów ma potentat na rynku hazardowym z Malezji, który zresztą kiedyś współpracował z Mohawkami.
A teraz nasz skoczek mknie na południe...
„Po moim trupie” – tak skwitował plany prezydenta elekta, aby zbudować mur na granicy z Meksykiem, Verlon Jose, wódz Indian Tohono O’odham (Ludzie Pustyni) z Arizony, zamieszkujących w trzecim co do wielkości rezerwacie USA, na południe od Phoenix.
Granica rezerwatu przebiega przez 75 mil wzdłuż granicy między Arizoną a meksykańską Sonorą. Członkowie tego ludu żyją również po meksykańskiej stronie granicy i każdego dnia trwa nieustanny ruch w obie strony: wizyty u lekarza, rodzinne spotkania, wspólne ceremonie. Verlon Jose grozi Trumpowi „drugim Standing Rock”.
Rezerwat Tohono O’odham leży w Tucson Sector, czyli wyznaczonym przez straż graniczną obszarze obejmującym prawie całą południową granicę Arizony (422 km) – to tu odbywa się przemyt narkotyków na ogromną skalę. Indianie są regularnie zastraszani przez patrole graniczne, które zatrzymują i deportują członków plemienia oraz konfiskują ich mienie. Mimo to Tohono O’odham współpracują z władzami w walce z przemytnikami narkotyków. Piętnastoosobowa grupka indiańskich agentów o nazwie Tropiące Wilki (Shadow Wolves) od 2006 r. przechwyciła 31 tys. funtów marihuany, wytropiła i zaaresztowała 43 przemytników, skonfiskowała 16 samochodów.
„A więc przyjdę do twojego domu i postawię ścianę dokładnie pośrodku. Jak się będziesz czuł?” – pyta retorycznie Verlon Jose. Dalej mówi: „Ta ziemia jest dla nas źródłem pożywienia, jest źródłem naszego zdrowia, jest naszą szkołą i uniwersytetem. Nasze święte miejsca są w Meksyku, nasze ceremonie odprawiamy w miejscu nazywanym dziś Meksykiem. Granica jest dla nas tylko wyobrażoną linią”.
I długi skok z powrotem na zachód...
Vittorio Zucconi – włoski pisarz, autor książki o Szalonym Koniu – w emocjonalnym komentarzu we włoskim dzienniku „La Repubblica” pisał we wrześniu 2016 r. o „ostatniej walce Siuksów” przeciw nowym „żelaznym koniom” i przeciw panoszącym się „wašíčiu”, czyli obcym – bladym twarzom, którzy „zjadają mięso i zostawiają tylko kości”.
„Bezużyteczna suwerenność” – pisał Zucconi – zagwarantowana Siuksom XIX-wiecznymi traktatami, „kolejny raz zostaje pogwałcona w imię wielkich interesów ekonomicznych, które nie przyniosą żadnego zysku mieszkańcom sprofanowanych ziem. Złota kopalina, która już ściągnęła nowych osadników na pogranicze, popłynie arteriami Ropociągu Dakota i zgniecie lud Siuksów”. Tak jak żółte złoto zgniotło ich przodków 150 lat temu. Kiedyś „żelazny koń” przybył tu ze wschodu, by podbić tę krainę. Teraz, gdy jest dawno podbita, w odwrotną stronę popłynie ropa. A indiańscy wojownicy na koniach, jak ich przodkowie, podejmą jeszcze jedną czy dwie próby oporu, zanim przegrają. „Wiedzą, że nie mają szans wygrać, ale nie mogą się poddać” – kończył patetycznie Zucconi.
Włoski pisarz ma rację, a jego patos jest jak najbardziej na miejscu. Ani biali kapitaliści, ani Siuksowie od pokoleń nie mogą wyjść ze swoich ról: zdobywców i ofiar, wyzyskiwaczy i obrońców ziemi.
Standing Rock należy do najbiedniejszych miejsc w USA, z 86-procentowym bezrobociem, z niemal połową mieszkańców żyjących poniżej granicy ubóstwa. Bezdomność, brak prądu w domach, gangi młodzieżowe, alkoholizm, samobójstwa nastolatków – to tu codzienność. Podobnie jak w innych rezerwatach Siuksów w Dakocie: Cheyenne River, Pine Ridge, Rosebud. Indianie są bezradni: duże miasta, gdzie można znaleźć pracę, leżą zbyt daleko, a uprawa bydła czy praca w niewielkich plemiennych kasynach albo w plemiennej administracji dają utrzymanie niewielu.
Wielka gorączka złota w XIX wieku odebrała Siuksom ich święte Czarne Góry – na wydobyciu skorzystali wtedy biali osadnicy, nie Indianie. Jeśli Trump cofnie decyzję administracji Obamy, podobnie będzie teraz: ropociąg zostanie zbudowany pod ich nosem, zagrażając ich zdrowiu, a zyski będą ciągnąć wielcy biali kapitaliści.
Podczas gdy skrajna prawica opowiada swoją legendę o „tyranii” rządu federalnego i oporze biednych białych ludzi (złączonych osobliwym sojuszem z bogatymi rasistami jak Trump), Siuksowie, Pajuci, Mohawkowie, Tohono O’odham i parę setek innych grup tubylczych w USA niezłomnie walczą o zachowanie resztek suwerenności, gwarantowanej traktatami z rządem USA.
Kruchej suwerenności, bo indiańska ziemia przecież nie należy w pełni do Indian – Kongres USA przyznał sobie prawo zerwania każdego traktatu z Indianami. A władzę w kraju przejmują właśnie ci, którzy uważają, iż Ameryka to nie jest kraj dla słabych ludzi. ©
źródło: https://www.tygodnikpowszechny.pl/w-kraju-indian-wrze-146242
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.10.22 17:31 ThorPL123 rozmowa o Alt Left zwanych pejoratywnie "SJW"

Chciałbym, aby nas subreddit porozmawiał o drugiej grupie oprócz alt-prawicy, która jest niebezpieczna w swej głupocie oraz skrajności. Ale zacznijmy od tego, czym jest Alt-lewica. Najłatwiej ich znaleźć na tumblru, u/extremelycynical jest jednym z wzorowych przykładów alt-lewicy na samym reddicie.
Alt-Lewica jest znana ze swej nienawiści(właśnie dlatego nazywa sie ich,imho nieprawnie SJW, osób niby "walczących o sprawiedliwość społeczną") [zwanej walką z rasizmem i białym przywilejem] do ludzi białej rasy, osób płci męskiej, i tak zwanych CiSowców(tj. ludzi czujących się dobrze w swym ciele, w kontrze do transwestytów.) oraz takimi banialukami jak otherkini czy nienawiść do atrakcyjnych osób, i jedzących mięso. najłatwiej znaleźc ich wypowiedzi na TumblrInAction czy na socialism
Kolejnym problemem jest nazywanie ich SJW(Socjal Justice Warrior) co według mnie sprawia to że na barkach osób. o progresywnych poglądach,i które są na prawdę wojownikami o sprawiedliwosć, spoczywają brudy alt-lewicy, uważam zatem że zamiast nazywania osób o poglądach skrajnie lewicowych(anty-naukowych,rasistowskich,seksistowskich i innych) SJW, nazywać tak jak nazywamy skrajnych prawicowców,a przynajmniej tak jak zaczyna się określać owe grupy w USA.(Alt-right/alt-prawica) czyli Alt-Lewicą..
A co nasz subreddit myśli o tej sprawie? zapraszam do dyskusji.
*-Alt to skrót od Alternatywna.
submitted by ThorPL123 to Polska [link] [comments]


2016.09.05 20:35 ben13022 Wywiad Sroczyńskiego z Waldemarem Pawlakiem

Rostowski się tylko uśmiechał. Wiedzieli, że z powodu 22 złotych nie wyjdę z koalicji.
Z Waldemarem Pawlakiem rozmawia Grzegorz Sroczyński.
Paradowska mówiła, że nikt tak nie dostał w tyłek jak Pawlak.
"Cyborg". "Robot". "Człowiek z drewna". "Terminator". Bolało?
Spoza?
Kaczyński też tak mówi. "Byliśmy przez 25 lat odpychani". "Byliśmy wyśmiewani". "Słyszeliśmy rechot".
Byli upokarzani?
Duża część działań obecnej władzy wynika z resentymentu jednej postsolidarnościowej elity, która czuła się marginalizowana i lekceważona przez drugą postsolidarnościową elitę. I to się łatwo nie wypali.
Dlaczego?
Bauman pisze, że dla rynku i kapitalizmu ludzie są wartościowi, jeśli mogą tyrać, zarabiać i kupować, a jak nie mogą, to stają się odpadami, które najlepiej byłoby elegancko zutylizować. U nas po transformacji tych "odpadów" zostało sporo. Byli nazywani "homo sovieticus", a teraz chcą usłyszeć: "To inni ci zabrali, zablokowali twój awans, nie pozwolili się rozwijać".
Jak ktoś czuje się upokorzony, to zwykle zaczyna upokarzać innych.
Pan to rozumie?
Komu najbardziej pan nie zapomniał?
Swoi?
Dlaczego Pawlak sobie poradził, a Gliński - nie?
Poszło wtedy o stołki?
Czyli?
Jaka?
Bo?
Nie wiem.
Może tego chcą.
Główny to jaki?
Trump wygra?
Dlaczego?
Pan wszystko czytał?
Staroć.
Bo?
Rządziliście osiem lat z Platformą. O co się najbardziej żarliście?
I zwalczyliście?
Przedszkola to był pański pomysł?
Tak się z Platformą umówiliście?
Nie interesowały?
Czyli?
Ile?!
Właściwie o co im chodziło?
I co pan zrobił?
Co dalej?
Nikogo to nie interesuje.
Unia elit.
CV
Waldemar Pawlak: był nieprzerwanie przez 26 lat posłem PSL, dwa razy premierem (w 1992 roku przez 30 dni, a potem w latach 1993-95). W rządzie Tuska przez pięć lat był wicepremierem. W ostatnich wyborach nie dostał się do Senatu. Jest prezesem Ochotniczych Straży Pożarnych, doradza związkowi Pracodawcy RP, prowadzi z synami gospodarstwo rolne.
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20557773,waldemar-pawlak-wkurzalem-sie-tlumaczylem-ale-tusk-nie-chcial.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.08.06 09:44 SoleWanderer Paweł Śpiewak: Nie patrz w oko węża [ROZMOWA]

*Prof. Paweł Śpiewak - ur. w 1951 r., socjolog, profesor na UW, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie
Adam Leszczyński: Kiedy Jan Tomasz Gross wydał książkę "Sąsiedzi" o zbrodni w Jedwabnem, przez Polskę przetoczyła się wielka społeczna debata. Prezydent Kwaśniewski i duchowni przepraszali za pogrom. Dziś minister edukacji czy prezes IPN kwestionują ustalone fakty. Nie wiedzą, jak było? Kłamią specjalnie?
Prof. Paweł Śpiewak: Kompletnie nie interesuje mnie psychologia tych ludzi. Interesuje mnie motywacja. Zaskoczę pana - nie widzę w tych wypowiedziach oczywistego antysemityzmu czy fobii antyżydowskich, które skądinąd można dostrzec w Polsce często.
Widzę jedną prostą ideę: polskości wyobrażonej na taki kształt, jaki propaguje np. Radio Maryja.
Ta idea składa się z trzech elementów. Pierwszy - Polska jest krajem cierpień, odwagi i heroizmu. Drugi - nigdy nie robiła krzywd swoim sąsiadom. Jeśli coś się zdarzało, to był to ewidentnie margines, zupełnie nie ma o czym mówić. I trzeci - negacjonizm. Neguje się wszystkie fakty, które mogą ten obraz zakwestionować. Ewentualnie tworzy się pozorne wątpliwości wobec faktów ustalonych ponad wszelką wątpliwość.
Podobną operację umysłową przeprowadza się w stosunku do katastrofy w Smoleńsku. Powtarza się, że głos się źle nagrał, że ktoś słyszał strzały i tak dalej. W ten sposób można mnożyć wątpliwości do końca świata. Chodzi w nich wyłącznie o maskowanie prawdy.
Na tej samej zasadzie historyczka Ewa Kurek mówi, że ekshumacja w Jedwabnem nie odbyła się tylko po to, żeby nie ujawnić prawdy o tym, co się stało. Powtarza to przy całkowitym niezrozumieniu, na czym polega żydowskie prawo religijne zabraniające ekshumacji.
Wokół Jedwabnego: przestańmy na siebie wrzeszczeć
Dojdzie do ekshumacji w Jedwabnem, której chce m.in. dr Kurek?
Niekiedy ekshumacje mogą być niezbędne z powodu procesowego, nawet wbrew prawu religijnemu. To bolesne, ale potrzebne. To dotyczy np. grobu żydowskich kobiet z Białostockiego, które w 1943 r. zostały zgwałcone przez chłopów podczas pracy na polu, zabite i zakopane. Wiemy, gdzie jest grób. Tu ekshumacja jest potrzebna, żeby ustalić wszystkie okoliczności.
Na pewno nie ma w całej sprawie antysemityzmu? To wyparcie uruchamia się szczególnie często przy stosunkach polsko-żydowskich.
Gorsze jest to, że nie zamyka im się ust - nie potępia się ludzi, którzy jawnie łamią obyczaje związane z mową nienawiści. Zezwala się, żeby nienawidzić domniemanych wrogów polskości.
Ta pedagogika społeczna ma konsekwencje. Do ostatnich wyborów badania socjologiczne pokazywały, że w Polsce rosną postawy otwartości i tolerancji. Rok temu nawet większość Polaków była za tym, żeby przyjmować ludzi z Bliskiego Wschodu, którzy znajdują się w dramatycznej sytuacji. W ciągu paru miesięcy zmieniło się to diametralnie. Politycy i prawicowe media wysyłają sygnał: "Nienawiść nie jest czymś złym".
Polska nienawiść boli mnie najbardziej
Ale także: jesteśmy jedynymi prawdziwymi patriotami.
To zjawisko poważniejsze od politycznej walki. W Polsce władza prowadzi odwróconą, totalną rewolucję kulturową. Istotą tego przełomu - jak sama deklaruje - są wyrażone w programie PiS dwa elementy: antyliberalizm jako sposób myślenia o świecie, nie tylko np. w gospodarce czy polityce, oraz zakwestionowanie idei osobowości ludzkiej pojmowanej na sposób liberalny, czyli jako indywidualnej, ekspresyjnej, poszukującej, krytycznej. Zamiast tego władza i media propagują kolektywistyczny obraz świata: jesteśmy Polakami, przede wszystkimi mamy być Polakami, mamy jako Polacy specjalną misję.
Stąd bierze się wyłożona bardzo jasno teza, że państwo musi ograniczyć rolę tzw. sztuki dekonstrukcyjnej, która komplikuje świat, wprowadza ironię, niechęć do patosu.
Ta wizja jest wpajana ludziom za pomocą coraz potężniejszych środków - systemu edukacji, mediów publicznych, instytucji kultury.
Nie chodzi w niej o antysemityzm. To nie jest jednak moja wizja kultury narodowej i nie jest to ta, w której się wychowałem.
Joanna Tokarska-Bakir: Zawartość faszyzmu w faszyzmie
Mam wrażenie, że dyskusja z negacjonistami jest zupełnie pozbawiona sensu. Nie chcą się konfrontować z faktami. Na nazwisko "Gross" reagują natychmiastowym odrzuceniem. Z innymi specjalistami od stosunków polsko-żydowskich też nie próbują dyskutować.
Na domiar złego wizja polskiej tożsamości, którą oni głoszą, jest kiczowata wewnętrznie. Jej kwintesencją jest scena z filmu "Smoleńsk", w której żołnierze zastrzeleni w Katyniu wstają z grobów i salutują prezydentowi Kaczyńskiemu. Nie mogę sobie wyobrazić większego kiczu.
Pościel patriotyczna z płonącą Warszawą?
Dziś profesor historii krytykuje ekspozycję Muzeum II Wojny Światowej jako zbyt mało heroiczną i pokazującą za mało radości z powodu wojny. Zaraz będziemy mieli kiczowaty kult heroicznych "żołnierzy wyklętych", ale również bezrozumności. To faktycznie delegitymizacja wszystkiego, co w polskiej dyskusji o tożsamości działo się przez 26 lat.
Może liberalne, otwarte postawy nie były tak silnie utrwalone u Polaków, jak pan mówił, skoro tak łatwo dały się odwrócić?
Z jednej strony w USA mamy cywilizowane elity, które są zużyte i osłabione. Clinton otacza tyle skandali, że gdyby nie Trump, pewnie nawet nie zasługiwałaby na wybór.
Ten sam mechanizm powtarza się u nas - z naszymi starymi elitami politycznymi III RP, które też są chyba zmęczone swoją misją dziejową. Bardzo ciekawa sytuacja, chociaż żałuję, że muszę ją przeżywać.
Nie można się obronić przed falą patriotycznego kiczu i zakutego nacjonalizmu?
Dzisiejsi profesorowie są wychowani i urodzeni w komunizmie. Nie są wcale z tego powodu gorsi.
Nadal mamy takie same narzędzia. Trzeba tworzyć małe środowiska, w których się przechowuje inteligenckie wartości, jak w dawnych czasach. Nie wolno się dać sparaliżować jak mysz, która patrzy w oko węża.
PiS zapowiada wymianę elit. Nie obawia się pan?
Nie obawia się pan zakłamania historii stosunków polsko-żydowskich? Specjaliści będą znali prawdę, ale uczniów w szkołach będzie się uczyć fałszu.
Warstwa inteligencka może cierpieć katusze estetyczne i etyczne, ale przetrwa. Przetrwała gorsze sytuacje.
Czy do ludzi, którzy negują polski udział w Holocauście, można jakoś dotrzeć? Doprowadzić do procesu odsłaniającego prawdę? Pojednania bez udziału władzy?
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.05.25 09:14 ArthurBucco Polsko-Amerykańska szuka krewnych w Polsce. (Nazwiska : Jaskinia, Błażek, Lorkowski, Jankowski, Montowski)

Dzień dobry! Proszę wybaczyć mój polski, jestem dopiero zaczynają uczyć się języka i musi polegać w dużej mierze na tłumaczenia.
Robiłem rozeznanie w polskiej części mojej rodziny próbować lepiej zrozumieć, skąd one pochodzą. Szukam do podjęcia moja pierwsza podróż do Polski we wrześniu - październiku. Mój dziadek był bardzo lubi swoich polskich korzeniach i odcisnęła na mnie w wielkim stylu. Gospodarstwo mój polski rodzinną założoną w South Missouri USA pod koniec 1800 roku wciąż istnieje w mojej rodzinie do dziś.
Moim celem byłoby znalezienie dalszej rodziny, która nadal mieszka w Polsce. Może to być trudne, ale to pomoże, że moje nazwisko jest, jak mi powiedziano, bardzo wyjątkowy, nawet w Polsce. Również wielu miastach i obszarach, w których moja rodzina pochodzących z wydawały się mniejsze społeczności. Wreszcie jestem w stanie uruchomić wyszukiwanie na nazwiska, które w związku małżeńskim w moim nazwiskiem i znaleźć ludzi, z tych nazwisk w pobliżu, gdzie moja rodzina pochodzi z.
Nasze nazwisko, zanim wyemigrował z Polski w 1873 roku była Jaskinia, która kojarzy mi się ze słowem "jaskini" w języku angielskim. Ja również zrozumienie, że nie Jaskinia nazwisko nadal istnieje w Polsce. Został on poradził nam, że nasze nazwisko najprawdopodobniej odzwierciedla obszar, w którym żył w pewnym momencie. Jaskinia była związana z naszą rodziną w pewnym momencie, a my byliśmy typy chłopskie niższe klasy w oparciu o zawodach (stolarz, rolnik, robotnik, pasterza, Mason, karczmarz, sługi, etc).
To wydaje się być fakt, że wszystkie warianty nazwy Jaskinia istniejącego w Stanach Zjednoczonych (Jaskinia, Jaskina, Eskina, Eiskina, Yaskina, Yeskina) pochodzą od jednego człowieka, Jana Jaskinia. Gdyby nie udało miał dzieci płci męskiej nazwę Jaskinia umarłby off. Jan posiada obecnie ponad 1000 potomków pochodzących wyłącznie z jego pierwszych trzech synów ze swoją pierwszą żoną. Miał 13 dzieci z 3 Wszystkie żony, którzy udali się do mają własne rodziny w Ameryce.
Bardzo pomocne książki o Janie Jaskinia została stworzona i wydana przez członka mojej rodziny. Życie Jana Jaskinia Thomas Sajwaj. Jeśli ktoś jest zainteresowany to dostępny za darmo pod tym adresem URL: http://www.lulu.com/shop/thomas-sajwaj/the-life-of-jan-jaskinia/ebook/product-17516668.html~~HEAD=pobj. Jest w języku angielskim.
Katolicy Kościoły w Polsce miał zadziwiająco dużo informacji wciąż dostępny, i dał mi dane na moim odległych babcie panieńskie nazwiska, moje rodzin zawodów swoje miasta zamieszkania, i wiele innych. Poniżej znajduje się podsumowanie danych, które mam skompilowane że wierzę byłoby odpowiednie do znalezienia krewnych w Polsce.
Montowski - Jan Jaskinia był jedynym mężczyzną z jego rodziny, która była w stanie przejść na nazwę Jaskinia. Jednak on miał siostrę, Paulinę, że sądzono, że miał dużą rodzinę, która została w Polsce, przyjmując nazwisko Montowski. Żyli w Dzierżążno z 1868 - 1874 roku, a potem były Gogolewa. Ich dzieci, które przeżyły do ​​dorosłości są Franciszka (1868 -> 1890), Franciszek (1872 -> 1890), Marianna (1874 -> 1980), Leon (1877 -> 1890) i Anastazy (1881 -> 1890). Brak dalszych informacji o nich dostępna jest dla mnie w tej chwili.
Lorkowska - Mój Wielki x 4 Babcia Marianna Lorkowski (1805/75) z Cierzpice w obecnej dzielnicy Gniew. Poślubiła Maciej Jaskinia w 1828 roku i podnieśli ich rodziny w Brodach w obrębie tej samej dzielnicy Gniew.
Blazek - Mój Wielki x 3 Babka Katarzyna Blazek (1834/76) od Grabowo Bobowskie. Poślubiła Jan Jaskinia (przedmiot książki powyżej, ze swoją pierwszą żoną) w 1859. Wszystkie ich dzieci pójdzie z nimi do Stanów Zjednoczonych i mają rodziny, które są tam jeszcze dziś. Jednak wierzę wciąż BLAŽEK musi istnieć w tej dziedzinie.
Katarzyna miała brata, Jan Blažek (żonaty z Julianna Kamrowska), które wydają się mieć dużą rodzinę w obszarze Grabowo, który przebywał w Polsce.
Jankowska - Marianna Jankowska (1809-1871) było nazwisko panieńskie matki Katarzyny BLAŽEK użytkownika. Urodziła się w Grabowo Bobowskie. Poślubiła Albert Blazek w 1823 roku nie jestem zbyt obeznany z typowymi polskimi nazwiskami ale ten czuję mogą występować częściej niż inni.
Niemal wszystkie miasta położone są na południe od Starogardu Gdańskiego w stosunkowo bliskiej proximety siebie. Jaskinia mieszkała lub udział kościoła w Bobowo, Borkowo, Brody, Bukowcu, Ciepłe, Czarnylas, Dąbrówka, Dzierżążno, Gniew, Grabowo, Gronowie (Grunowo), Lignowy, Morzeszczyn, Nowej Cerkwi, Rombark (Rombarg), Skórcz, Szprudowo, Wysoka, i Zelgoszcz.
Jan i jego rodzina w lewo na statek Germin zwany Franklin Spośród Szczecinie, przybywających do Nowego Jorku w dniu 3 października 1873. Ich nazwa jest na liście pasażerów wykonanej dostępnej w książce mowa powyżej. Początkowo udał się do Chicago. Wydaje się, że nazwiska BLAŽEK pojawił się tam w tym czasie, tak więc to możliwe, że to żona Jana już krewnych w Ameryce. W 1974-1876 Jan i jego rodzina przeniosła się do Kearnes County w Teksasie, gdzie jego żona zmarła w powodzi. Następny przenieśli się do Marche Arkansas, a następnie do Pulaskifield Missouri (w pobliżu której znajduje nasze gospodarstwo dzisiaj), a następnie do Kansas City w stanie Missouri, gdzie Jan zmarł jego 3rd żony.
Nie jestem pewien, co ja spodziewałem się znaleźć zamieszczając to! Chciałbym znaleźć są sprawdzone krewnych, które nadal mieszkają w Polsce, które mogą być gotów spełniać, gdy robię moją podróż we wrześniu i październiku. Mam 4 tygodnie w Polsce, więc będę miał dużo czasu, aby zobaczyć wszystko, czego można chcieć zobaczyć i mam nadzieję, że wiele więcej. Jako, że nigdy nie byłem w Polsce i wierzę, że będę pierwszy Jaskinia, aby go z powrotem, to byłoby wspaniale mieć wskazówek, podczas rodzinnego spotkania w tym samym czasie!
Nie mam wątpliwości, mam rodzinę w Polsce jako mapy cieplne dostępne @ http://www.moikrewni.pl/mapa/ pokazania kilku nazwisk znajdujących się w obszarze Spodziewam się, aby moja rodzina była blisko.
submitted by ArthurBucco to Polska [link] [comments]


2016.05.18 16:49 ben13022 1913: Świat taki jak nasz

Podróże bez paszportów i wiz.
Powszechna wymienialność pieniędzy. W sklepach towary z najodleglejszych zakątków Ziemi. W 1913 r. nikogo to nie dziwiło, tak jak nas nie dziwi to dzisiaj. Świat, który pod wieloma względami bardzo przypominał nasz, skończył się wraz z wybuchem I wojny światowej.
Za sprawą kolei i parowców podróż z Londynu do Chicago jest dziś znacznie szybsza i przyjemniejsza od podróży z Londynu do Edynburga 200 lat temu - informował w 1913 r. Francis Wrigley Hirst, wydawca tygodnika "The Economist", który w eseju zatytułowanym "Podróż zagraniczna" opisywał ówczesny świat.
W podróży Hirstowi szczególnie podobały się amerykańskie wygody, francuska kuchnia, a także niemieccy kelnerzy. Wszędzie tam, gdzie jest dużo możliwości uprawiania sportów albo po prostu "dobre powietrze", są też dobre hotele. Afrykańskie pustynie, Kaszmir, Kalifornia, Japonia, Wyspy Kanaryjskie, Bermudy, wyspy Grecji, Uganda, Kolumbia Brytyjska - wszystkie te egzotyczne miejsca są dziś tak łatwo dostępne dla nowoczesnego globtrotera i wszędzie może on znaleźć wygody, do których jest przyzwyczajony.
Podróżowanie staje się coraz tańsze i dostępne nie tylko dla bogatych. Nic dziwnego, że liczba podróżujących dla przyjemności lub zysku rośnie systematycznie.
Proszę bardzo. Kompania okrętowa Hamburg-American Line sprzedaje bilety na wyprawy dookoła świata na pokładzie luksusowego liniowca SS "Cleveland". Trasa wiedzie z Nowego Jorku do Europy i potem przez Kanał Sueski do Indii, Birmy, na Filipiny, do Hongkongu, Japonii i dalej na Hawaje, a potem już tylko skok do San Francisco. A wszystko za 650 dolarów, które dziś odpowiadałyby kwocie 15 tys. 355 dolarów.
Na "Cleveland" do dyspozycji pasażerów są elektryczne windy pomiędzy pokładami, telefony pozwalające na dzwonienie z kajuty do kajuty, ciemnia dla miłośników fotografii, bogata biblioteka oferująca książki w językach angielskim, francuskim i niemieckim. Jest nawet sala gimnastyczna - odpowiednik współczesnej siłowni - z maszynami do ćwiczeń. Kilka z nich wyposażonych jest w siodło, a korzystający z nich ma wrażenie, że jedzie konno.
W 1913 r. ostatnią część tej podróży - z San Francisco do Nowego Jorku - odbywano koleją, ale kończyła się już budowa Kanału Panamskiego, który został otwarty w 1914 r. Przyszli turyści mogliby więc liczyć na to, że opłyną całą kulę ziemską, korzystając przez cały czas z luksusu, jaki zapewniał SS "Cleveland". Świat ten wydawał się stabilny - komu przychodziło do głowy, że wojna, która wybuchnie rok później, będzie oznaczać jego koniec?
Komu po zakończeniu "wielkiej wojny" - jak w dwudziestoleciu nazywano pierwszą wojnę światową - przychodziło do głowy, że Europę czeka wkrótce jeszcze straszliwsza zawierucha? A jednak wielu przeczuwało, że przedwojenne wygody i wolności szybko nie wrócą.
Wybitny ekonomista John Maynard Keynes zaraz po wojnie w książeczce zatytułowanej "Ekonomiczne konsekwencje pokoju" pisał:
Cóż za nadzwyczajny okres w dziejach ludzkości zakończył się w sierpniu 1914 r.! Większość co prawda pracowała ciężko i żyła na niskim poziomie, ale wedle wszelkiego prawdopodobieństwa była ze swego losu całkiem zadowolona. A zresztą każdy, o ile miał on ponadprzeciętne zdolności i charakter, mógł awansować do klasy średniej czy wyższej. Ludzie z klasy średniej małym kosztem i bez wielkiego zachodu mogli sobie pozwolić na wygody, przyjemności i udogodnienia przechodzące wyobrażenie najbogatszych i najpotężniejszych władców żyjących w dawnych wiekach.
Keynes dał może najbardziej dosadny i lapidarny opis epoki, która właśnie się skończyła. Popijając w łóżku poranną herbatę, londyńczyk przez telefon mógł sobie zamówić najrozmaitsze produkty z całego świata i oczekiwać, że rychło zostaną dostarczone pod jego drzwi. W ten sam sposób mógł zainwestować majątek w zasoby naturalne albo przedsięwzięcia w dowolnej części świata i liczyć na udział w korzyściach, jakie miały przynieść (...).
A gdyby tylko zechciał, to mógł zapewnić sobie błyskawicznie tani i wygodny środek podróży do dowolnego kraju, nie zawracając sobie głowy paszportem i innymi tego typu formalnościami. Mógł też wybrać się do obcego kraju, nie znając religii, języka czy obyczajów jego mieszkańców (...), a gdyby natrafił na najdrobniejsze choćby przeszkody, byłby nimi mocno zaskoczony i zirytowany.
Ale - jak wywodził Keynes - najważniejsze było, że ów hipotetyczny przedstawiciel brytyjskiej klasy średniej uważał taki stan rzeczy za coś całkowicie normalnego, pewnego i stałego. Mogło być tylko lepiej i każde odstępstwo od takiego stanu rzeczy uznałby za aberrację, skandal i coś, czego można uniknąć.
Wszelkie zło świata: militaryzm i imperializm, rasizm, monopole, restrykcje, złowieszcze ideologie - które według Keynesa miały stać się "wężem w tym raju" - były ciekawostkami w codziennej gazecie, - niemającymi wpływu na komfort codziennego życia.
Globalizacja, która - jak się często uważa - jest zjawiskiem naszych czasów, miała się bardzo dobrze już w 1913 r. I można twierdzić, że pod wieloma względami światowa integracja była wówczas daleko mocniej posunięta niż dziś - pisze amerykański historyk Charles Emmerson, autor wydanej w tym roku w USA książki "1913. W poszukiwaniu świata sprzed wielkiej wojny".
Brytyjski historyk G.P. Gooch w 1912 r. doszedł do wniosku, że "cywilizacja stała się międzynarodowa".
W 1913 r. we flamandzkiej Gandawie miała miejsce Exposition Universelle et Internationale, czyli wystawa światowa, na której poszczególne kraje wystawiły pawilony i prezentowały w nich swe osiągnięcia na niwie sztuki, przemysłu czy sportu.
Nie minęło 18 miesięcy, a Gandawa była okupowanym przez Niemców, poszarzałym i zbiedniałym nagle miastem oddzielonym od reszty świata podwójną linią okopów.
W 1913 r. nikt jednak o tym nie myślał. Albert, król Belgów, konstytucyjny władca małego, ale bardzo bogatego kraju neutralnego, z najwyższą uwagą oglądał brytyjskie maszyny i niemieckie meble.
Jak głosiła ulotka, wystawa gandawska powinna być wymownym potwierdzeniem nieprzerwanego postępu, za który odpowiedzialny jest geniusz ludzkości, i na każdym polu działalności ludów Ziemi.
Pawilony wystawowe w kolorach bieli i złota stały w wielkim ogrodzie z fontannami i oczywiście oświetlało je światło elektryczne. Elektryczność była wówczas symbolem nowoczesności - tak jak dziś internet.
Międzynarodowy duch był też świetnie widoczny w nieodległej Hadze w Holandii, gdzie w sierpniu 1913 r. otwarty został Pałac Pokoju - rezydencja międzynarodowego sądu arbitrażowego mającego godzić skonfliktowane państwa.
Budowę tego imponującego gmachu sfinansował właściciel niezmierzonej niemal fortuny, amerykański magnat stalowy z Pittsburgha Andrew Carnegie. Budowniczowie użyli holenderskich cegieł, piaskowca z Francji, granitu ze Szwecji i Norwegii. Posadzki były z austriackiego drewna, witraże sprowadzono z Wielkiej Brytanii, posągi z brązu - z Ameryki, boazerię z drzewa różanego - z Brazylii, jedwabne zasłony i porcelanowe wazy - z Chin i Japonii, a dywany - z Turcji. Na szczycie wieży był zegar - naturalnie ze Szwajcarii. Niemcy zaś dostarczyły potężną metalową bramę.
Także klasy średnie czuły się w Europie i poza nią jak w domu. W 1913 r. młody rosyjski kompozytor Sergiej Prokofiew pojechał z matką w podróż do Berlina, Paryża, Londynu i Szwajcarii.
Keynes, gdy skończył pisać swoją pierwszą ważną książkę, wsiadł do pociągu relacji Londyn - Mediolan (a potem na statek do Kairu) i udał się na zasłużony wypoczynek. Grudzień spędził w Roquebrune na Riwierze Francuskiej.
"The Evening Standard" zachęcał w 1913 r. do spędzenia wakacji w Sudanie, gdzie panuje "idealny zimowy klimat", podobno "niezmiennie suchy i słoneczny". Na miejsce można było dotrzeć "ekspresowym parowcem" oraz w "luksusowych wagonach sypialnych". Kraj ten, jak zachwalali przedstawiciele biura turystycznego, świetnie się nadawał do polowań na wielkie afrykańskie zwierzęta.
Warszawscy inteligenci i zarazem obywatele carskiej Rosji jeździli na letnisko nie tylko do pobliskiego Otwocka, ale także do coraz modniejszego uzdrowiska Zoppot koło Gdańska (wówczas w Rzeszy Niemieckiej) czy Zakopanego (wówczas w austro-węgierskiej Galicji).
Podróżowali do Szwajcarii albo do niemieckiego uzdrowiska Baden-Baden po zdrowie i wypoczynek - tak jak dziś tysiące Polaków jeżdżą na urlop do Tunezji, Grecji albo na narty w Alpy austriackie czy włoskie.
Kolej, która pokrywała już gęstą siecią cały kontynent, umożliwiała podróżowanie łatwe i wygodne. Mający czas i pieniądze Europejczyk korzystał z tego właśnie środka lokomocji, stając w hotelach, które im nowsze były, tym coraz większe i bardziej luksusowe.
W 1913 r. Szwajcarzy otworzyli luksusowy Carlton w St. Moritz, a Francuzi Negresco w Nicei, świątynię złota i marmuru. W Monte Carlo widok brytyjskiego dżentelmena rozmawiającego po francusku z austriackim chirurgiem i przyglądającego się, jak rosyjski generał zgrywa się w karty, nie był niczym nadzwyczajnym.
Symbolem jedności kontynentu byli spokrewnieni ze sobą europejscy monarchowie. Uważało się, że odzwierciedlają oni cechy swoich narodów.
Jerzy V, król Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii, uchodził za odpowiedzialnego nudziarza. Niemiecki kajzer Wilhelm II miał opinię człowieka nieobliczalnego i dumnego, a car Mikołaj II - lojalnego i łatwowiernego konserwatysty.
Wszyscy trzej byli kuzynami oraz potomkami królowej Wiktorii. Jerzy V i Mikołaj II byli tak do siebie podobni, że kiedy w połowie maja 1913 r. w gazetach można było obejrzeć ich wspólne zdjęcie zrobione w Berlinie, to wydawało się, że są prawie braćmi bliźniakami.
Kwiat europejskiej arystokracji zjechał wówczas do stolicy Niemiec na ślub księżniczki Wiktorii Luizy, jedynej córki kajzera, i księcia Ernesta Augusta z Hanoweru - mariaż ten godził dwie od dawna zwaśnione dynastie Hohenzollernów i Hanowerczyków, którzy w chwili zjednoczenia Niemiec przez Bismarcka w 1871 r. pod berłem tych pierwszych utracili koronę królewską.
Ślub odbył się wbrew woli rodziny Hohenzollernów (Wilhelm w końcu uległ, bo nie potrafił odmówić córce), a prasa rozpisywała się o historii miłosnej, która poruszyła koronowane głowy Europy. Londyńska "Daily Graphic" pisała: Gdy wielcy potentaci i zarazem bliscy krewni spotykają się i publicznie dają pełen wyraz swoim emocjom, można zakładać, że na firmamencie politycznym nie gromadzą się chmury.
Jerzy V był nadzwyczajnie fetowany w Berlinie, a chorągiewki do machania przejeżdżające- mu w otwartym powozie monarsze rozchodziły się jak świeże bułeczki. Były salwy armatnie (ze 101 dział), bankiety i bale.
Na przywitanie cara Mikołaja dach opery berlińskiej został udekorowany rosyjskimi i niemieckimi flagami. "Goście, którzy rządzą jedną trzecią świata" - zatytułowała relację brytyjska gazeta i było w tym niewiele przesady.
Po drugiej stronie barykady stali socjaliści, ale i ten ruch był bardzo międzynarodowy: działacze robotniczy podróżowali po całej Europie i spotykali się na wspólnych zjazdach.
Pierwsza epoka globalizacji pod wieloma względami przypominała naszą: cła były niskie, oparte na złocie waluty - stabilne, a porządek międzynarodowy wydawał się niewzruszony.
Chociaż na kontynencie stale mówiło się o wojnie - i na Bałkanach wybuchały konflikty - to jednak nikt nie sądził, żeby starcie zbrojne między mocarstwami (o ile do niego dojdzie) mogło naruszyć fundamenty tego porządku. Kryzysów politycznych było zresztą co niemiara, a przecież żaden nie skończył się kataklizmem: wojna pomiędzy Francją i Wielką Brytanią wisiała na włosku, kiedy wojska obu tych mocarstw kolonialnych spotkały się pod Faszodą nad Nilem w Sudanie (w 1898 r.).
Dodajmy dwa kryzysy marokańskie, w trakcie których o mały włos nie doszło do wojny francusko-niemieckiej (w 1909 i 1911 r.) i dwie wojny bałkańskie, które groziły zaangażowaniem mocarstw i wciągnięciem ich w większy konflikt.
Ludzie wierzyli w waluty, wolność podróżowania i robienia interesów, w bezpieczeństwo inwestycji. Mieszkańcy Starego Kontynentu bez zahamowań kupowali akcje firm prowadzących najbardziej nawet egzotyczne przedsięwzięcia zamorskie.
Był to świat stabilny i bezpieczny dla Europejczyków, zwłaszcza zamożnych, ale już nie dla ich poddanych, czyli Azjatów i Afrykanów. Jak dowodzą historycy gospodarki Kris James Mitchener i Marc Weidenmier, wcielenie podbitego terytorium do imperium kolonialnego zwiększało dwukrotnie jego obroty handlowe. Europejczycy, od lewa do prawa, wierzyli, że ich dominacja przynosi podporządkowanym narodom cywilizację i rozwój.
Nawet ojciec komunizmu naukowego Karol Marks pisał wielokrotnie o transformacyjnej mocy zachodniej dominacji i kapitalizmu w Indiach. A jego wierny druh Fryderyk Engels tak pisał o podporządkowanych Francji mieszkańcach dzisiejszej Algierii:
Jakkolwiek smutkiem napełniać musi ludzkie serca obraz rozbicia i ruiny pracowitych, patriarchalnych i spokojnych organizmów społecznych, widok ludzi, którzy utracili prastare formy swej cywilizacji i należne im odwiecznie środki utrzymania, to jednak nie wolno zapominać, że te sielankowe wspólnoty wiejskie stanowiły zawsze mocną podstawę wschodniego despotyzmu. Że zamykały umysł ludzki w najciaśniejszych granicach, czyniąc zeń narzędzie zabobonu, niewolnika tradycyjnych reguł, pozbawiając go wszelkiej wielkości i rozmachu dziejowego.
Koniec nadszedł nagle i zaskoczył wszystkich. Kiedy 28 czerwca 1914 r. Serb Gawriło Princip zastrzelił w Sarajewie austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, poruszył lawinę, która po miesiącu gorączkowych negocjacji doprowadziła do wybuchu wojny światowej - politycy, generałowie i pisarze często znajdowali się po niewłaściwych stronach granic.
Rosyjski generał Aleksiej Brusiłow, który w 1916 r. poprowadził ofensywę na froncie wschodnim, był wówczas w Niemczech. Dowódca armii serbskiej generał Radomir Putnik spędzał czas w Austro-Węgrzech, które miały wkrótce wypowiedzieć wojnę jego krajowi.
Winston Churchill, wtedy pierwszy lord admiralicji, brał udział w wizycie brytyjskiej floty w niemieckiej Kilonii. Joseph Conrad, Polak i wielki brytyjski pisarz, spędzał czas w austro-węgierskim Zakopanem.
Po latach Stefan Zweig, niesłychanie popularny w okresie międzywojennym pisarz, pacyfista i zwolennik zjednoczonej Europy (odmówił wzięcia do ręki karabinu w czasie wojny i pracował w archiwum wojskowym), wspominał, że jako Austriak kibicował wyczynom francuskich asów lotnictwa. Robił to z powodu naszej dumy z kolejnych triumfów naszej techniki, naszej nauki, europejskiego ducha wspólnoty, europejskiej świadomości narodowej, która zaczynała się kształtować. Jak bezużyteczne - mówiliśmy sobie - są granice, kiedy każdy samolot może przelecieć nad nimi z łatwością, jak prowincjonalne i sztuczne są cła, strażnicy i patrole graniczne, jak bardzo nie przystają do ducha czasów, który wyraźnie poszukuje jedności i światowego braterstwa!
Lata 20. i 30. pokazały, jak bardzo błędne były to prognozy. Kraje Europy odgrodziły się systemem wiz i paszportów, znaczniej mocniej strzeżonymi granicami, niebotycznie wysokimi cłami i kontyngentami importowymi.
Skończyły się czasy, w których z walutą jednego kraju w kieszeni można było objechać świat. Poszczególne rządy wprowadziły państwowe kursy wymiany i ograniczenia w wywozie pieniądza za granicę. A i sam pieniądz przestał być wymienialny na złoto tak łatwo jak przed wojną.
Skończyły się czasy, w których z walutą jednego kraju w kieszeni można było objechać świat
Przez świat przetoczyła się fala nacjonalizacji i konfiskat. Nagle okazało się, że nic nie jest pewne. Globalizacja, która wszystkim ówczesnym Europejczykom wydawała się czymś tak naturalnym jak powietrze, zniknęła bez śladu.
Ale najgorsze przyszło po II wojnie światowej, kiedy podróżowanie po przedzielonej żelazną kurtyną Europie stało się trudne nawet dla mieszkańców zachodniej części kontynentu. W latach 50. i ich dotykały ograniczenia - restrykcje walutowe, konieczność posiadania wiz, o paszportach nie wspominając.
A na Wschodzie możliwości podróżowania w latach stalinizmu niemal nie istniały. Według statystyk przytaczanych przez historyka prof. Dariusza Stolę na początku lat 50. z Polski mającej wówczas blisko 30 mln mieszkańców wyjeżdżało rocznie w celach prywatnych kilkaset osób! Wbrew swej nazwie biuro paszportowe w Warszawie nie było instytucją, która miała wypuszczać ludzi za granicę, lecz stanowiło jedną z wielu barier, którą trzeba było pokonać, żeby się wydostać ze szczelnie zamkniętego kraju.
Na granicach wyrosły zasieki, pojawiły się pasy zaoranej ziemi, płoty i strażnice. W latach 50. władze PRL wybudowały wieże strażnicze na plażach nad Bałtykiem, z których dzień i noc uzbrojeni żołnierze wypatrywali śmiałków próbujących przepłynąć nielegalnie do Szwecji czy na duński Bornholm. Żyło wtedy jeszcze bardzo wielu ludzi, którzy doskonale pamiętali wolność sprzed 1914 r., ale było to już tylko odległe wspomnienie.
Na powrót swobodnego podróżowania po Europie trzeba było czekać blisko sto lat.
Korzystałem z książki Charlesa Emmersona "1913. In Search of the World Before The Great War", Public Affairs, New York 2013
Źròdło: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,133662,14638770,1913__Swiat_taki_jak_nasz.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


JAK ZNALEŹĆ LUDZI DO GRY w CS:GO/FORTNITE? - YouTube GDZIE ZNALEŹĆ LUDZI DO GRY - MIX10.PL - LOSOWANIE AWP REDLINE Ludzie gór  sezon 6  HISTORY Ludzie gór 3 na HISTORY Dlaczego tak wielu ludzi żyje w USA 'nielegalnie'? - YouTube Jak znaleźć drużynę w CS:GO? - YouTube MENTALNOŚĆ LUDZI W USA  DOMOWY VLOG Praca w USA - Rekruterzy i Agencje Pracy - Praca cz 3 z 4 - USA w praktyce #12 CS:GO  Gdzie znaleźć ludzi do wspólnego grania? Mix10.pl 7 #ME21 Jak znaleźć ludzi do rozmowy po angielsku

Jak znaleźć pracę w USA? Praca w Stanach Zjednoczonych ...

  1. JAK ZNALEŹĆ LUDZI DO GRY w CS:GO/FORTNITE? - YouTube
  2. GDZIE ZNALEŹĆ LUDZI DO GRY - MIX10.PL - LOSOWANIE AWP REDLINE
  3. Ludzie gór sezon 6 HISTORY
  4. Ludzie gór 3 na HISTORY
  5. Dlaczego tak wielu ludzi żyje w USA 'nielegalnie'? - YouTube
  6. Jak znaleźć drużynę w CS:GO? - YouTube
  7. MENTALNOŚĆ LUDZI W USA DOMOWY VLOG
  8. Praca w USA - Rekruterzy i Agencje Pracy - Praca cz 3 z 4 - USA w praktyce #12
  9. CS:GO Gdzie znaleźć ludzi do wspólnego grania? Mix10.pl
  10. 7 #ME21 Jak znaleźć ludzi do rozmowy po angielsku

GDZIE ZNALEŹĆ LUDZI DO GRY - MIX10.PL - LOSOWANIE AWP REDLINE ... Najdroższe i najrzadsze przedmioty w Counter-Strike: ... United States Restricted Mode: Off History Help About ... Ludzie gór na HISTORY - środa 22:00 W Ameryce wciąż można znaleźć ludzi, którzy żyją i utrzymują rodziny wyłącznie z tego, co upolują bądź złowią. To Ludzie Gór. Radzą sobie ... Strona: http://mix10.pl NASZA GRUPA NA FB: https://www.facebook.com/groups/1392313391096769/ CS:GO TANIO!: https://www.g2a.com/r/bardzotaniocsgo Kupując w... 💥 Dołącz do wersji beta już dziś! https://goo.gl/UPbm11 (więcej gier jak PUBG czy FORTNITE już niedługo!) 💥 POMOŻESZ MI ZDOBYĆ 310,000 SUBÓW? 💥 🔥 KLIKNIJ CZE... This video is unavailable. Watch Queue Queue. Watch Queue Queue Pozornie proste pytanie - dlaczego tak wielu ludzi żyje w USA nieleglnie - zmienia się w głęboki i złożony problem jeśli przyjrzeć się bliżej. --- Please lik... Witaj w kolejnym #ME21 Dziś pokażę Ci jedno z miejsc na których możesz w łatwy sposób znaleźć ludzi do rozmowy po angielsku. Te portale to między innymi: htt... W Ameryce wciąż można znaleźć ludzi, którzy żyją i utrzymują rodziny wyłącznie z tego, co upolują bądź złowią. To Ludzie Gór. Radzą sobie dzięki umiejętnościom przetrwania ... DreamTeam - Ultimate Teambuilding Platform Join beta today https://goo.gl/i8SuZf Join beta today https://goo.gl/i8SuZf Join beta today https://goo.gl/i8SuZf ... Jak działają rekruterzy i agencje rekruterskie w USA? Czy można dzieki nim znaleźć pracę w USA i zacząć swój American Dream? Kręcą Cię Stany? Zasubskrybuj! Daj lajka, skomentuj ...